10 listopada 2015

28. Przy wtórze błyskawic

Najdłuższy rozdział w historii burzom, liczy aż trzynaście stron. Epilog na dniach.

Zbiegłam po schodach, zbierając po drodze walające się wszędzie brudne ubrania, które wrzuciłam do prawie pełnego wiklinowego kosza na pranie, stojącego zaraz przy wejściu do salonu. Mieszkałam z Ramosem dopiero niecały miesiąc, ale sprzątanie po nim zaczęło się niedługo po wspólnie spędzonej nocy po benefisie mojej zmarłej babki. Zupełnie tak, jakby regularny seks zrobił z mojego chłopaka strasznego bałaganiarza. 
— Skoro tak ci to przeszkadza, to musimy rozbierać się w sypialni, jak jakieś małżeństwo z dwudziestoletnim stażem — stwierdził Sergio pewnego ranka, jedząc płatki na śniadanie. Opierał się ramieniem o framugę drzwi od kuchni, podczas gdy ja podnosiłam z podłogi jego skarpetki.
To dlatego nie było mi do śmiechu. No i też dlatego, że kiedy my się rozbieraliśmy, starając się wykorzystywać każdą wolną chwilę na seks, nasze ubrania zazwyczaj były czyste. A ja zawsze zbierałam te brudne. Większość z nich należała do Ramosa; pozostałe były Juniora, którego zdarzało nam się przebierać po kilka razy dziennie. Co najwyraźniej było tak męczące, że później nie chciało nam się ich pozbierać i wrzucić do kosza, znajdującego się ze dwa kroki od nas. 
Ramos za to miał to gdzieś. Przekonałam się o tym, kiedy przestałam sprzątać na znak protestu i z ogromną nadzieją, że to zadziała. Tymczasem on nawet nie zwrócił uwagi na stertę brudnych śliniaków jego synka, która znajdowała się pod moimi plecami, gdy próbował się do mnie dobrać. No to się wtedy poddałam, bo mnie cholernie przeszkadzał ten bałagan, i doprowadziłam dom do porządku.
Tak mi się to spodobało, że aż pomyślałam o zostaniu zawodową sprzątaczką. Albo o rozważeniu prowadzenia własnego programu telewizyjnego o sprzątaniu.
Kiedy zamieszkałam z Ramosem, wydawało mi się, że on był takim trochę pedantem, bo zawsze było u niego czysto. Później zrozumiałam, że on po prostu za rzadko przebywał w domu, więc nie miał czasu, żeby nabrudzić. Ale teraz nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że ktoś mi go podmienił.
Chyba że to było jakieś zagranie z jego strony, żeby mnie do siebie przekonać i udowodnić mi, że byłby idealnym partnerem, jeśli tylko dałabym mu szansę. A jak już mnie zdobył, to przestał się starać (co przecież było takie typowe dla facetów).
— Dlaczego ty nie jesteś jeszcze ubrany? — naskoczyłam na Sergio, wpadając do salonu.
Siedział na kanapie w samych spodniach od dresu ze skrzyżowanymi nogami, które założył na szklanym stoliku do kawy. Junior leżał na plecach na jego klatce piersiowej i razem z tatą wpatrywał się w ekran telewizora; przynajmniej dopóki obaj nie popatrzyli na mnie. Ramos zmierzył mnie wzrokiem i zagwizdał, ale zignorowałam go i przypomniałam mu:
— Rezerwację mamy na ósmą, a jest już wpół do!
— Odwołałem — powiedział, jak gdyby nigdy nic, a ja załamałam ręce. — Pilar się spóźni po Juniora, to stwierdziłem, że nie opłaca się wychodzić. 
— Jak to miło z twojej strony, że mnie poinformowałeś, zanim wcisnęłam się w tę kieckę — rzuciłam z sarkazmem, za którym kryła się złość, i usiadłam na oparciu kanapy.
Junior musiał wziąć to za zachętę, bo wyciągnął ku mnie swoje małe rączki. Pokręciłam jednak głową; miałam na sobie białą sukienkę na ramiączka, która była prosta i bardzo obcisła, a on już zdążył pobrudzić śliniak jedną z papek, którymi tak lubił być karmiony.
— To bardzo ładna kiecka — zauważył Ramos i mrugnął do mnie, obdarzając mnie tym swoim uśmieszkiem podrywacza. Mój sarkazm nie zrobił na nim żadnego wrażenia. — Będzie pięknie leżeć na podłodze w sypialni.
Mimo że wciąż byłam na niego wściekła za odwołanie rezerwacji w restauracji bez konsultacji ze mną, mimowolnie parsknęłam ze śmiechu. Lubiłam, gdy taki był.
Zresztą, tak właśnie wyglądał nasz związek przez ostatnie dwa tygodnie. To, że byliśmy razem, wcale nie sprawiło, że przestał mnie irytować. Właściwie to wkurzał mnie jeszcze bardziej niż przedtem, a kiedy widział, że zaczynałam się na niego denerwować, rzucał jakąś aluzją na temat seksu, żeby rozładować napięcie. Albo po prostu wkładał mi język do ust, żebym zapomniała, o co się tak złościłam. Za każdym razem działało perfekcyjnie.
Gdy wróciłam do Madrytu, Sergio od razu zauroczył mnie zmianą, jaką przeszedł pod moją nieobecność. Spodobało mi się to, że stał się taki odpowiedzialny; że dojrzał i potrafił zająć się różnymi rzeczami bez spieprzenia ich. A przy okazji nie stracił niczego ze swojego uroku, którym od lat łamał innym dziewczynom serca.
Prawdę mówiąc, spodziewałam się, że nasz związek też taki będzie — to znaczy poukładany, bez niespodzianek i, na swój sposób, dojrzały. Tymczasem czułam się tak, jakby mój świat został wywrócony do góry nogami i zaczął kręcić się tylko i wyłącznie wokół Ramosa.
Jeżeli chodziło o związek, oczywiście. W każdym innym aspekcie naszego życia wszystko było poukładane. Mieliśmy wydzielony czas na treningi i mecze Sergio, opiekę nad Juniorem i odbieranie go od Pilar, a nawet na moją współpracę z nabywcami domu Evelyn.
Nie zapytałam Troy’a, komu sprzedał willę mojej babki, bo wtedy ze sobą nie rozmawialiśmy, ale też dlatego, że mnie to nie interesowało. To oni odezwali się do mnie jakoś dwa dni po benefisie i poprosili o spotkanie. Było to małżeństwo dwojga ludzi w podeszłym wieku; oboje byli przedsiębiorcami, którzy przeprowadzili się do Madrytu ze słonecznej Kalifornii i wręcz czcili Evelyn. To dlatego chcieli przerobić jej posiadłość w muzeum i zależało im, żebym to ja była liderem ich projektu, ponieważ to do mnie należał jej dorobek, byłam jej jedyną żyjącą krewną i takie tam. Obiecali dać mi wolną rękę, a że nie miałam co ze sobą zrobić, zwłaszcza kiedy Sergio wyjeżdżał na mecze, to się zgodziłam i zaangażowałam kilkadziesiąt osób, z których pomocą zamierzałam uczcić karierę Evelyn.
Naprawdę nie sądziłam, że kiedykolwiek do tego dojdzie.
Wciąż nie odkryłam, kim bym chciała być w życiu, pomijając bycie nową, piękną i bogatą dziewczyną Sergio Ramosa (taki tytuł, tuż po benefisie, nadał mi jeden z tych szmatławców, które na początku sierpnia opublikowały moje zdjęcia z Xabim). Ale planowałam to odkryć, zamiast spędzać całe dnie na kanapie i oglądać telewizję. Przyjęcie oferty od tych ludzi było więc pierwszym krokiem w tę stronę.
Rene nawet oświadczył, że wcale nie potrzebowałam jego pomocy, bo sama świetnie potrafiłam zadbać o swój wizerunek w mediach. Chociaż mnie nie bardzo interesowało, jak wypadałam w mediach.
— Musimy to jakoś poskładać do kupy — mruknęłam raz, kiedy późno w nocy leżeliśmy nago w łóżku; właściwie to ja leżałam na Ramosie i poruszałam się dość wolno, trzymając ręce tuż za jego głową, podczas gdy on głaskał mnie opuszkami palców po plecach. — Nasz związek to totalny burdel.
— Wiem, Carter — westchnął. Nie wiedząc czemu, strasznie mnie to wtedy nakręciło. — Musimy to. Musimy tamto. I zrobimy to. 
Objął mnie i obrócił tak, że to on był na górze.
— Najpierw daj mi się sobą nacieszyć — poprosił i pocałował mnie w szyję. — Obiecuję, że jak już wpadniemy w tę rutynę zabijającą romantyzm, stanę się taki, jak wcześniej. I przestanę wszędzie zostawiać swoje brudne skarpety.
Najwyraźniej ta „rutyna zabijająca romantyzm” jeszcze nie nadeszła, bo wciąż to robił. Tyle że ja nie bardzo wiedziałam, co brudna bielizna miała do romantyzmu.
Obecnie byliśmy na tym etapie związku, kiedy brakuje kłótni, mniejszych czy większych, ale za to nie można narzekać na seks czy randki w coraz to wymyślniejszych miejscach. A gdy musieliśmy przełożyć wyjście na miasto to chętnie zostawaliśmy w domu, co oznaczało kolejną nieprzespaną noc. Chyba że na drugi dzień Sergio grał mecz; wtedy trzymał się ode mnie z daleka, bo taki miał zwyczaj, że nie uprawiał seksu przed spotkaniem. Twierdził, że później trudniej było mu się skoncentrować na boisku.
Junior nie przestawał wyciągać ku mnie swych rączek, więc wreszcie uległam i podałam mu dłoń. Ciężko przychodziło mi ignorowanie go, kiedy patrzył na mnie tymi wielkimi, ciemnymi oczami, które tak bardzo przypominały mi oczy Ramosa. Ostatnio bardzo dużo czasu spędzałam z jego synem, co tak mi się podobało, że przeszło mi przez myśl, że nie miałabym nic przeciwko zajściu w ciążę. Trochę mnie to przeraziło, bo najpierw zamarzyłam o nowym domu, a potem o zostaniu matką. Na litość boską, przecież ja w zeszłym miesiącu skończyłam dopiero dwadzieścia jeden lat.
Postanowiłam o niczym nie wspominać Sergio. Nadal uważałam, że dwa tygodnie związku to było za mało, żeby wyskakiwać z takimi rewelacjami i go od siebie odstraszać. Poza tym ja sama nie byłam zbytnio przekonana do tego wszystkiego, zwłaszcza że jeszcze niedawno wmawiałam sobie i innym, że Xabi był miłością mojego życia. 
— Mój syn to wręcz szaleje za tobą — zaśmiał się Ramos, gdy Junior pomyślał, że moja ręka to był zaledwie początek i chciał się poprzytulać. Znowu pokręciłam głową; nawet jeżeli nigdzie nie wychodziliśmy to szkoda mi było sukienki. — Gust to on ma po ojcu. 
Nic mu na to nie odpowiedziałam, ponieważ w tym momencie jego telefon, który leżał na stoliku, zaczął wibrować. Sergio niechętnie po niego sięgnął. Pojęcia nie miałam, o co mogło chodzić, dlatego bacznie śledziłam wyraz jego twarzy, żeby nie przegapić na niej jakiejkolwiek zmiany. 
Szeroki uśmiech szybko zamienił się w szok, kiedy otworzył usta ze zdziwienia i zmarszczył czoło. Potem skrzywił się i spojrzał na mnie z przejęciem. 
— Zapewne chciałabyś to przeczytać — zwrócił się w końcu do mnie, podając mi telefon.
To był profil Xabiego na Twitterze. A dokładniej to dość długi wpis. 
Pragnę poinformować, że mój etap w reprezentacji Hiszpanii dobiegł końca* — zaczęłam czytać na głos i puściłam rączkę Juniora. Czułam na sobie uważny wzrok Ramosa, który obserwował moją twarz dokładnie tak samo, jak ja robiłam to jemu chwilę temu. — Najtrudniejszą rzeczą jest wiedzieć, kiedy powiedzieć «do widzenia». Po długich przemyśleniach sądzę, że to odpowiedni moment…
Urwałam w pół słowa i podniosłam wzrok znad ekranu, żeby rzucić swojemu chłopakowi zaskoczone spojrzenie.
Nic z tego nie rozumiałam. Jak to Xabi kończył karierę w reprezentacji? O tym nie było mowy. Rozmawialiśmy jedynie o jego potencjalnym odejściu z Madrytu. Nie wspominał o tym, że przy okazji planował przewartościować całe swoje dotychczasowe życie.
— Nie patrz tak na mnie — powiedział Ramos z pretensją, domyślając się chyba, że to właśnie od niego oczekiwałam wyjaśnień. — Jestem tak samo zaskoczony, co ty.
Rzuciłam w niego telefonem, nie chcąc dłużej czytać tych bredni Xabiego. Przez moment nie bardzo wiedziałam, co ze sobą zrobić; zerwałam się na równe nogi, miotając się na wszystkie strony. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że próbowałam odnaleźć swoją komórkę. Sergio wstał z kanapy, biorąc Juniora na ręce, i westchnął ciężko, a potem podał mi ją — leżała na fotelu obok.
— Wiem — zapewnił, kiedy uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością. — Musisz się z nim zobaczyć. 
Do Xabiego napisałam jedynie: „?”. Odpowiedź przyszła natychmiastowo i brzmiała: „Park Retiro, jak najszybciej”. 
To tam zabrał mnie na naszą pierwszą randkę. 
Spojrzałam na Sergio i przygryzłam dolną wargę. Jego mina mówiła znacznie więcej niż jakby zdecydował się faktycznie coś powiedzieć. Znał mnie jak nikt inny i rozumiał, że potrzebowałam spotkać się z Xabim ten ostatni raz. Nie tylko po to, żeby skrzyczeć go za to, że o jego decyzji dowiedziałam się z portalu społecznościowego, ale i po to, by wyznać mu prawdę o Ramosie.
Bo nawet jeśli ja już zdołałam ruszyć naprzód i byłam dzięki temu cholernie przeszczęśliwa, to uważałam, że Xabiemu należało się dokładnie to samo. Sądziłam, że kiedy zrozumie, że definitywnie z nim skończyłam i zakochałam się w Sergio, to pomoże mu to w zaczęciu wszystkiego od nowa w Monachium. 
Mnie na dobre wyszło, gdy przestałam się na niego złościć za ten transfer do Bayernu. Ba, wreszcie nie myślałam, że to było moją winą.
— Leć — ponaglił mnie, gdy zamarłam w miejscu.
Jego stanowczy ton głosu sprawił, że oprzytomniałam i ruszyłam do przedpokoju, w biegu łapiąc za kluczyki do auta, które akurat stało na podjeździe. Zanim jednak zamknęły się za mną drzwi, Ramos złapał mnie za łokieć i odwrócił twarzą do siebie. Junior przyglądał nam się z zaciekawieniem, nie wydając żadnego dźwięku. Możliwe że wyczuwał to rosnące pomiędzy nami napięcie. 
— Chcę tylko, żebyś wiedziała jedno — powiedział bardzo niepewnie, a mnie automatycznie serce zabiło szybciej.
Wiedziałam, co zamierzał mi wyznać. W końcu już to kiedyś zrobił.
Ale i tak zaczęłam się cała trząść. Słychać to było po moim głosie, gdy oblizałam wargi i spytałam zachrypniętym głosem:
— Tak? 
Ramos wziął głęboki oddech. Na jego czole dostrzegłam maleńkie kropelki potu, ale to zapewne było sprawką upalnego wieczoru.
— Pamiętaj, że… — urwał, chyba niezbyt przekonany do tego, by mówić dalej. W końcu wyrzucił to z siebie tak szybko, że ledwo udało mi się go zrozumieć: — Pamiętaj, że cię kocham, Carter.
Trzęsienie od razu ustąpiło miejsca przyjemnemu ciepłu, a ja poczułam, jak w oczach zbierały mi się łzy. Mimo że to były tylko dwa głupie słowa, wywołały we mnie taki stan, że nie byłam w stanie odpowiedzieć mu tym samym. Po prostu wspięłam się na palce, bo wcześniej założyłam płaskie buty, złapałam go za głowę obiema rękami i pocałowałam go. Długo, namiętnie i tak, jakbyśmy rozstawali się na zawsze. A przecież ja jedynie szłam pożegnać się z Xabim.
Naprawdę byłam pewna, że zamierzałam wrócić do Ramosa. Bez względu na to, co miało się wkrótce wydarzyć.  
Ale co ja mogłam wtedy wiedzieć. 
Po pocałunku nie dałam mu dojść do słowa i, nie oglądając się za siebie, pognałam do czarnego audi. Zdążyłam się odzwyczaić od prowadzenia auta, ale kiedy parę dni temu wsiadłam za kółko, odniosłam wrażenie, jakbym w ogóle nie wyszła z wprawy. Musiałam na nowo zacząć jeździć, bo o wiele łatwiej było mi dojechać gdzieś samej niż jak zamawiałam taksówkę albo gdy prosiłam Sergio, żeby mnie gdzieś podwiózł albo skądś odebrał. 
Swojego samochodu jeszcze nie posiadałam. Na szczęście Ramos był właścicielem kilku sztuk i nie miał nic przeciwko, żebym je sobie pożyczała. Zasugerowałam mu jednak, żeby sprezentował mi jeden na gwiazdkę, ale nie byłam pewna, czy mnie usłyszał. Tydzień temu poprosiłam go, żeby kupił mleko, jak będzie wracał z treningu, a on mi przywiózł seksowną bieliznę z Victoria’s Secret.
I tak, o mleku zapomniał. 
Na samo wspomnienie o tym zaczęłam żałować, że nie wyznałam mu tej durnej miłości. Żeby zagłuszyć myśli włączyłam ABBĘ (akurat ich składanka była w odtwarzaczu), a nawigacja sprawnie kierowała mnie w umówione miejsce. Niedługo później parkowałam przed bramą parku Retiro, gdzie Xabi już na mnie czekał, opierając się o maskę tego samochodu, w którym spędziliśmy noc przed wylotem do Cardiff. 
Nie było zbyt gorąco ani zbyt zimno. Może trochę duszno, ale wiał lekki wiatr, który przynosił przyjemną ulgę. Xabi był ubrany w jasne szorty i niebieską koszulę, niezapiętą przy kołnierzu; na nogach miał trampki a na nosie okulary przeciwsłoneczne, które ściągnął, gdy wyszłam z auta, i schował je do kieszeni. Trzasnęłam za sobą drzwiami, a kiedy usłyszałam kliknięcie po tym, jak nacisnęłam guzik na breloczku, ruszyłam w jego stronę.
Gdy dwa lata temu byliśmy z Xabim razem, czułam się okropnie winna. Myślałam, że jeżeli zaczęłabym cieszyć się z faktu, że byłam w związku z facetem, którego kochałam, zrobiłoby to ze mnie okropną osobę. Teraz, będąc z Ramosem, nie było mi źle z powodu tego, że byłam szczęśliwa. A z całą pewnością nie zamierzałam za to nikogo przepraszać. 
Owszem, przez jakiś czas obwiniałam siebie za odejście Xabiego z Realu. Byłam przekonana, że klub tracił wybitnego piłkarza przez mnie. Ale z Sergio ostatnio układało mi się tak świetnie, że zapomniałam o pretensjach do siebie za coś, na co nie miałam żadnego wpływu. W końcu, jeżeli Xabi tego właśnie chciał, to droga wolna. Mój chłopak nieraz mi powtarzał, że nikt nie był niezastąpiony. 
Ale i tak, kiedy podeszłam do Xabiego, wyciągnęłam pięść i walnęłam go z całej siły w ramię.
— Auć — jęknął, rozmasowując miejsce, w które przed sekundą dostał. Nie było mi go jednak ani trochę szkoda.
— Jak to kończysz karierę w reprezentacji? — warknęłam na niego. — Nie wspominałeś o tym. Mówiłeś tylko o ofercie z Bayernu.
— I ciebie miło widzieć — powiedział, prostując się z krzywym uśmiechem na ustach. Spojrzałam na niego z politowaniem, kiedy on mierzył mnie wzrokiem. — Super sukienka. Czyżbym wyrwał cię z randki?
— Odwołana — odpowiedziałam, choć mogłam zlekceważyć to pytanie. — I nie próbuj mi tu zmieniać tematu, tylko mów mi wszystko.
Xabi prychnął, co chyba miałam odbierać jako chichot (nie byłam pewna, nigdy przy mnie nie chichotał), i złapał mnie za ramię, ciągnąc w stronę parku. Otwarte było do północy, więc było sporo czasu na wyjaśnienia. O ile zechciałby się przede mną wytłumaczyć. 
Słabo pamiętałam tę naszą pierwszą randkę tutaj. Tak naprawdę to umówiłam się z Ramosem, ale on zatruł się sushi i poprosił Xabiego, żeby go zastąpił, ponieważ nie chciał, żebym czuła się wystawiona. To był jego pomysł, żebyśmy tu przyjechali, bo oboje byliśmy wtedy dość przygnębieni — on przeżywał rozwód z Nagore, ja śmierć rodziców. Wydawało się wówczas, jakby los nas sobie zesłał.
Teraz można by było dojść do wniosku, że los zrozumiał, że popełnił pomyłkę i nas rozdzielił.
Gdybym wierzyła w te głupoty, to nie miałabym losowi tego za złe. 
Kiedy byłam w tym parku po raz pierwszy, uznałam to miejsce za najpiękniejsze na świecie, w którym zdarzyło mi się być. Dzisiaj pokłóciłabym się z samą sobą, ale wcale nie dlatego, że w ciągu tych dwóch lat zobaczyłam coś ładniejszego. Po prostu to tu nie było tak ślicznie, jak to sobie zakodowałam w pamięci. A ja zawsze uważałam, że wieczorem wszystko wyglądało lepiej niż za dnia.
Ruszyliśmy chodnikiem wzdłuż trawnika, krzewów i drzew, gdzie spacerowało wiele innych par, choć nie tylko. Byli ludzie z psami, niektórzy siedzieli samotnie na ławkach, delektując się wolnym i ciepłym wieczorem. 
Na szczęście nikt nie zwracał na nas najmniejszej uwagi, a Iker chyba nie nasłał na nas żadnego zaprzyjaźnionego dziennikarza, czającego się za krzakiem. Musiał być wniebowzięty, kiedy dowiedział się, że Xabi postanowił odejść z Realu, bo oznaczało to, że nie potrzebował już prasy, by go stąd wykurzyć. 
A może właśnie po to wywołał tę aferę z naszymi zdjęciami? Żeby się go stąd pozbyć? 
— Bayern też aktualny — przyznał się, kiedy puścił moje ramię i pozwolił mi iść samej.
Od czasu benefisu nasz kontakt był raczej sporadyczny. Zazwyczaj spotykaliśmy się, gdy odwoziłam Sergio na trening albo go z niego odbierałam. Xabi pytał wtedy uprzejmie, co u mnie, potem w trzech zdaniach opowiadał, co u niego, i na tym się kończyło. Oboje szliśmy w swoją stronę.
Naprawdę, jakaś część mnie sądziła, że to mogło się udać. Ramos już nie miał takiego świra na punkcie Xabiego i obdarzył mnie całkowitym zaufaniem. Sam Xabi przestał wkurzać mnie wszystkim, co padło z jego ust, a z Nagore odnalazłam wspólny język. Wierzyłam, że prędzej czy później podwójne randki przestałyby być problemem i można by było wyjść razem do knajpy albo urządzić grilla.  
Nawet napomknęłam Sergio o swoim pomyśle. To znaczy, wytłumaczyłam mu całą ideę, a on na koniec pocałował mnie czule w czoło i stwierdził, że byłam przeurocza. Gdy spoważniał, wyjaśnił mi, że to tak nie działało, bez względu na to, jak bardzo bym sobie to próbowała wymarzyć.
Xabi nie chciał spędzać z nami czasu. Nie chciał bawić się w podwójne randki i grille. Xabi chciał mnie.
Tyle że nie mógł mnie mieć, bo mnie miał Ramos. Ale tego Sergio już nie powiedział — sama to sobie dopowiedziałam. 
— Czyli to taki pakiet dwa w jednym? — dopytywałam, spoglądając na niego z ukosa, i założyłam ręce na piersi. — Kończysz karierę w reprezentacji i wyprowadzasz się do Monachium ze swoją rodziną?
— Tak — odparł, wkładając dłonie do kieszeni szortów.
— Dlaczego? — wierciłam mu dziurę w brzuchu. 
Xabi wzruszył ramionami. Nie odpowiedział od razu.
— Żeby było jasne, nie chodzi tylko o ciebie — powiedział wreszcie. — Wydaje mi się, że przede wszystkim chodzi o mnie. W Realu osiągnąłem wszystko, co możliwe. Pracowałem z niesamowitymi trenerami i wielkimi piłkarzami. Kiedy jestem spełniony, nie lubię stać w miejscu. Zwłaszcza że to moje ostatnie lata grania na wysokim poziomie. 
— Ale żeby rezygnować z reprezentacji? — zmarszczyłam brwi. — I to po nieudanym Mundialu?
— Nawet jakbym chciał, to nie mogę grać do emerytury — wytłumaczył i popatrzył na mnie z zaciekawieniem. Chyba nie spodziewał się, że wiedziałam o takich rzeczach, jak to, że Hiszpanii nie poszło na Mundialu. — Muszę ustąpić młodszym, Carter, głodnym sukcesu i rozwijania się. Trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny. To jest moja chwila.
Zatrzymaliśmy się na środku chodnika, stając twarzą w twarz.
Jego oczy były bardzo smutne, mimo że za wszelką cenę starałam się nie zwracać na nie uwagi. Wyglądał tak, jakby był strasznie nieszczęśliwy, chociaż czekały go takie ekscytujące zmiany w życiu. Po jego minie wywnioskowałam, że nie wyczekiwał ich z niecierpliwością, a kiedy przyjrzałam mu się uważniej, pomyślałam, że raczej go to wszystko męczyło.
— Nagore się stara — ciągnął takim tonem, jakby bardziej próbował przekonać samego siebie niż mnie. — Chcę się jej odwdzięczyć. Pokazać, że już nic nie zagraża naszej rodzinie. Wiesz, przeprowadzka do Monachium to idealna okazja na nowy początek, a na to chyba każdy zasługuje, prawda? Tyczy się to także ciebie i Ramosa. Ja tylko chodziłbym za wami jak cień. 
— Wcale że nie…
— Czyli chcesz mi powiedzieć, że skakał z radości, gdy olałaś randkę z nim, żeby spotkać się ze mną? — spytał z niedowierzaniem.
— Po pierwsze, randkę to on odwołał — pospieszyłam z wyjaśnieniami, bo nie lubiłam niedomówień. Wolałam go jednak znowu walnąć. — Musiał zostać z Juniorem. A po drugie, sam zachęcał mnie, żebym się z tobą zobaczyła, bo rozumie, że potrzebowałam się z tobą pożegnać. On mi ufa, Xabi. Nie zamierzam tego zaufania spieprzyć. 
Przez twarz Xabiego coś mignęło, ale szybko się z tego otrząsnęłam, dochodząc do wniosku, że to, co sobie wyobraziłam, było tylko psikusem od mojej wybujałej wyobraźni. Byłam pewna, że Xabi podjął ostateczną decyzję — postanowił wyjechać i nic nie było w stanie zmienić jego zdania. Ani tym bardziej nie planował zrobić czegoś, co mogłoby mi ostatni raz namieszać w głowie. 
A nawet jeśli nie byłam pewna, to przynajmniej chciałam w to wierzyć. Bo po wszystkim zamierzałam wrócić do Ramosa i wyznać mu miłość. 
— To był okropnie długi miesiąc — westchnął, kiedy z powrotem zaczęliśmy spacerować.
— Madryt bez ciebie będzie dziwny — stwierdziłam, marszcząc nos. Xabi zawsze tutaj był i nie potrafiłam sobie tego miasta bez niego wyobrazić.
— Doskonale cię rozumiem — odparł ciepło, tak, jak lubiłam. — Dla mnie Madryt był dziwny bez ciebie. 
Jednak jego wyznanie nie zrobiło na mnie najmniejszego wrażenia.
Porozmawialiśmy jeszcze trochę o różnych pierdołach. Głównie to o tym, kiedy zamierzał ogłosić transfer do Bayernu i o tym, że zarząd oraz koledzy bardzo wspierali go w jego decyzji. Wspomniał też, że dzieciaki ucieszyły się na wieść o przeprowadzce, chociaż Nagore bała się, że sobie nie poradzą ze zmianą otoczenia. Dodał, że jego żona od kilku dni przeglądała oferty domów w Niemczech i nawet jej się to spodobało. Ja za to opowiedziałam mu o brudnych skarpetkach Ramosa i tak minęła nam godzina. 
Gdy wróciliśmy na parking, usłyszeliśmy pierwszy grzmot. Xabi odprowadził mnie do samego auta i dopiero wtedy dotarło do mnie, że to był prawdziwy i definitywny koniec naszej historii. Po uświadomieniu sobie tego, poczułam, jak pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.
Nie było mi przykro, że odchodził. Było mi przykro, bo zrozumiałam, że coś dobiegało końca. Pewien etap w naszym życiu.
— Przecież ja nie umieram, Carter — powiedział, a po jego głosie słychać było, że rozbawiła go moja chwila słabości. Wyciągnął rękę i koniuszkiem palca wytarł tę łzę. 
Kiedy dotknął mojego policzka, przeszedł mnie lekki dreszcz. Zwaliłam to na to, że w tym samym momencie znowu zagrzmiało, a grzmoty od zawsze wywołały u mnie gęsią skórkę.
— Zobaczymy się jeszcze kiedyś? — spytałam. Mój głos brzmiał dziwnie; tak, jakbym przepłakała calutką noc. 
— No pewnie, że tak — odpowiedział. Brzmiało to jak obietnica. — Mam ogromną nadzieję, że zaprosisz mnie na swój ślub z Ramosem.
Roześmiałam się. To prawda, nie potrafiłam wyobrazić sobie życia bez Sergio. Ale też nie potrafiłam wyobrazić sobie jego w roli mojego męża. Albo siebie w roli jego żony. 
Podeszłam do drzwi od samochodu, przymierzając się już do ich otwarcia, kiedy Xabi zawołał za mną, żebym się do niego odwróciła. Popatrzyłam na niego ze zmarszczonym czołem, bo nie wiedziałam, o co mogło chodzić, skoro chyba wszystko zostało wyjaśnione. 
Prócz tej jednej rzeczy, której nie chciałam usłyszeć nigdy więcej. Tak samo, jak nie chciałam usłyszeć następnego, porządnego grzmotu.
— Carter… Kocham cię.
Zaklęłam pod nosem. Cholera jasna.