17 października 2015

26. Życie usłane różami

Droga do domu upłynęła nam w kompletnej ciszy. Kierowca auta był na tyle uprzejmy, że nie śmiał przerywać jej muzyką z radia, a Ramos chyba domyślił się, że żadne słowa nie polepszą mi nastroju, bo milczał przez całą jazdę, trzymając mnie tylko za rękę i co jakiś czas zerkając na mnie z troską. Czułam na sobie jego zmartwiony wzrok, ale ignorowałam go, na upartego udając zajętą przyglądaniem się opustoszałym, madryckim ulicom. Kochałam to miasto nocą, ale nawet Madryt po północy nie był w stanie poprawić mojego nędznego samopoczucia.
Sama do końca nie wiedziałam, co mnie tak dobijało. Przecież byłam pewna swoich uczuć — świadomie wybrałam Sergio, to w nim byłam zakochana i to jego nie chciałam stracić. Dlatego nie potrafiłam pojąć, czemu tak przejęłam się decyzją Xabiego o odejściu z Realu i wyprowadzce z Hiszpanii. Nie byliśmy już razem, mógł robić cokolwiek zapragnął. 
Ramos nie przestawał ściskać mojej zimnej dłoni. Nie zrobił tego, kiedy samochód zatrzymał się przed domem, ani gdy kierowca otworzył nam drzwi i na pożegnanie życzył nam dobrej nocy. Było to trochę męczące, bo miałam na sobie długą suknię i tylko jedną wolną rękę, ale jeżeli mój chłopak w taki właśnie sposób chciał dodać mi otuchy, głupio było go za to karcić. 
Poza tym to było godne podziwu, że tak szedł w zaparte. Jemu też musiało być ciężko — w drugiej ręce trzymał moją torbę — zwłaszcza kiedy przyszło otworzyć drzwi od domu. Zaproponowałam, że go w tym wyręczę, ale pokręcił głową i zapewnił, że sobie poradzi. A ja byłam zbyt zmęczona na kłótnie. 
Puścił mnie pierwszą do środka i wtedy moja dłoń jakoś tak sama wyślizgnęła się z jego dłoni. Dzięki temu mogłam ruszyć prosto do kuchni i nie oglądać się za Sergio. Po drodze ściągnęłam szpilki z obolałych stóp i rzuciłam je za siebie, przez co spódnica sukni zaczęła ciągnąć się po podłodze. 
Nie zapalałam światła na korytarzu i po omacku trafiłam do kuchni, oświetlanej przez Księżyc w pełni, którego promienie padały wprost na środek pomieszczenia. Wyciągnęłam z lodówki dwie puszki coli i postawiłam je na blacie kontuaru, a potem złapałam jeszcze za paczkę krakersów, która leżała na szafce kuchennej. Burczało mi w brzuchu i musiałam coś przekąsić; w innym razie czekała mnie bezsenna noc. 
W międzyczasie słyszałam, jak Ramos cisnął torbę z moimi rzeczami w przedpokoju, a później, jak ściągał buty. Gdy wreszcie pojawił się w kuchni, zdjął marynarkę i przewiesił ją przez oparcie krzesła, które stało przy stole jadalnym. Podałam mu puszkę napoju, opierając się biodrem o kontuar i zajadając krakersy, a Sergio jedną ręką walczył z muchą. Kiedy się jej pozbył, rzucił ją na stół. 
Mimo że panował półmrok, doskonale widziałam twarz Ramosa, na której malowało się połączenie miłości i zatroskania. Nie chciałam dawać mu powodów do zmartwień, ale zdawałam sobie sprawę, że moje zachowanie, odkąd dowiedziałam się o Xabim, pozostawiało wiele do życzenia. No i niespecjalnie mu się dziwiłam, bo ja byłabym wściekła, gdyby on tak zareagował na wieść, że Pilar myśli o wyjechaniu z Madrytu. Nie miałam jednak niczego na swoją obronę, dlatego tylko patrzyłam na niego, a on patrzył na mnie.
— Chcesz o tym pogadać? — zapytał po krótkiej ciszy i napił się coli z puszki, którą otworzył chwilę temu. Brzmiał, jakby jedynie oferował ewentualną rozmowę a nie uważał ją za konieczność. 
— Nie — odpowiedziałam szybko i wsadziłam sobie do ust kilka krakersów naraz, żeby nie kusiło mnie dodanie czegoś więcej. To z całą pewnością nie było seksowne, ale szczerze wątpiłam, żebyśmy mieli dzisiaj pójść do łóżka, więc mało mnie to obchodziło. O ile w ogóle.
Sergio nie odrywał ode mnie wzroku. 
— Mam wrażenie, że powinienem zacząć się martwić — powiedział, najwyraźniej dążąc do monologu, skoro ja nie planowałam ciągnąć tej rozmowy. — Carter, ja naprawdę wierzę ci z tym wszystkim, ale macie z Alonso wspólną przeszłość. Jeszcze parę tygodni temu wracałaś do Madrytu z przekonaniem, że jest miłością twojego życia. 
— Ta, ale dobrze wiesz, że od tego czasu wiele się zmieniło — odparłam, gdy przełknęłam ostatniego kęsa i odłożyłam paczkę krakersów na bok, biorąc do ręki puszkę coli, żeby ją otworzyć. — Sergio, ja nie wiem, co ja mam ci powiedzieć. 
— Prawdę — poprosił, gdy ja upiłam parę łyków zimnego napoju, bo po tych krakersach strasznie mnie suszyło. — Chcę, żebyś zapewniła mnie, że nie mam się czym martwić.
Tego nie mogłam zrobić.
Po pierwsze dlatego, że żeby zacząć od prawdy, musiałam mu najpierw powiedzieć, że w jego domu czułam się obco i od jakiegoś czasu chodziła mi po głowie myśl, że może powinniśmy poszukać nowego miejsca. Ale było za wcześnie, żeby chociaż o tym wspominać; przecież żadna normalna para nie mieszkała razem od początku związku.
Po drugie — na wyznanie miłości to też nie była najlepsza pora. Co prawda, Ramos często patrzył na mnie z taką czułością, że miękły mi nogi, ale mi tego nie powiedział. Nie żebym potrzebowała deklaracji w postaci słów, po prostu chciałam pewności, że nie ośmieszyłabym się, gdybym palnęła, że go kocham. Choć ostatnio zauważyłam, że i on miał problemy z mówieniem o uczuciach do mnie, i stwierdziłam, że najlepszym rozwiązaniem było pominięcie tego tematu.
A po trzecie… Jak mogłam zapewniać jego, że nie było powodu do obaw, skoro ja sama się tym wszystkim zamartwiałam?
Zamiast tego więc spytałam:
— Czy Xabi myślał już wcześniej o odejściu, czy to wyszło tak z dnia na dzień?
Sergio odstawił puszkę na stół i zrobił ze dwa kroki w moim kierunku, cały czas przyglądając mi się przy tym uważnie. Z jego twarzy zniknęła miłość i troska, a w ich miejsce wkroczyła podejrzliwość, jakby odebrał moją zmianę tematu jako przyznanie się do winy.
Gdy znalazł się przy mnie dość blisko, wzdrygnęłam się lekko, bo przeszedł mnie zimny dreszcz. Ramos patrzył na mnie z góry chłodnym wzrokiem, co wcale nie było przyjemne. 
— Nie przypominam sobie, żeby coś wspominał — odpowiedział. Brzmiał normalnie, mimo że jego spojrzenie przyprawiało mnie o gęsią skórkę. — Ale pamiętaj, że my rozmawiamy ze sobą dopiero od kilku dni, więc to pytanie raczej do Arbeloi. 
Zmarszczyłam brwi i postawiłam puszkę na kontuar, opierając się dłońmi o jego krawędź. Chyba nie takiej odpowiedzi się spodziewałam. 
— Niedawno do klubu wpłynęła oferta z Bayernu — dodał na widok mojej ponurej miny. — Alonso nieźle się zdziwił, bo swoje lata ma, a tu proszę, taka drużyna się nim interesuje. Myślał nawet, że to żart.
— Jak to żart, to wyjątkowo nieśmieszny — mruknęłam do siebie. Ramos nie udawał, że tego nie słyszał.
— Wiadomo, że kiedy dotarło do niego, że to wszystko naprawdę, to był w szoku — mówiąc to, wyciągnął rękę, żeby pogłaskać mnie po ramieniu. — Nikt go nie wini za to, że poważnie rozważa odejście. Alonso ma prawie 33 lata i okazję, by pograć w klubie z topu. Piłkarsko totalnie go rozumiem, choć uważam, że nasza drużyna sporo straci, gdy zdecyduje się na Monachium.  
— A jeżeli nie brałbyś pod uwagę względów piłkarskich — drążyłam — to czy zrozumiałbyś jego decyzję?
— Carter, tu nie ma nic do rozumienia. — Westchnął i przeniósł dłoń z mojego ramienia na policzek. — Nie oszukujmy się. Oboje doskonale wiemy, że Alonso chce odejść głównie z naszego powodu.
— To jest takie bez sensu — prychnęłam, choć, oczywiście, Sergio miał rację. — Jakoś ty nie zamierzałeś odchodzić, gdy byłam z Xabim.
— Bo ja kocham Real nad życie — wyznał wesoło. I już nie patrzył na mnie tak chłodno. — Szczerze wątpię, że istnieje coś, co byłoby w stanie mnie stąd wypchnąć. Nawet ty nie dałaś rady. 
Zrobiłam nadąsaną minę. W ramach żartu i rozluźnienia atmosfery, naturalnie. 
— Wiem, że to cię martwi — zapewnił, głaskając mnie opuszkami palców po policzku. — Że myślisz, że Alonso odchodzi przez ciebie, że osłabia drużynę i że to twoja wina. To nieprawda. Dlatego niech ci nie chodzi po głowie, że jak ze mną zerwiesz, to on tu zostanie. Poza tym ja nie pozwolę ci na to, żebyś mnie zostawiła.
Mówiąc ostatnie zdanie, brzmiał zdecydowanie, a po jego głosie można było wywnioskować, że się deklarował i że to nie były słowa rzucane na wiatr. To było znacznie poważniejsze niż jakby mi tak po prostu powiedział, że mnie kocha. Przynajmniej dla mnie, wnioskując po cieple, które ogarnęło wtedy moje całe ciało.
No i trafił w dziesiątkę. Dobiła mnie decyzja Xabiego, ponieważ gdzieś w środku wiedziałam, że podjął ją z mojego powodu. Czułam się tak, jakby to przeze mnie Real Madryt tracił wybitnego piłkarza.
Ale kilka godzin temu Xabi sam mi wyznał, że jego życie nie kręciło się wokół mnie. Był dorosłym facetem, który potrafił o siebie zadbać. To co ja się przejmowałam?
Dlatego zrobiłam to, co powinnam była zrobić od razu po wejściu do domu. Złapałam Ramosa obiema rękami za głowę, przyciągnęłam go do siebie i dosłownie wpiłam się w jego wargi. Na początku wydawał mi się zaskoczony, bo nie odwzajemniał mojego pocałunku, ale kiedy dotarło do niego, co się właśnie działo, przybliżył się do mnie, żeby nasze ciała się ze sobą stykały, i objął mnie mocno w pasie. 
W końcu tak się wczuł, że próbował się na mnie położyć, wskutek czego uderzyłam plecami o krawędź kontuaru. Syknęłam cicho z bólu, ale w ogóle nie zwrócił na to uwagi i zszedł swoimi ustami najpierw na moją szyję, a potem na obojczyk i dekolt.
Jego dotyk wręcz mnie palił, ale to było tak cholernie przyjemne, że natychmiast zapomniałam o bólu i jęknęłam, tym razem z rozkoszy. Zamknęłam oczy, a palce zatopiłam w jego miękkich włosach, delektując się jego pocałunkami. 
Suknia, którą miałam na sobie, trochę go ograniczała, dlatego już po chwili piął się w górę, aby nasze usta znowu się ze sobą spotkały. Zyskałam dzięki temu szansę, by pokazać mu, jak na mnie działał. Całowałam go zachłannie i trzymałam kurczowo przy sobie, nie pozwalając mu na zbyt wiele ruchów. 
Niedługo potem wzięłam się za odpinanie guzików jego koszuli, bo zaczynała mnie wkurzać. Głównie dlatego, że oddzielała mnie od jego twardego, gładkiego torsu. Gdy skończyłam, jednym, stanowczym ruchem wyrwałam ją ze spodni i z pomocą Ramosa ściągnęłam ją z niego, a następnie cisnęłam nią na podłogę i schyliłam się, żeby pocałować jego klatkę piersiową. Na dotyk moich ust reagował ciężkim oddechem, co sprawiało mi ogromną satysfakcję. Miło było wiedzieć, że działałam na niego tak, jak on działał na mnie.
Schodziłam ustami coraz niżej; byłam w okolicach brzucha, kiedy Sergio złapał mnie za ramiona i pociągnął w górę, do siebie. Odnalazł moje wargi i całował mnie tak, że z trudem przychodziło mi oddychanie. Jego dłonie błądziły po moich plecach w poszukiwaniu sposobu na pozbycie się ze mnie sukienki. To wtedy odzyskałam zmysły i oderwałam się od niego, kładąc mu ręce na piersiach, by go od siebie odciągnąć. Światło Księżyca padło prosto na jego twarz, więc widziałam wymalowane na niej zdezorientowanie.
— Coś nie tak? — spytał, oddychając nierównomiernie. A myślałam, że taka sesja całowania nie miała szansy zrobić wrażenia na sportowcu.
— Nie, nie — szepnęłam, co przyszło mi z trudem. — Chodzi o moją suknię.
— Co z nią? — Po tonie jego głosu domyślałam się, że nie dowierzał, że przerywałam mu z powodu tak błahej sprawy. 
— Jest taka śliczna — jęknęłam, nie przywiązując uwagi do tego, że kpił z mojego problemu. 
Zajęło mu chyba sekundę zrozumienie, czym przejmowałam się w takiej chwili, bo zaraz roześmiał się głośno. Za karę szturchnęłam go w ramię, bo dla mnie to wcale nie było zabawne. 
— Odwróć się — powiedział władczym tonem. 
Zmarszczyłam czoło, nie do końca przekonana, czy aby na pewno nie miał na myśli tego, co myślałam, że ma. Mimo że stałam tyłem do okna, Ramos musiał widzieć moją minę — albo zgadywał, jak wtedy wyglądała — bo zaczął niecierpliwie kręcić palcem kółka w powietrzu, żebym się pośpieszyła. Na jego twarzy nie było już śladu po rozbawieniu.
Niechętnie odwróciłam się do niego plecami i położyłam dłonie na kontuarze, z niecierpliwością czekając na to, co kombinował. Westchnęłam, gdy poczułam, jak zaczął szarpać zamek u dołu spódnicy, a potem ruszył nim ku górze. Po chwili połowa sukni znajdowała się na kafelkach, a ja stałam przed swoim chłopakiem w gorsecie i białych figach. 
Nie wpadł jednak na ten pomysł, o którym myślałam, bo chwycił mnie za łokieć, obrócił twarzą do siebie i podniósł, by ułatwić mi wejście na kontuar. Objęłam go nogami w pasie, a Sergio pocałował mnie w usta jednocześnie czule i porywczo, jakby już niecierpliwiły go te podchody i chciał przejść do prawdziwej zabawy. Gorset szybko dołączył do spódnicy na podłodze, co było trochę nie fair, bo ja byłam w samej bieliźnie, a on nadal miał na sobie spodnie.
W końcu Ramos pociągnął mnie za sobą, nie przestając mnie całować, podczas gdy ja trzymałam się niego rękami i nogami, tym samym pozwalając mu, żeby zaniósł mnie do sypialni. Nawet zadziwiało mnie, jak zgrabnie mu to szło i przeszło mi przez myśl, że pewnie nabrał wprawy z innymi dziewczynami. Tyle że nie wkurzyło mnie to a sprawiło, że jeszcze bardziej nie mogłam się go doczekać.
Możliwe, że było to dziwne, biorąc pod uwagę, że przez kilka ostatnich dni ciągle zamartwiałam się, czy nie zawiodę Ramosa w tej kwestii. W tamtym momencie to było bez znaczenia, bo z emocji zdążyłam zapomnieć o swoich obawach. Władały mną wtedy sprzeczne uczucia: z jednej strony byłam całkowicie pewna tego, co zaraz miało się wydarzyć, a z drugiej złościłam się na siebie za to, że tak długo zwlekałam.
Oby mi się to zwlekanie opłaciło.
Droga do sypialni nie była długa, zwłaszcza że nie szczędziliśmy sobie podczas niej czułości. Zwinnie przemierzyliśmy schody, korytarz, odbijając się od ściany do ściany, aż wreszcie Ramos oparł mnie o drzwi i po omacku szukał klamki. Kiedy weszliśmy do pokoju, rzucił mnie na ogromne i bardzo miękkie łóżko, i uklęknął nade mną.
W świetle Księżyca, które wpadało do środka przez wielkie okno po mojej prawej stronie, Ramos wydał mi się jakiś taki duży i męski. Zawsze uważałam go za piekielnie atrakcyjnego faceta, ale tamta myśl sprawiła, że zrobiło mi się gorąco, bo wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, że był aż tak seksowny. Na szczęście Sergio nie mógł dostrzec mojego rumieńca, bo światło mnie nie dosięgało. 
Nie przeszkadzała mi ciemność. Nawet dodawała mi pewności siebie, skoro Ramos nie był w stanie zobaczyć mojego ciała w pełnej okazałości. Nie żebym się czegoś wstydziła; nie chciałam tylko, żeby już wtedy przekonał się, że wcale nie byłam taka ładna.
Sergio pochylił się nade mną i pocałował mnie, tym razem delikatnie i bez pośpiechu. Zapewne dotarło do niego, że mieliśmy przed sobą całą noc, że ja nigdzie się nie wybierałam. 
Zresztą, nawet jeżeli chciałam się wycofać, to nie mogłam. Byłam w tym wszystkim na maksa i nie chodziło tylko o seks, ale o ten związek.
Ramos oderwał się ode mnie, usiadł na nogach i pociągnął mnie do siebie, ściskając mnie za ramiona. Uścisk był tak silny, że dosłownie dotykaliśmy się ciałami, a jedyną rzeczą, która nas dzieliła, był mój biustonosz. Szybko się go pozbył, wyrzucając go za siebie, i po chwili moje nagie piersi stykały się z jego ciepłą klatką piersiową.
Gdy z powrotem opadłam na łóżko, Sergio położył się na mnie i zaczął całować mnie po brodzie, szyi, obojczykach, dekolcie. Kiedy doszedł do pieszczenia moich piersi i sutków, myślałam, że za moment zwariuję. Zwłaszcza że on nadal pozostawał w spodniach i ani śnił to zmieniać. 
Zniecierpliwiłam się wreszcie i wsadziłam ręce pomiędzy nasze rozgrzane już ciała, wyruszając na poszukiwanie sprzączki paska i rozporka. Szło mi to trochę żmudnie, że aż Sergio — będąc wtedy gdzieś w okolicach mojego ucha — zaczął się uśmiechać i łaskotać mnie przy tym w skórę. Ale pomógł mi ze swoimi spodniami i zremisowaliśmy: ja byłam w figach, on w bokserkach.
Prawdziwy test nadszedł w momencie, gdy jego dłoń utorowała sobie drogę wzdłuż mojej szyi, poprzez biust i brzuch, aż zawędrowała do moich majtek i bezczelnie sobie tam weszła, pieszcząc moje najintymniejsze miejsce. Moja reakcja na to była wręcz niedorzeczna; czułam, że byłam na granicy szaleństwa.
Ramos popatrzył na mnie z satysfakcją. Z trudem rzuciłam mu poirytowane spojrzenie.
— Zaraz przez ciebie zwariuję — sapnęłam, dysząc ciężko, gdy mnie tam ścisnął.
W odpowiedzi usłyszałam wesoły śmiech.
— No to teraz już wiesz, co ja czułem przez te wszystkie lata. — Cmoknął mnie w usta i powędrował na dół, żeby zdjąć ze mnie majtki.
W końcu nadeszła ta chwila, kiedy leżałam całkowicie naga przed najprawdopodobniej miłością mojego życia, i po raz pierwszy tego wieczoru poczułam się skrępowana. Naprawdę cieszyło mnie to, że w sypialni było na tyle ciemno, że Ramos nie mógł dostrzec mojej zawstydzonej miny. Szczególnie gdy pocałował mnie w miejsce, które sekundę temu dotykał palcami. Fala gorąca i olbrzymiej przyjemności była tak wielka, że zacisnęłam ręce na prześcieradle i odchyliłam głowę do tyłu. 
Straciłam poczucie czasu. Nie miałam pojęcia, ile zajęło mi próbowanie, żeby wyrwać się spod jego ust i języka. Sergio miał gdzieś, że się szarpałam; założył sobie moje nogi na ramiona i objął mnie za pośladki, trzymając mnie mocno i nie przestając mnie tam lizać.
Dopiero kiedy nie wytrzymałam i zawyłam z ekstazy, puścił mnie i przyczołgał się do mnie. Kątem oka zobaczyłam, że pozbył się bokserków i pochylał się nade mną całkiem nagi. 
Znaleźliśmy się w punkcie, z którego nie było ucieczki.
— To ostatnia szansa, żeby się wycofać — mruknął, rozchylając mi nogi kolanem. Jeszcze we mnie nie wszedł; przyglądał mi się w napięciu, czekając na znak, jakieś słowo.
— Nie chcę się wycofać — rzuciłam od razu, tylko po to, żeby przestał to wszystko przeciągać.
— Miło mi to słyszeć — powiedział. Czułam go w pobliżu mojego podbrzusza. — Tak bym cię nie puścił.
I wszedł we mnie.
Mimowolnie się wygięłam, bo pchnięcie było mocne, zdecydowane. Sergio przestał się ze mną bawić i brał to, czego pragnął. Czyli mnie. Poruszał się we mnie stanowczo, że aż go podziwiałam, że tak długo z tym zwlekał. 
Oparłam się rękami o ścianę, a Ramos trzymał mnie za plecy, chcąc, by dystans między naszymi ciałami był jak najmniejszy. Czasem całował mnie krótko w usta, a minę miał, jakby ze sobą porządnie walczył, żeby nie oszaleć.
Będąc na granicy, nie umiałam już tłumić w sobie tej rozkoszy, która wypełniała mnie od stóp do głów. Jęki wydobywały się ze mnie z każdym pchnięciem Ramosa. Na jego twarzy wymalowana była euforia, ale mimo tego wciąż potrafił rzucić mi kpiący uśmieszek.
Po wszystkim opadł na poduszkę obok, a ja położyłam ręce wzdłuż swojego ciała. Oboje oddychaliśmy szybko, nierównomiernie. Gdy poczułam na sobie jego wzrok, uśmiechnęłam się pod nosem, na co Sergio zaczął się śmiać. 
— I co? — spytał z rozbawieniem.
Obróciłam się na bok i wspięłam się na niego, kładąc dłonie po obu stronach jego głowy. Następnie pocałowałam go z nadzieją, że uda mi się tym wyrazić wszystko to, czego nie byłam w stanie powiedzieć mu wprost. 
Dla nas to był dopiero początek niezapomnianej nocy.