12 września 2015

24. Każdy oddech, który bierzesz

— The Police?!
Sergio aż zachłysnął się powietrzem, kiedy podeszliśmy do baru. Skinął na młodego barmana, który zaraz zaczął nalewać nam czystej wódki do kieliszków, a następnie spojrzał na mnie z lekką pretensją.
— No nie wierzę, że mi nic nie powiedziałaś — rzucił z wyrzutem i podał mi jedną setkę, którą raz dwa wypiłam duszkiem. Wiedziałam, że mieszanie wódki z szampanem nie było zbyt mądre, ale i tak poprosiłam barmana o dolewkę.
— Ja naprawdę nie miałam o niczym pojęcia — broniłam się dziwnym głosem, bo alkohol powoli zaczynał uderzać mi do głowy. — Wspominałam dziewczynom, że przydałoby się skołować oprawę muzyczną, ale chodziło mi o jakiś kwartet smyczkowy czy coś w ten deseń. 
— No, The Police to klawy kwartet smyczkowy — zauważył sarkastycznie Ramos, odstawiając pusty kieliszek na kontuar. Nie poprosił jednak o drugą kolejkę.
— Ciekawe, co ich przekonało do reaktywacji — zastanawiałam się głośno, ignorując sarkazm swojego chłopaka, i wypiłam następną setkę. To właśnie wtedy zakręciło mi się w głowie i stwierdziłam, że tyle musiało mi wystarczyć. 
— Ty, a może Sting bzyknął Evelyn? — Sergio spojrzał na mnie z entuzjazmem, gdy postawiłam kieliszek na blacie i odwróciłam się plecami do baru, opierając łokcie o kontuar. Przy bufecie nie działo się nic ciekawego; celebryci byli zbyt zajęci wybieraniem najmniej tuczącego dania. 
Zmarszczyłam czoło i rzuciłam Ramosowi spojrzenie pełne politowania. 
— Nie patrz tak na mnie — uniósł ręce w obronnym geście. — Sama mówiłaś, że po urodzeniu twojego ojca rzuciła się w wir pracy i dużo podróżowała. 
— Sugerujesz mi właśnie, że moja babka zdradzała mojego dziadka — zauważyłam.
— Jakby to nie było w stylu Evelyn — odparł, wywracając oczami, a ja musiałam przyznać mu rację. O babci można było powiedzieć wszystko, oprócz tego, że była cnotką. — Poza tym to ma sens. Inaczej po co Sting bawiłby się w chwilową reaktywację z Summersem i Copelandem, żeby oddać hołd zmarłej? Na pewno ze sobą spali. 
— Zdecydowanie za mało wypiłam, żeby rozmawiać o życiu erotycznym mojej nieżyjącej babki — mruknęłam i z powrotem stanęłam twarzą do baru. Postanowiłam zamówić appletini, żeby chociaż spróbować zapomnieć o tym, co właśnie powiedział mi Ramos. 
— Niezłą mowę tam dałaś — usłyszałam za plecami.
Chociaż ostatni raz rozmawialiśmy ponad tydzień temu, wszędzie poznałabym ten charakterystyczny angielski akcent z lekką nutką irlandzkiego. Głównie to dlatego, że zdążyłam się już przyzwyczaić do hiszpańskiego jako języka codziennego użytku i trudno było mi spotkać w Madrycie kogoś, kto mówił po angielsku, nie licząc Bale’a na kolacji u Cristiano.
Zatem kiedy Troy zwrócił się do mnie w moim ojczystym języku, serce zabiło mi szybciej. Od razu odwróciłam się do niego i spróbowałam się uśmiechnąć, w duchu mając nadzieję, że nie wyszedł mi z tego jakiś grymas. On jednak odwzajemnił mój uśmiech i wsadził ręce do kieszeni szarych spodni od garnituru. Przyjrzałam mu się i zobaczyłam, że zrezygnował z aż tak oficjalnego ubioru; nie założył krawata, a dzięki niedopiętej koszuli przy kołnierzu dostrzegłam jego owłosiony tors. 
W tym samym momencie Ramos zbliżył się do mnie tak blisko, że zdołałam poczuć jego śmierdzący alkoholem oddech na policzku. 
— Dzięki — mruknęłam i spojrzałam z wyrzutem na Sergio, który zrobił minę niewiniątka. 
— Wy dwoje, jesteście razem? — zapytał uprzejmie Troy po angielsku i uniósł oba palce wskazujące, żeby na nas pokazać i podkreślić, że faktycznie chodziło mu o naszą dwójkę. 
Widziałam, jak mój chłopak się skrzywił, bo czuł się wykluczony z tej rozmowy. No i zapewne gotował się z zazdrości, mimo że wielokrotnie zapewniałam go, że między mną a Troy’em nigdy do niczego nie doszło. 
— Poczekaj chwilkę — poprosiłam Troy’a po angielsku, a do Ramosa zwróciłam się po hiszpańsku (że też te języki nie zaczęły mi się jeszcze mieszać): — Czy nie powinieneś być gdzieś indziej? Przecież Rene wyraźnie powiedział, że przez cały wieczór mamy trzymać dystans. 
— Ale zmienił zdanie — odparł Sergio takim tonem, jakby to było coś oczywistego. — Świetnie się spisałaś, więc stwierdził, że zasługujesz na to, żeby spędzić trochę czasu ze swoim ukochanym…
— Coś mi się zdaje, że nic takiego nie miało miejsca — rzuciłam podejrzliwie. 
Ramos otworzył usta, choć nic nie powiedział. Chyba nie wiedział za bardzo, jak się z tego wyplątać. 
To Troy przyszedł mu na „ratunek”.
— Łał — powiedział, tym samym przypominając nam o swojej obecności. — Totalnie widać, że z was para. A co z tym drugim…
— Wybacz, stary — przerwał mu Ramos po hiszpańsku. — The Police mają zaraz wystąpić i nie chcemy tego przegapić.
Troy zamrugał kilka razy, bo Sergio mówił zdecydowanie za szybko, i jedyne, co udało mu się wyłapać z tego bełkotu, to The Police. 
— Super, kocham Roxanne — rzucił entuzjastycznie.
Zdążyłam jeszcze złapać za kieliszek z moim appletini, kiedy Ramos chwycił mnie mocno za rękę i pociągnął za sobą w stronę sali balowej. Troy dobrowolnie ruszył za nami, chociaż nie znalazła się wtedy okazja, żeby dokończyć wcześniej zaczętą rozmowę. 
Na parkiecie zebrało się sporo ludzi, którzy najwyraźniej byli strasznie zaciekawieni tą jednorazową reaktywacją The Police. Sergio odnalazł w tłumie niewielką grupę, która składała się z Rene i jego pięknej żony Vanii (przypominała mi trochę Pilar, była tak samo wysoka jak ona, ciemne włosy opadały jej kaskadami na ramiona i miała na sobie długą suknię). Oboje pogratulowali mi przemówienia, które wygłosiłam, a Rene nic nie powiedział, gdy zobaczył, że Ramos trzymał mnie za rękę. Obok nich stał Marcelo i Pepe, którzy przybili mi piątki; obaj ubrali porządne smokingi. Był też Cristiano, który uśmiechnął się do mnie, oraz Irina, która uściskała mnie na powitanie. Podobnie jak Vania, zdecydowała się na łososiową sukienkę do ziemi.
Gdy skończyły się gratulacje, miałam wreszcie szansę spytać o chyba najważniejszą rzecz tego wieczoru.
— Czy Lucia w ogóle wyjaśniła, jakim cudem udało jej się załatwić The Police? — zapytałam i napiłam się appletini. Było pyszne. 
— Nie, ale mamy swoje teorie — odpowiedział mi Marcelo. — Jedna z nich głosi, że Sting uprawiał seks z twoją babką… Hej, Troy! — zawołał, gdy dostrzegł go zza moich pleców, momentalnie zapominając o tym, co przed chwilą mówił.
Troy rzucił się na niego i zaczęli się przytulać oraz klepać po plecach. Mimo że widzieli się tylko raz w życiu, wyraźnie przypadli sobie do gustu. Ale i tak wolałam to niż jakby wrócili do rozmowy o życiu erotycznym mojej martwej babki. 
— Długo cię nie widziałem, gdzie się podziewałeś? — spytał Marcelo po angielsku.
— Wróciłem do Londynu — odpowiedział Troy nonszalancko, a oczy mu się zaświeciły. Kochał Real Madryt nad życie i musiał czuć euforię na samą myśl o tym, że ktoś taki jak Marcelo uważał go za swojego kumpla. — Wiesz, praca i te sprawy.
Tak, to brzmiało znacznie lepiej, niż przyznanie się, że kazałam mu wracać do Londynu, a on mnie posłuchał. I przestał się do mnie odzywać (nie żebym mu się dziwiła).
Nie było jednak czasu na pogaduszki, bo zaraz na scenie pojawiło się The Police w komplecie — ze Stingiem na czele, który wciąż bardzo dobrze się trzymał, niskim Andy’m Summersem z gitarą oraz Stewartem Copelandem z okularami i na perkusji. Salę balową ogarnęły gromkie brawa, a Sting, wyjątkowo uroczy w białej koszuli i marynarce, uśmiechnął się serdecznie w stronę gości.
— Witajcie! — powiedział na wstępie, a jego głos rozniósł się po całym pomieszczeniu. Tłum znowu zaczął wiwatować i nie pozwolił mu dodać nic więcej, na co zaśmiał się i spojrzał w stronę kolegów. 
Po kilku minutach aplauzu Sting uniósł w końcu dłoń w górę, żeby przestano klaskać. 
— Rozumiemy waszą euforię — zapewnił, a ktoś zagwizdał. — To na pewno spora niespodzianka widzieć nas po tylu latach w komplecie. Nie spodziewaliśmy się, że ten moment jeszcze nadejdzie, ale nie mieliśmy serca odmówić, gdy dowiedzieliśmy się, że chodzi o Evelyn Harvelle. Wiecie pewnie, że ona nie znosiła odmowy.
I rozległy się pierwsze dźwięki Every Breath You Take.
— Totalnie się bzyknęli — mruknął Pepe.
— Założę się, że nieraz — dodał Marcelo i przybił z nim piątkę. — Że to było długie, pełne pasji i…
— Przestańcie — skarcił ich Ramos, mimo że przy barze sam wyciągał takie wnioski. Cristiano wyglądał za to na bardzo rozbawionego. — To taka piękna piosenka o miłości, a wy myślicie tylko o tym, ile razy Sting posunął babkę Carter…
— To nie jest piosenka o miłości, kotku — poprawiłam go, uwieszając mu się na szyi. Wypiłam już appletini i odstawiłam pusty kieliszek na tacę kelnera, który przechodził obok nas, więc rozmowy o seksie mojej babki przestały robić na mnie wrażenie. — To piosenka o obsesji, która może cię kosztować zakaz zbliżania się. 
— Mówcie po ludzku — jęknął Troy po angielsku.
Po chwili parkiet zapełnił się gwiazdami. Widziałam, jak David okręcał Victorię wokół siebie, Kanye był wpatrzony w Kim jak w obrazek, a nawet Karim namówił Rihannę do tańca. Ramos objął mnie w pasie i pocałował czule w skroń. Nie obchodziło mnie, czy Rene naprawdę nam odpuścił czy Sergio mnie zwyczajnie okłamał; po prostu cieszyłam się, że miałam go przy sobie. 
Po Every Breath You Take przyszła kolej na Roxanne. Razem z Troy’em krzyczeliśmy wniebogłosy za każdym razem, gdy padało tytułowe Roxanne w zwrotce albo refrenie, a na Don’t Stand So Close To Me Marcelo i Pepe ruszyli na sam środek parkietu i udawali gitarzystów. Ja, Troy i Ramos dołączyliśmy do nich przy Message In A Bottle, a Rene wtedy stwierdził, że to idealny moment, żeby wziąć swoją żonę i pójść coś zjeść. Cristiano i Irina podążyli ich śladem. 
Na koniec zagrali jeszcze raz Every Breath You Take, ale tym razem Sting śpiewał wraz z publicznością.
— Ja to bym chciał, żeby Michael Jackson żył i tu wystąpił, bo on niezłe show dawał! — zawołał Troy do Marcelo, z którym machał rękami w powietrzu, tworząc te słynne fale.
— Jest tu Madonna! — odkrzyknął Pepe, przyłączając się do nich. — Zawsze można ją ubłagać, żeby zaśpiewała Like A Virgin!
Cała trójka popatrzyła na siebie, aż w końcu doszli do wniosku, że to był świetny pomysł. Olali więc Stinga i poszli szukać Madonny, której nigdzie w pobliżu nie widziałam.  
Gdy The Police skończyli grać, podziękowali za możliwość występu, a zaraz na ich miejscu pojawiła się Lucia, która wyglądała na poważnie zalataną. Lekko dysząc, zapowiedziała, że to dopiero początek niespodzianek i że za moment na scenę wejdzie kolejna gwiazda. 
Mimo że byłam jedną z organizatorek benefisu, wydawało mi się, że tak naprawdę niewiele zrobiłam, oprócz udostępnienia dorobku Evelyn oraz wygłoszenia przemówienia. Nie miałam pojęcia o większości rzeczach, bo za każdym razem, gdy mówiłam, że przydałoby się zająć tym czy tym, Pilar albo Lucia zapewniały mnie, żebym się niczym nie martwiła. 
Pewnie byłam takim samym gościem co Ramos czy taka Madonna i dlatego nic mi nie powiedziały. Chyba nie powinnam była się wściekać; przecież chodziło tylko o to, by zapamiętać ten wieczór na wieki. 
Poza tym Sergio nie dał mi nawet szansy, żeby się tym zacząć przejmować, bo zaciągnął mnie w stronę bufetu, mrucząc coś, że nic dzisiaj nie jadłam, a on nie chciał, żebym znowu wylądowała w szpitalu. 
— Nie jestem głodna — powtórzyłam któryś raz z kolei, gdy przechadzaliśmy się między stołami pełnymi przeróżnego jedzenia, od łososia, poprzez kremy i owoce, na ciastach kończąc.
Możliwe, że to przez alkohol straciłam apetyt, chociaż Ramos też trochę wypił, ale i tak co chwilę wsadzał sobie coś do ust. Kiedy mu zasmakowało, próbował wciskać to i mnie, ale kręciłam odmownie głową.
— Nie chce mi się jeść — mruknęłam.
— To dopiero początek zabawy — mówił Sergio troskliwym głosem. — Musimy zostać tu jeszcze na co najmniej kilka godzin. Jesteś pewna, że nie jesteś głodna?
— Tak, jestem — odparłam, brzmiąc, jakbym była nadąsana. Mój chłopak zatrzymał się i podstawił mi talerz z sernikiem pod sam nos.
— Oj, chyba kogoś puszcza alkohol — powiedział ironicznie i wziął kawałek ciasta do ust. Miałam ochotę go walnąć. — No weź, Carter, zjedz coś.
Nie zdążyłam znowu powtórzyć, że nie byłam głodna, bo w tle rozległy się pierwsze nuty The Lady In Red.
— No nie — jęknęłam. — Chris De Burgh?
Ramos zrobił zaskoczoną minę i wyglądał przy tym wręcz przekomicznie, bo usta miał pełne jedzenia. Gdy zrozumiał, co się działo, rzucił talerz ciasta na stół i wziął mnie za rękę, żeby pociągnąć mnie prosto na parkiet.
Jak się przekonałam, wiele par tak robiło. W przeciwieństwie do występu The Police, tym razem sala balowa była pełna zakochanych, którzy kołysali się w rytm ballady Chrisa De Burgha, uśmiechającego się ze sceny. Przez moment przeszło mi przez myśl pytanie, czy moja babka z nim też flirtowała, skoro zgodził się wystąpić na jej benefisie, ale nie słyszałam, by mówił coś, zanim zaczął śpiewać.
— Czy jesteś świadoma, że to nasz pierwszy wspólny taniec? — zapytał Sergio, wyrywając mnie z zamyślenia. Jedną ręką objął mnie w pasie, a drugą złapał moją dłoń; następnie zaczęliśmy kołysać się w tę i w tamtą. Nie było zbyt dużego pola do manewru na zatłoczonym parkiecie.
— Doprawdy? — nie kryłam zaskoczenia. — Nigdy razem nie tańczyliśmy?
— Nigdy — potwierdził. Obrócił mnie i z powrotem przyciągnął do siebie. — Na ślubie Sary i Ikera nie było okazji, bo wyleciałaś z tym powrotem do Londynu…
— A ty zaciągnąłeś mnie na górę do pokoju hotelowego, żeby uprawiać ze mną seks — dokończyłam za niego, a on pokiwał głową, jakby nie widział w tym nic złego. Westchnęłam. — Tak przy okazji, jak tam sytuacja z Ikerem?
— Doszliśmy z Alonso do wniosku, że nie ma sensu robić z tego wielkiej afery — wyjaśnił, przyciągając mnie do siebie bardzo blisko, że aż szeptał mi do ucha. — Teoretycznie nie wyrządził tym jakichś większych szkód, wszystko skończyło się dobrze. Nie powiedzieliśmy więc drużynie, że to Casillas jest odpowiedzialny za te zdjęcia. Staramy się ze sobą normalnie rozmawiać i pracować, żeby nikt się niczego nie domyślił. Iker chyba jest za.
Oboje wtedy popatrzeliśmy w stronę, gdzie Iker tańczył z Sarą, obejmując ją w pasie. Oni zawsze wyglądali na bardzo w sobie zakochanych.
— Nikt nie drążył tematu? — wypytywałam. — W końcu Marcelo, Pepe i Cris wiedzieli, co planowaliśmy. Nie pytali, dlaczego zaprzestaliśmy poszukiwań, że tak to nazwę?
— Pytali, jasne, że tak — odparł i znowu mnie obrócił. — Wyjaśniłem im, że Rene wykorzystał swoje kontakty, żeby się czegoś dowiedzieć, ale się nie udało, a ty postanowiłaś dać sobie z tym spokój. Nie wydawali się zbytnio przekonani, dopóki nie zobaczyli, że faktycznie już cię to nie dręczy.
— Nie głupio ci tak ich okłamywać?
— Głupio — przyznał szczerze. — Ale dla dobra drużyny czasem trzeba skłamać. Czy zataić prawdę. Jak zwał, tak zwał.
Resztę piosenki przetańczyliśmy bez słowa. 
Kiedy Chris De Burgh skończył śpiewać, publiczność — włącznie ze mną i Ramosem — zaczęła domagać się bisu. Chyba nikt z tu zebranych nie znał innych jego piosenek, oprócz The Lady In Red, więc w końcu się poddał i na nowo rozbrzmiały nuty tego utworu.
— Okej, kochani — przemówił. Jeszcze nie zaczął śpiewać, choć w tle leciała muzyka. — Zabawmy się trochę. Niech partnerzy zakręcą swoimi partnerkami i zdadzą się na los. Taka mała zamiana partnerów. Co wy na to? 
O dziwo, tłum z ochotą przystał na tę jego zabawę. Gdy Chris śpiewał, partnerzy wzruszyli ramionami i zakręcili partnerkami. Widziałam, że Ramosowi w ogóle nie spodobał się ten pomysł, bo skrzywił się, jakby wypił coś kwaśnego, ale musiał odpuścić i obrócił mnie tak, że wylądowałam w objęciach… Xabiego.
Jakie były na to szanse? No jakie?
— Witaj — powiedział Xabi głosem, który brzmiał dziwacznie. Chociaż naprawdę nieźle wyglądał w garniturze, nie robił na mnie już takiego wrażenia, jakie wywierał na mnie Ramos.
— Cześć — mruknęłam, nie wiedząc, co zrobić z rękami. W końcu niechętnie położyłam mu dłoń na karku, a on objął mnie w pasie.
Było mi niezręcznie znajdując się tak blisko niego. Od tamtej wymiany zdań na stadionie w Cardiff nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu. Sergio opowiadał mi, że stosunki między nimi uległy znaczącej poprawie i można było nawet powiedzieć, że ich przyjaźń przechodziła renesans. Wyglądało więc na to, że istniało jakieś rozwiązanie tego trójkąta, w którym tkwiliśmy od kilku lat.
Tyle że polegało ono na tym, że ja i Xabi traktowaliśmy się jak powietrze, nie rozmawialiśmy ze sobą ani nie widywaliśmy się. A teraz łamaliśmy każdą z tych reguł.
— Twoje przemówienie było naprawdę wspaniałe — odezwał się. A jakie szanse były na to, że nie będzie mnie zagadywał? — Evelyn byłaby dumna.
— Dzięki — powiedziałam uprzejmie, nie patrząc na niego.
— Strasznie spodobała mi się ta część, kiedy rzuciłaś mi krótkie spojrzenie — ciągnął, nadal brzmiąc jak dziwak, a ja marzyłam, żeby zapaść się pod ziemię. — I gdy zauważyłaś, że sukces jest wtedy, gdy ma się go z kim świętować.
— Mówiłam to, opierając się na doświadczeniu Evelyn — wyjaśniłam i nabrałam odwagi, żeby popatrzeć mu w oczy. Wzdrygnęłam się na to, co w nich zobaczyłam. 
— A już myślałem, że to dlatego, że Ramos ci powiedział — odparł niewzruszony.
Przestaliśmy się kołysać. Czy raczej ja przestałam mu pozwalać na to, żeby to robił. Rzuciłam mu zdezorientowane spojrzenie, bo nie rozumiałam, do czego pił. 
— Co mi powiedział? — spytałam tępo.
— Że myślę o odejściu z Realu — odpowiedział, wzruszając ramionami. — O wyprowadzce z Madrytu.
Odsunęłam się od niego na niewielką odległość, bo na większą nie było miejsca. O czym on bredził? Jakie odejście? Jaka wyprowadzka?
Najpierw ostatnia dowiedziałam się o gościach muzycznych na benefisie babki, a teraz ostatnia dowiadywałam się o tym, że Xabi planował odejść z Realu? Poważnie?
— Uważam, że osiągnąłem w Madrycie wszystko, o czym marzyłem — dodał szybko, starając się chyba mnie uspokoić. Chociaż ja sama nie wiedziałam, co mnie tak wkurzało; możliwe, że to, że ja nigdy o niczym nie miałam pojęcia. — Jestem piłkarzem. Nie mogę stać w miejscu.
— Jesteś piłkarzem z trójką małych dzieci — przypomniałam mu. — Chcesz ich targać po świecie, bo znudziło ci się granie w Realu? 
— Carter — szepnął. Można było to uznać za idiotyczne, bo śpiew Chris De Burgha nas zagłuszał, i jego słowa udawało mi się odczytywać jedynie z ruchu jego warg. — Długo nad tym myślałem i to chyba najlepsza decyzja z możliwych. Ty zaczęłaś od nowa. Dlaczego ja nie mogę?
— Przecież ty kochasz Real Madryt! — krzyknęłam. Beyonce, która tańczyła nieopodal z Garethem Bale’m, spojrzała na mnie ze zdziwieniem. Chyba nie przypominałam już dziewczyny, która wygłosiła taką piękną mowę, a rozwydrzoną nastolatkę.
Ale nie zamierzałam za to przepraszać. To Xabi złapał mnie za łokieć, żeby powstrzymać mnie od robienia scen przy tych wszystkich celebrytach. 
— Nie będziemy się tu kłócić — stwierdził i zaprowadził mnie na świeże powietrze, do pięknego ogrodu na tyłach hotelu.
Czy to na pewno było idealne miejsce na ostatnią kłótnię?