1 września 2015

23. Kiedy mam zamknięte oczy

Westchnęłam ciężko i pogładziłam spódnicę sukni, przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze w hotelowym pokoju. To Pilar wpadła na pomysł, żeby wynająć apartament w Ritzie, w którym mogłyśmy przebrać się na benefis, zamiast wracać do domu po skończeniu przygotowań i dopiero później przyjechać na imprezę, robiąc przy tym wielkie wejście. Według niej większe wrażenie zrobiłabym schodząc po schodach niż gdybym zginęła w tłumie celebrytów, którzy zjeżdżali się do Madrytu od wczoraj. 
Byłam tutaj sama. Pilar i Lucia Villalon — młoda dziennikarka, która od jakiegoś czasu kręciła się wokół Realu Madryt — zdążyły się wystroić i zejść na dół, żeby dopilnować wszystkiego i jednocześnie dać mi czas na pozbieranie myśli. Nie musiałam się już jednak niczym martwić; zostało mi tylko wyglądanie pięknie i uśmiechanie się. 
Prawdę mówiąc, ciężko było się uśmiechać, gdy żołądek podchodził ci do gardła. Trzęsłam się cała z nerwów, których nie ukoił nawet szampan, i w duchu przeklinałam Rene za to, że nie zgodził się, żeby Ramos był moją parą. Jego pierwszym argumentem na nie było to, że ten benefis nie był właściwą porą na ogłaszanie związku z facetem, który był byłym jednej z organizatorek imprezy i na dodatek miał z nią dziecko. Uznał, że w takim wypadku cała uwaga spadłaby na Pilar, a przecież to ja byłam „gwiazdą” dzisiejszego wieczoru. 
Drugim przeciw było to, że — według niego — bez partnera sprawiałam wrażenie silnej i niezależnej kobiety, zupełnie w stylu Evelyn. Nie wyjaśniłam mu, że taki wizerunek wiele kosztował moją babkę, bo wątpiłam, by to zmieniło cokolwiek. Ale przez moment chciałam zerwać z nim tę głupią umowę, którą nieoficjalnie zawarliśmy kilka dni temu (Rene miał zająć się moim medialnym wizerunkiem w zamian za nazwisko tego, kto wrobił mnie i Xabiego w aferę ze zdjęciami), chociaż szybko mi przeszło, bo wiedziałam, że racja była po jego stronie. To był wielki dzień także dla Pilar i nie mogłam go zrujnować przychodząc za rękę z Ramosem, którego bardzo możliwe że wciąż kochała. 
Ale ja tak strasznie go teraz przy sobie potrzebowałam. Wydawało mi się, że bez niego nie byłam w stanie dać sobie rady, zwłaszcza ze świadomością, że cały wieczór miał być na wyciągnięcie ręki, a ja nie będę mogła go nawet przytulić.
Co i tak nie zmieniało tego, że wciąż liczyłam na wyjątkową noc. Z tego właśnie powodu spędziłam sporą część dnia u kosmetyczki na woskowaniu, peelingu, manicure i pedicure; na koniec zrobiła mi jeszcze delikatny makijaż. Potem pojechałam do fryzjera, gdzie zafarbowano mi odrosty, podcięto końcówki i związano włosy w mocnego koka, żeby odsłonić moją twarz. Do hotelu wróciłam jakąś godzinę temu, żeby przebrać się w suknię, którą zamówiłam u Victorii Beckham — tę samą, którą założyła w maju na galę MET. Była biała i bez ramiączek, z gorsetem i prostą spódnicą do ziemi, a leżała na mnie dobrze tylko dlatego, że zdecydowałam się na wysokie, również białe, szpilki. 
Chociaż nie zamierzałam zaprzeczać, że nie wyglądałam ładnie, to wszystko psuła moja zestresowana mina, bo strasznie bałam się, że zawalę podczas wygłaszania przemówienia na cześć mojej babki. Na dodatek nie ufałam sobie na tyle, żeby uwierzyć w to, że byłam na siłach trzymać się od Ramosa na bezpieczną odległość przez większą część wieczoru, zwłaszcza teraz, gdy byliśmy parą bez seksu, zupełnie jakbyśmy mieli po dwanaście lat. 
Ze zdenerwowania zaczęłam szybciej oddychać i rozglądałam się już za papierową torebką, kiedy rozległo się pukanie do drzwi, a po chwili w pokoju znalazł się Ramos. Nawet jeśli myślałam, że to ja prezentowałam się dość ładnie, to on zdecydowanie mnie przyćmiewał. Wręcz zamarłam na jego widok.
Założył ten granatowy garnitur od Armaniego, który wspólnie upatrzyliśmy ze dwa dni temu; do tego wybrał czarną koszulę i muchę oraz wypastowane buty. Guziki marynarki miał zapięte, włosy zaczesał do tyłu i postanowił się nie golić. Do tego pachniał niesamowicie, a w ręku trzymał jedną czerwoną różę, wpatrując się we mnie z oniemieniem. 
— Łał — powiedział, gdy drzwi apartamentu się za nim zamknęły, ale nie ruszył się z miejsca.
— Łał — powtórzyłam, bo tylko na tyle było mnie stać. 
Staliśmy tak przez chwilę, podczas której jedno zachwycało się drugim, aż w końcu Ramos jakby się otrząsnął z tego transu i wręczył mi różę. Obdarzył mnie przy tym spojrzeniem, przez który nogi zrobiły mi się jak z waty. Nie wiedziałam, jakim cudem udało mi się na nich ustać, a już zwłaszcza na tych szpilkach. 
— Z jakiej to okazji? — zapytałam, wdychając zapach róży, i uśmiechnęłam się do niego zalotnie. Przynajmniej taką miałam nadzieję. 
Sergio posłał mi jeden z tych swoich nonszalanckich uśmiechów i wsadził ręce do kieszeni spodni od garnituru.
— Jesteś teraz moją dziewczyną — odpowiedział, wzruszając ramionami. — Będę ci wręczał kwiaty bez okazji. 
Położyłam różę na stoliku, który stał za nami, i podeszłam do niego. Zarzuciłam mu ręce na szyję, a dzięki wysokim obcasom nie musiałam już stawać na palcach, żeby dosięgnąć jego ust. W tamtej chwili wydawały mi się zbyt kuszące, żeby je tak po prostu zignorować. 
— Wspominałam ci, jak seksownie wyglądasz w garniturze? — powiedziałam dziwnym głosem, który chyba miał brzmieć seksownie, i musnęłam jego usta swoimi. Sergio zaśmiał się w odpowiedzi na moje słowa, za co szturchnęłam go i dodałam: — Poważnie mówię!
— Ile ty wypiłaś tego szampana? — Z rozbawieniem wskazał głową butelkę w wiaderku z lodem na stoliku, którą musiał zauważyć, gdy odkładałam różę od niego.
— Tylko jeden kieliszek — przyznałam się z udawaną skruchą, na co Sergio zmarszczył czoło. — To na ukojenie nerwów. 
— Uznajmy, że ci wierzę — powiedział wesoło i objął mnie mocno w pasie. — No i może wyglądam seksownie. Nie zmienia to jednak tego, że ty wyglądasz dzisiaj wprost zjawiskowo. 
Przyjrzałam mu się uważnie.
— Na tyle, że masz ochotę zerwać ze mnie tę sukienkę i kochać się ze mną na hotelowym łóżku? — zażartowałam. Szampan zaczynał na mnie działać, przez co stawałam się aż nazbyt śmiała. 
— Myślę, że miałabyś mi za złe, gdybym ją z ciebie zerwał — stwierdził Ramos i mrugnął do mnie, gdy się skrzywiłam. — Wytrzymam jeszcze ten wieczór, obiecuję. 
I, nie czekając na moją reakcję, pochylił się nade mną i mnie pocałował. 
Zdążyłam zapomnieć, że przed jego przyjściem strasznie stresowałam się dzisiejszą nocą, zupełnie tak, jakby jego dotyk sprawiał, że wszelkie zmartwienia ot tak znikały z mojej głowy i liczył się tylko on. Było mi z nim tak przyjemnie, że wpijałam się w jego wargi najmocniej jak potrafiłam, a potem zaczęłam ciągnąć go za sobą, prosto w stronę hotelowego łóżka. Ramos musiał się jednak opamiętać, że to nie była najlepsza pora, bo z trudem oderwał się ode mnie i spojrzał na mnie z przejęciem. Fakt, tym razem naprawdę nie było na to czasu. 
Ale wtedy chyba wolałam zmierzyć się z naszym pierwszym razem niż z wyjściem do tych wszystkich sław. Nie wspominając nawet o przemawianiu do nich, bo na samą myśl o tym chciałam zwrócić szampana.
— Spokojnie, kocie — powiedział Sergio, łapiąc oddech. Wyglądał na dość rozbawionego tym, że tak go całowałam, ale zdjął moje ręce ze swojej szyi i popatrzył na mnie z czułością.
— Kocie? — powtórzyłam, marszcząc czoło.
— Wiesz, coś jak „spokojnie, tygrysie”, tyle że to wersja dla kobiet — wyjaśnił i poprawił muchę. 
Po krótkim zastanowieniu uznałam, że miało to jakiś sens, i podciągnęłam gorset sukni do góry dla pewności, że biust mi z niego nie ucieknie w najgorszym momencie. Sergio przyglądał mi się w ciszy, aż położył swoją ciepłą dłoń na moim policzku i pogłaskał go kciukiem. 
— Przykro mi, że muszę cię wspierać na odległość — szepnął czule. Chyba musiałam mieć naprawdę markotną minę, skoro to powiedział. 
— Nie szkodzi, Rene ma rację — odparłam od razu, mimo że w środku tak bardzo chciałam, żeby nie zostawiał mnie samej. — Po prostu odnoszę wrażenie, że z tobą u boku byłoby mi łatwiej. 
Sergio pokiwał głową, doskonale rozumiejąc, o czym mówiłam. Musnął ostatni raz moje usta i ścisnął moją dłoń na pożegnanie, a następnie wyszedł z pokoju, zamykając za sobą cicho drzwi. Wzięłam kilka głębokich wdechów i wydechów, żeby uspokoić swoje serce, które przyśpieszyło po wyjściu Ramosa, i rzuciłam się prosto na głęboką wodę.
Ritz na dzisiejszą noc zarezerwowany był specjalnie na benefis Evelyn Harvelle, dlatego zarząd postanowił zamknąć hotel na następne czterdzieści osiem godzin. Apartament mogli wynająć tylko goście z listy, jeżeli takie było ich życzenie. Poza tym Pilar postarała się o jak największą liczbę ochroniarzy, którzy przez całą imprezę mieli pilnować porządku przed budynkiem i nie wpuszczać nikogo podejrzanego albo kogoś, kto nie był zaproszony. Paparazzi rozbili swoje obozy już rano i od tamtej pory nie opuszczali posterunku. Że też im się chciało.
Gdy wracałam do hotelu z pokrowcem na sukienkę przełożonym przez plecy, kilku dziennikarzy zaczęło zadawać mi niezręczne pytania typu czy tęskniłam za babcią, czy to koniec mojego romansu z Xabim albo czy to prawda, że byłam w związku z Ramosem. Skąd wzięli to ostatnie to nie miałam pojęcia, bo nie mieliśmy wspólnego oficjalnego wyjścia, odkąd byliśmy razem, dlatego odwróciłam się do nich i zamierzałam o to zapytać. Wtedy jednak podszedł do mnie jeden z ochroniarzy i powiedział mi, że nie warto, a im kazał się odczepić. Uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością i pognałam do środka, mimo że wiedziałam, że nie było od tego ucieczki. Benefis mojej babki był naprawdę wielkim światowym wydarzeniem. 
Hotel Ritz na co dzień utrzymywany był w stylu barokowym, ale z dzisiejszej okazji, jako że ulubionym kolorem Evelyn była oczywiście purpura królewska, dopilnowałyśmy z dziewczynami, żeby dywany oraz wszelkie dekoracje były właśnie w tym kolorze. Dlatego więc, kiedy przemierzałam korytarz zmierzając ku schodom, kroczyłam po idealnej fioletowej ścieżce, a gdy znalazłam się na jego końcu, już stamtąd mogłam dostrzec ogromny portret mojej babki, który stał w samym środku lobby. Do tego wszędzie porozstawiane były wazony z fioletowymi tulipanami, które były jej ukochanymi kwiatami, i nawet pachniało czymś fioletowym. 
W momencie, w którym stanęłam na szczycie schodów, zaczęłam rozglądać się za Sergio z nadzieją, że obdarzy mnie ostatnim pocieszającym spojrzeniem, zanim ruszę na dół. Hol był pełen gości, pomiędzy którymi wędrowali kelnerzy z tacami z szampanem i przystawkami, a Lucia i Pilar z pomocą dwóch innych dziennikarzy pokazywali reszcie, w którą stronę należało się udać. Pełno było fotoreporterów, którzy robili zdjęcia celebrytom stojącym przy plakatach z młodą Evelyn, tą z jej najlepszych lat. Musiałam przyznać, że była przepiękna — wysoka (skurczyła się dopiero na starość), z pięknymi blond lokami i wyostrzonymi kośćmi policzkowymi. Z jej oczu biła inteligencja, a usta ułożone były w kpiącym uśmieszku. Czyli cała ona.
Po chwili ktoś zauważył, że stałam samotnie na górze i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, bo nagle wzrok wszystkich skupił się na mnie, a mnie automatycznie zrobiło się piekielnie gorąco. Gdy zaczęłam iść w dół, ostrożnie mijając każdy ze schodków, prawie wstrzymałam oddech, byle się nie potknąć. Ubolewałam nad tym, że schody były tak szerokie, że nie było możliwości, bym złapała się poręczy. 
W połowie drogi rozległy się oklaski; z początku ciche, jakby tylko jedna osoba klaskała, a dopiero potem reszta poszła w jej ślady. W końcu odważyłam się spojrzeć przed siebie i zobaczyłam Ramosa, który uśmiechał się do mnie zachęcająco. Mimo że zdecydowanie wolałabym, by trzymał mnie za rękę, to musiało mi to na razie wystarczyć. 
Będąc wreszcie na dole, myślałam jedynie o tym, żeby iść wyprostowana i trzymać głowę wysoko, zwłaszcza kiedy ruszyłam między sławami z całego świata ku sali balowej, gdzie odbywała się wystawa nagród Evelyn i gdzie miałam wygłosić mowę. Przełknęłam ślinę, widząc, jak każdy wpatrywał się we mnie, i wręcz żałowałam, że w pobliżu nie było niczego, czego mogłam się złapać. 
Mijałam wielu dziennikarzy, którzy przedzierali się przez tłum, żeby znaleźć się jak najbliżej mnie; niektórzy z nich posyłali mi pokrzepiające uśmiechy. Widziałam aktorów, których Evelyn wprost kochała i których wiedziałam że trudno było ściągnąć, jak Meryl Streep czy Hugh Jackman, a nawet Rihannę, która flirtowała z Karimem. Tym razem cała drużyna Realu była obecna, co mnie bardzo cieszyło. W tle przewinęła mi się Madonna oraz piłkarze Barcelony, których kojarzyłam z twarzy, ale nie z nazwiska. Zresztą nie tylko ich; Pilar stawała na głowie w ostatnich dniach, żeby załatwić sportowców, którzy pokończyli już swoje kariery. Nie było to trudne, bo gdy usłyszeli, że chodziło o moją babcię, od razu potwierdzali przybycie. 
Dostrzegałam również znajome twarze, zwłaszcza kiedy oklaski z każdym moim krokiem malały, aż w końcu przestano mi klaskać. Była Shakira z Pique, obecny trener Realu, Carlo Ancelotti wraz z żoną, księżna Kate i William w towarzystwie Królowej Elżbiety, Alberto, kucharz mojej babki, który poklepał mnie po nagim ramieniu, gdy go minęłam, a także takie sławy jak David i Victoria Beckhamowie (mrugnęła do mnie widząc mnie w jej sukience), Beyonce z Jay-Z czy Kanye West z Kim Kardashian.
Widok ich wszystkich sprawił, że na nowo zaczynałam się denerwować, więc kiedy kelner znalazł się wystarczająco blisko mnie, złapałam za kieliszek szampana i duszkiem wypiłam do dna. Byłam pewna, że na trzeźwo na pewno spieprzyłabym sprawę, a tak to istniała szansa, że rano mogłam tego przynajmniej nie pamiętać. 
Sala balowa Ritza zmieniła się nie do poznania. Pozbyto się stołów, żeby zrobić miejsce na parkiet i późniejsze tańce. Na ścianach wisiały zdjęcia Evelyn zrobione przez najwybitniejszych fotografów, które były ozdobione fioletową oprawą, oraz przeróżne wyróżnienia babki. W każdej części pomieszczenia stały jej nagrody, poustawiane według swojej wartości; był nawet kącik, w którym można było przeczytać jej najlepsze teksty po angielsku i hiszpańsku. W miejscu, w którym stał fortepian, urządzono coś w rodzaju sceny, na której ustawiono mównicę udekorowaną na purpurowo, z której za chwilę miałam wygłosić mowę.
Pilar i Lucia złapały mnie za ręce przy wejściu sali i poprowadziły w stronę sceny. Zanim weszłam po małych schodkach na podest, życzyły mi powodzenia i szybko wróciły na swoje miejsca, skąd zamierzały wysłuchać mojego przemówienia. Wyprostowałam się i położyłam dłonie na mównicy, uprzednio poprawiając mikrofon, żeby było mnie jak najlepiej słychać. 
Wtedy znalazłam chwilę, żeby rozejrzeć się i zobaczyć, kto przyszedł mnie posłuchać. Ramos nie odrywał ode mnie wzroku, obok niego stał Rene i obejmował ramieniem jakąś obcą kobietę; domyśliłam się, że była to jego żona. Niedaleko nich Marcelo i Pepe machali do mnie; Cristiano i Irina, którzy stali razem z nimi, uśmiechali się do mnie. Trochę dalej widziałam Troy’a, który wzniósł kieliszek i mrugnął do mnie, chyba chcąc dodać mi tym otuchy. Dostrzegłam również Xabiego z Nagore w towarzystwie Arbeloi i jego partnerki. Przy Pilar i Lucii stała roześmiana Sara, trzymając Ikera za rękę. Widziałam nawet Jose Mourinho, który dyskutował o czymś z Perezem, prezesem Realu. 
Wszyscy zebrani tu goście ubrani byli na galowo i wyglądali wręcz przepięknie. Gdyby babka mogła to zobaczyć, to by pewnie pękła z dumy, że to dla niej. 
Odchrząknęłam, co sprawiło, że znowu cała uwaga skupiła się na mnie. Onieśmieliło mnie to trochę, bo nigdy nie wygłaszałam mowy przed tyloma ludźmi, zwłaszcza przed sławami, którzy pewnie nie wiedzieli nawet, jak się nazywałam. No i był ich cały tłum, a ja byłam jedna. 
Popatrzyłam ostatni raz na Pilar, która uniosła kciuk w górę, żeby mnie zachęcić do zaczęcia. Chyba jej też nie chciałam zawieść. 
— Dobry wieczór — odezwałam się wreszcie. Głos mi lekko drżał, więc odchrząknęłam jeszcze raz. 
Najbliżej sceny znajdowała się Królowa Elżbieta, która siedziała na krześle przyniesionym specjalnie dla niej. Spojrzałam na nią na chwilę, a ona uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie.
Wzięłam jeszcze jeden głęboki oddech.
— Nazywam się Carter Harvelle i jestem wnuczką Evelyn — przedstawiłam się, mimo że wydawało mi się to głupie. — Zapewne niektórzy z was znają mnie osobiście, a niektórzy mogli o mnie usłyszeć od mojej babci. Ewentualnie przeczytać o mnie w gazetach, bo od czasu do czasu prasa lubi mnie obsmarować. 
Rozległy się śmiechy, a mój wzrok powędrował na Xabiego, który od razu spuścił głowę. Najważniejszą radą, jaką dostałam na temat przemawiania do tłumu, było to, żeby nigdy nie patrzeć na nikogo dłużej niż pięć sekund, dlatego szybko popatrzyłam na Ramosa. Nie wiedziałam, dlaczego, ale jego widok mnie uspakajał. 
— Możecie się dziwić, ale swoją babcię poznałam dopiero po jej śmierci — mówiłam dalej, głośno, wolno i wyraźnie. — Jeżeli mieliście ten zaszczyt znać ją osobiście, to wiecie, że najłatwiejszą kobietą to ona nie była. 
Niektórzy pokiwali głową, a niektórzy wyglądali na zniecierpliwionych, że tak przeciągałam. Co prawda, Pilar kazała mi napisać przemówienie, ale odmówiłam; sądziłam, że improwizacja należała do prostych spraw. Tymczasem brakowało mi słów, bo z jednej strony nie chciałam nikomu mydlić oczu, że była cudowną babcią, ale z drugiej nie umiałam mówić o niej źle przed tyloma ludźmi.
— Jej fani zawsze opowiadali mi o niej w samych superlatywach — odezwałam się znowu po krótkiej chwili ciszy. — A ja zawsze dziwiłam się, że mieli o niej takie dobre zdanie, i pytałam ich, czy aby na pewno mówili o mojej babci. Od urodzenia widziałam w niej tylko zgorzkniałą kobietę, która winiła wszystkich naokoło za to, że jej kariera potoczyła się tak a nie inaczej. Nie potrafiłam jej zrozumieć, ponieważ nigdy nie spytałam jej, dlaczego ona właściwie taka była. Poniekąd dlatego, że się jej bałam.
Uśmiechnęłam się lekko, a zebrani roześmiali się. 
— Teraz wiem, że Evelyn była po prostu bardzo nieszczęśliwa. — Tymi słowami sprawiłam, że momentalnie wszyscy przestali się uśmiechać i słuchali mnie w skupieniu. — Nieszczęśliwa, bo poświęciła miłość, swoją rodzinę, aby gonić za karierą, za sławą, która, fakt, może trwać będzie wiecznie, ale nie sprawi, że cofnie się czas. Moja babcia nie stała się zgorzkniała, bo nie było już dla niej miejsca, gdy zapragnęła wrócić do pracy po śmierci męża. Stała się taka, bo wiedziała, że mogła spędzić życie ze swoim ukochanym i jedynym dzieckiem, podczas gdy świadomie wybrała samotność. 
Wszyscy byli tak zasłuchani, że aż zapomniałam, do kogo ja tak właściwie mówiłam. Byłam jednak z siebie dumna, że moje spontaniczne przemówienie zdołało wywołać takie poruszenie.
— Pilar Rubio — wskazałam na nią palcem, na co zrobiła krok do przodu, by można było ją lepiej widzieć — powiedziała mi niedawno, że Evelyn Harvelle jest dla nich, dziennikarzy, przestrogą. Ostrzeżeniem przed samotnością i przed tym, żeby nigdy nie stawiać kariery na pierwszym miejscu, żeby nigdy nie poświęcać rodziny dla pięciu minut sławy. Jestem pewna, że wy widzicie w niej tylko te wielkie osiągnięcia, ale nikt z was tak naprawdę nie pomyślał, że ona każde wyróżnienie świętowała sama, często w pustym hotelowym pokoju. Po prostu… 
Urwałam na sekundę, żeby zbudować napięcie, tak się w to wczułam.
— Nie stańcie się moją babcią — powiedziałam na koniec. — Połowa sukcesu to osiągnięcia. Całość to świadomość, że mamy je z kim świętować. Dziękuję bardzo. Życzę miłego wieczoru!
Rozległy się gromkie oklaski, wręcz aplauz. Pomachałam zebranym na pożegnanie i ruszyłam w stronę zejścia z podestu. Nie wiedząc, skąd, czekał już tam na mnie Ramos, wyciągając ku mnie rękę. Chyba postanowił zignorować decyzję Rene o tym, że nie mogliśmy pokazywać się razem na benefisie, skoro nie przejmował się, że wszyscy nas wtedy widzieli. 
— Byłaś niesamowita — powiedział, a po jego głosie słyszałam, że rozpierała go duma.
— Zasłużyłam na drinka? — spytałam i złapałam go za rękę. 
Znalazłam się przy nim tak blisko, że zdołałam powąchać jego szyję. Uspokoiło mnie to, co przyjęłam z ulgą, bo to przemówienie wywołało u mnie ogromne podniecenie, aż krew pulsowała mi w żyłach.
— Ha, nawet na dwa! — zawołał wesoło.
Zmierzaliśmy właśnie do baru, kiedy minęła nas Lucia Villalon w swojej obcisłej małej czarnej i wręcz wpadła na scenę. Najwyraźniej miała coś do ogłoszenia.
— Serdecznie zapraszamy państwa na poczęstunek — powiedziała znad mównicy, wskazując ręką na drzwi po jej prawej stronie. — Już niedługo niespodzianka. Z okazji czterdziestolecia kariery świętej pamięci Evelyn Harvelle, pewien zespół zgodził się na reaktywację. A mowa oczywiście o The Police!
Tłum zaczął wiwatować, a Ramos spojrzał na mnie z otwartą buzią, jakby nie wierzył własnym uszom. A już tym bardziej w to, że nic mu o tym nie powiedziałam.
Sama nie wiedziałam, że The Police miało wystąpić.