18 sierpnia 2015

22. Czy najgorsze już za nami?

— Witaj, nieznajomy — powiedziałam do Ramosa, wchodząc do kuchni. Siedział na krześle barowym przy kontuarze i czytał coś na tablecie, opierając głowę o obie dłonie. Miał na sobie jedynie szare bokserki, a jego włosy były potargane, co oznaczało, że musiał dopiero niedawno się obudzić.
Pogłaskałam go po nagich plecach, a potem pocałowałam go na powitanie w skroń, gdyż nie zdołałam znaleźć odkrytego miejsca na jego lewym policzku, który zasłaniał swoją wielką dłonią. Udało mi się jednak wyrwać go z zaczytania, ale kiedy wyciągnął rękę, żeby złapać mnie za ramię i przy sobie na dłużej zatrzymać, ja byłam już przy lodówce i wyciągałam z niej sok pomarańczowy.
— Witaj, nieznajoma — przywitał się, gdy nalewałam sobie picia do szklanki, a następnie odłożył tablet na bok, uprzednio sprawdzając godzinę. — Jest ósma rano, a ty już jesteś ubrana?
Schowałam karton z powrotem do lodówki i spojrzałam po sobie w dół. Prezentowałam się całkiem nieźle w granatowych spodniach od garnituru i białej koszuli z dekoltem w kształcie litery V, a czarne szpilki dodawały mi kilka centymetrów wzrostu, dzięki czemu czułam się pewniejsza siebie. I to na tyle, że zwlekłam się z łóżka o szóstej, by wyprostować włosy i zaczesać je do tyłu, tak, aby ani jeden kosmyk nawet nie myślał o tym, żeby przesłonić moją twarz. 
Możliwe, że był to dość nietypowy wygląd jak na mnie i tak wczesną porę, ale za godzinę musiałam stawić się w hotelu Ritz, w którym dzisiejszego wieczoru odbywał się benefis na cześć Evelyn. Mnie, Pilar i resztę naszego zespołu czekała jeszcze próba generalna przed tym wielkim wydarzeniem, więc nie mogłam się spóźnić. 
Ostatnie cztery dni były istnym rollercoasterem, a wszystko przez to, że pojechałam z Pilar do skrytki bankowej, pełnej rzeczy mojej zmarłej babki. Nigdy wcześniej nie przyglądałam się jej osiągnięciom, mimo że jej dom śmiało można było nazwać jej małym muzeum, i poczułam się zaskoczona faktem, że Evelyn naprawdę była wybitną dziennikarką i że nikt mnie w tej kwestii nie okłamywał. Większość pudeł to były głównie nagrody, medale i przeróżne wyróżnienia. 
Oczywiście zapytałam Pilar, co takiego wyjątkowego było w mojej babce. Urodziłam się w 1993 roku, akurat wtedy, kiedy Evelyn miała lata świetności daleko za sobą. Kiedyś mama mi powiedziała, że właśnie dlatego stała się taka zgorzkniała, a dokładniej to przez to, że jej kariera nie potoczyła się tak, jak to sobie wymarzyła. Zamierzała pracować tak długo, jak to było możliwe, tymczasem po krótkim urlopie nie miała już tam czego szukać. Zastąpili ją znacznie młodszymi (i niedoświadczonymi) dziennikarkami, a kolejne operacje plastyczne wcale nie pomagały jej w odzyskaniu pracy.
I chociaż zdążyłam się przekonać, że babcia była silną kobietą, to jednak mocno się to wszystko na niej odbiło. 
— Evelyn była po prostu świetna — odpowiedziała mi Pilar, gdy przeglądałyśmy album ze zdjęciami babki z wybitnymi sportowcami. — Wielka perfekcjonistka, wielka profesjonalistka. Zawsze była przygotowana, potrafiła każdego zagiąć. W dodatku miała cięty język, a wiadomo nie od dziś, że ludzie uwielbiają dziennikarzy z osobowością, takich, którzy umieją przyćmić nawet największą gwiazdę. Wszyscy ją chcieli, wszędzie było jej pełno, a stacje i gazety się o nią zabijały. Evelyn upajała się tym i jeździła po świecie. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych znacznie spuściła z tonu, choć wciąż dostawała oferty prowadzenia własnego talk–show, jak Oprah Winfrey czy Ellen DeGeneres, ale odrzucała każdą. Niesamowita kobieta. W życiu prywatnym jej się posypało, ale takiej popularności można tylko pozazdrościć. 
— Co masz na myśli, mówiąc, że posypało się jej prywatnie? — spytałam, marszcząc brwi, bo bardzo niewiele wiedziałam o życiu Evelyn, mimo że byłam jej wnuczką. 
— No wiesz… — zaczęła Pilar, przygryzając dolną wargę. — Twojego dziadka, Henry’ego Harvelle, poznała pod koniec lat sześćdziesiątych. Oboje dopiero rozpoczynali swoje kariery: Evelyn studiowała dziennikarstwo, a Henry przygotowywał się do przejęcia rodzinnej firmy w Londynie. To on był pierwszą osobą, z którą przeprowadziła prawdziwy, profesjonalny wywiad, i podobno od razu się w sobie zakochali. Tyle że dla Evelyn priorytetem była sława i podróżowanie po świecie, a Henry marzył o osiedleniu się w Anglii i założeniu rodziny… Nikt ci nigdy nie opowiedział historii ich związku?
Pokręciłam przecząco głową. Dziadek zmarł, zanim przyszłam na świat, ale tata zawsze mówił o nim w samych superlatywach. 
Co dziwniejsze, w tych opowieściach zawsze brakowało Evelyn. 
— No cóż, to właśnie ich poróżniło. — Pilar mówiła dalej. Odłożyła album, by móc przejrzeć segregator z najlepszymi reportażami babci, a ja usiadłam ze skrzyżowanymi nogami i łaknęłam każde jej słowo. — Evelyn zerwała z Henry’m i ruszyła na podbój świata. Ale za każdym razem, gdy była w Londynie, spotykali się. No i w końcu jedna z tych schadzek skończyła się ciążą. Ich rodzice zaczęli nalegać na ślub, wiesz, wtedy były takie czasy, że wytykano palcami parę z nieślubnym dzieckiem. Oczywiście wszyscy doskonale wiedzieli, że Evelyn kochała Henry’ego nad życie, ale ona po prostu nie lubiła być ograniczana. Urodziła więc twojego tatę, pożarła się z matką, która zmuszała ją do zostania kurą domową, i wróciła do pracy. Mówi się, że prosto z porodówki poleciała do Japonii na XI Zimowe Igrzyska Olimpijskie. 
— Z tego, co słyszałam, to właśnie w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych była najlepsza — mruknęłam, powoli łącząc fakty. — Mój tata był dzieckiem.  
— Poświęciła go dla kariery — powiedziała Pilar, a w jej głosie usłyszałam współczucie. — To Henry się nim zajmował. Kiedy zmarł w 1989 roku, Mark miał zaledwie siedemnaście lat, więc Evelyn była zmuszona do powrotu do Londynu. Później skończył szkołę, przejął firmę i oświadczył się twojej mamie, a Evelyn spokojnie mogła wrócić do pracy, była przecież dopiero przy pięćdziesiątce. Ale nikt już nie był nią zainteresowany.  
— Moja mama mówiła, że to dlatego później się taka stała — powiedziałam, patrząc na zdjęcie babki z Królową Elżbietą, które leżało na wierzchu jednego z kartonów, który Pilar właśnie otworzyła. — Wspomniała również, że Evelyn obwiniała tatę za zrujnowanie kariery i nie umiała go pokochać. 
— Nie mówię, że tak nie było — odparła szybko, robiąc przy tym minę, jakby nie bardzo w to wierzyła. — Ale dla nas, dziennikarzy, Evelyn jest przestrogą przed samotnością. Bo widzisz, my sądzimy, że śmierć Henry’ego załamała twoją babcię. Wcale nie dlatego, że została postawiona pod ścianą i musiała wrócić do domu, żeby zająć się synem, ale dlatego, że poświęciła rodzinę dla kariery. Myślę, że ona wiedziała, że mogła być wielka i wciąż mieć oparcie w mężu oraz swoim dziecku, ale wybrała tę drugą drogę, tę, gdzie była niemożliwa, ale samotna. Uważam, że do końca życia tego żałowała i umarła nieszczęśliwa. 
Po policzku spłynęła mi pojedyncza łza. Szybko wytarłam ją rękawem swetra, byle tylko Pilar nie zdążyła niczego zauważyć. Żałowałam jednak, że usłyszałam tę historię tak późno; może, gdybym poznała ją wcześniej, spojrzałabym na Evelyn całkiem inaczej. 
Ale to właśnie ta opowieść sprawiła, że zdecydowałam się wziąć czynny udział w przygotowaniach benefisu mojej babki, a nawet wygłosić na nim przemówienie. Rene strasznie spodobał się ten pomysł, bo nie zapomniał, że pozwoliłam mu zająć się swoim medialnym wizerunkiem. Uznał, że to był idealny początek na pokazanie światu, że coś w tej głowie miałam.
To jego słowa. Wciąż nie wiedziałam, czy powinnam czuć się nimi urażona. 
— Zaraz spotykam się z Pilar i resztą ekipy, musimy dopiąć wszystko na ostatni guzik — wytłumaczyłam Ramosowi i podeszłam do niego, by usiąść mu na kolanach. 
Sergio cmoknął mnie czule w usta i spojrzał na mnie ze zmarszczonym czołem.
— Czy to na pewno normalne, że moja obecna dziewczyna pracuje z moją byłą, która na dodatek jest matką mojego syna? — spytał. Parsknęłam śmiechem w szklankę, z której właśnie piłam. 
— Myślałam, że będzie dziwnie — przyznałam z rozbawieniem i położyłam mu rękę na karku. — Ale ona jest naprawdę miła i wydaje mi się, że to prawdziwa uprzejmość. Chociaż możliwe, że zachowuje się profesjonalnie, żebym jej nie zostawiła na lodzie, a po benefisie wyjdzie z niej druga Nagore…
— Mam nadzieję, że tak nie będzie — powiedział szybko Sergio, udając przerażenie w głosie. — Przyda nam się trochę spokoju, nie sądzisz?
Przytaknęłam kiwnięciem głowy i pocałowałam go. Potem dopiłam sok i odstawiłam pustą szklankę na blat kontuaru.
— Troy przyjedzie? — zapytał Ramos, zmieniając temat.
Powiedziałam mu — bo nie widziałam powodu, żeby to ukrywać — tego samego dnia, w którym postanowiłam zaangażować się w urządzenie benefisu, że kazałam Pilar wpisać Troy’a na listę gości. Nie znał Evelyn zbyt dobrze, bo spotkali się raptem kilka razy, ale pomyślałam, że to był idealny pretekst, by się z nim spotkać. Nie rozmawialiśmy od czasu mojego pobytu w szpitalu, chociaż łudziłam się, że już nie chował urazy i zrozumiał, że to było najlepsze wyjście z tej sytuacji. 
Kiedy więc odpowiedział na zaproszenie, ucieszyłam się. Prawdopodobnie trochę za bardzo, bo Sergio zaczął mnie przez to wypytywać, czy coś łączyło mnie z Troy’em i ogólnie poprosił, bym opowiedziała mu wszystko, co działo się w Londynie po moim wyjeździe z Madrytu. Gdy usłyszał, że z nikim nie byłam, nie próbował nawet ukrywać swojego zadowolenia. 
Nie dodałam jednak, że byłam samotna, bo tęskniłam za Xabim. To i tak było teraz bez znaczenia. 
— Tak — przytaknęłam i mimowolnie się uśmiechnęłam. — Sprawdzałam rano, nie rozmyślił się. 
— Yhym — mruknął Sergio pod nosem.
— Polubisz go — zapewniłam i pogłaskałam go po karku. — Daj mu tylko szansę, on ma świra na punkcie Realu. 
— Na twoim też miał, ale za dobrze to się nie skończyło — powiedział ze złośliwością. 
— Nie miał świra — zaprzeczyłam i przestałam się uśmiechać. — Po prostu lubił mnie bardziej niż powinien i ktoś musiał sprowadzić go na ziemię. 
Ramos przytaknął, kiwając głową, co oznaczało, że nie zamierzał mi odpowiadać. To był właśnie nasz sposób na nie kłócenie się — za każdym razem, gdy czuliśmy, że możemy powiedzieć coś, co doprowadzi do kłótni, staraliśmy się tego nie mówić i puścić temat w niepamięć. Gdy to nie działało, zaczynaliśmy się całować, ale zazwyczaj na tym się kończyło, bo od powrotu z Cardiff nie mieliśmy dla siebie dłuższej chwili. 
Przygotowania do benefisu pochłonęły mnie całkowicie. Wychodziłam z domu, kiedy Ramos spał, i wracałam, gdy zdążył zasnąć. Pilar na ten czas powierzyła mu opiekę nad Juniorem, więc jeżeli nie był na treningu, to siedział z dzieckiem. Był tak wykończony, że nie miałam serca budzić go tylko po to, żebyśmy uprawiali seks, więc już nie wróciliśmy do rozmowy na kanapie sprzed czterech dni ani tym bardziej nie zastosowaliśmy jej w praktyce.  
Może faktycznie nasz wspólny pierwszy raz musiał zaczekać na odpowiednią chwilę. Chciałabym powiedzieć, że męczyło mnie czekanie, ale byłam zbyt zmęczona, żeby chociażby myśleć o tym, że byliśmy parą od prawie tygodnia i nie kochaliśmy się jeszcze.
Ramos znosił to znacznie gorzej. Ilekroć znajdowaliśmy dla siebie chwilę, od razu próbował przejść do rzeczy, ale ciągle nam coś przeszkadzało. Jego trening, Junior domagający się uwagi poprzez płacz czy Pilar dzwoniąca do mnie w sprawie imprezy Evelyn. Poza tym Sergio musiał polecieć do Warszawy, żeby zagrać Supermecz i wrócił dopiero dzisiejszej nocy.
To dlatego był taki przygaszony.
— O której wróciłeś? — spytałam i zmierzwiłam mu włosy ręką, którą uprzednio trzymałam na jego karku. 
— Jakoś po drugiej — odparł, wtulając głowę w mój dekolt. — Nie chciałem cię budzić, więc przespałem się na kanapie w salonie.
— Wygraliście?
— Nie — powiedział, łaskocząc mnie przy tym w obojczyk. — Ale nie ma się co przejmować, to był tylko mecz towarzyski. 
Podniósł głowę i przyjrzał mi się uważnie. Przez moment myślałam, że miałam coś na twarzy, ale okazało się, że to Sergio wpadł na jakiś pomysł.
— O której musisz tam być? — odezwał się.
— Umawialiśmy się na dziewiątą — powiedziałam i spojrzałam na godzinę na tablecie; było dopiero po ósmej. — Lucia się zapewne spóźni, więc najwcześniej zaczniemy o dziesiątej. Potem muszę jeszcze jechać do fryzjera i…
Nie dokończyłam, bo Sergio wsadził mi język w usta.
Chciałam zaprotestować, bo poświęciłam jakąś godzinę spania, żeby tak wyglądać, ale było mi tak przyjemnie, że przestałam się wszystkim przejmować. Ramos wstał z krzesła, podnosząc przy tym i mnie. Oparłam się plecami o kontuar i objęłam go mocno za szyję, podczas gdy on całował mnie zachłannie i nie dawał mi nawet szansy, bym złapała oddech.
Dopiero kiedy jego dłonie powędrowały do mojego rozporka, oprzytomniałam i oderwałam się od niego. Chociaż bardzo tego chciałam, bo zdążyłam się za nim stęsknić, to nie mogłam. Musiał poczekać jeszcze dzień.
— Czekaj — wymamrotałam, gdy zignorował moją reakcję, i wrócił do całowania mnie. Udało mi się jedynie odciągnąć jego ręce od moich spodni. — Nie mamy na to czasu.
— Daj mi pięć minut — poprosił. Teraz całował mnie po szyi. — Pominę grę wstępną.
— Nie chcę tak — jęknęłam, na co Ramos się roześmiał.
Odsunął się ode mnie i spojrzał na mnie z rozbawieniem.
— Chcesz z grą wstępną? — zapytał żartobliwym tonem. — To dziesięć minut mi wystarczy. 
— Nie, Sergio — bąknęłam, gdy wrócił do muskania mojej szyi. To było takie miłe, że ledwo potrafiłam mówić. — Chcę, żebyśmy zrobili to bez pośpiechu, a nie dlatego, że ty masz straszną chcicę. 
Jego usta przestały łaskotać mój dekolt. Ramos podniósł głowę, żeby rzucić mi spojrzenie pełne pretensji za zimny prysznic, który właśnie na niego wylałam. Nie byłam jakąś wielką romantyczką, ale nie kręcił mnie szybki seks na stole w kuchni z facetem, za którym tak szalałam. Marzyła mi się z nim cała noc, zamiast jakichś marnych pięciu czy dziesięciu minut. 
Domyśliłam się, że uraziłam go tą chcicą, więc od razu pośpieszyłam z wyjaśnieniami. Sergio wysłuchał mnie w kompletnej ciszy, ani razu mi nie przerywając, ale nie skomentował tego, bo kiedy skończyłam mówić, rozległ się płacz Juniora przez elektroniczną nianię.
Typowe.
— Zaraz wracam — mruknął i pobiegł na górę.
Wykorzystałam ten czas, żeby przejrzeć się w lusterku, które stało na jednej z kuchennych szafek. Poprawiłam fryzurę oraz koszulę, która wystawała mi ze spodni, a potem wsadziłam pustą szklankę do zmywarki.
Nie byłam do końca pewna, czy w ogóle chciałam wspominać Ramosowi o tym, co ostatnio często zaprzątało moje myśli. Skoro nawet jeszcze nie skonsumowaliśmy naszego związku, było bez sensu, gdybym nagle zaczęła nalegać na kupno nowego domu. Tyle że to i tak nie zmieniało tego, że coraz bardziej czułam się tutaj jak gość a nie jak jego mieszkaniec. 
No i obawiałam się, że ten pomysł nie przypadłby Sergio do gustu, co równałoby się temu, że musiałabym się wyprowadzić. Byliśmy dziwną parą, bo mieszkaliśmy ze sobą i nie uprawialiśmy seksu, ale nie umiałam sobie wyobrazić oddzielnego mieszkania. Chciałam go mieć na wyłączność, o każdej porze dnia i nocy, a nie tylko w wyznaczone dni tygodnia. 
Z zamyślenia wyrwał mnie Sergio z Juniorem na rękach. Mały przecierał oczy swoimi piąstkami, a kiedy mnie zobaczył, wyciągnął ku mnie rączki. Pomachałam mu na powitanie; Ramos usiadł na krześle i podał mu grzechotkę, która leżała nieopodal, żeby go czymś zająć i odciągnąć jego uwagę ode mnie. 
— Możliwe, że trochę za bardzo naciskam — powiedział skruszonym tonem, wracając do naszej przerwanej rozmowy. — Ale wiesz, Carter, czekałem na ciebie dwa lata. Czasami nie dowierzam, że to wszystko dzieje się naprawdę. 
— Ale dzieje się — zapewniłam go, robiąc dwa kroki w jego stronę. — Ja się nigdzie nie wybieram. 
Sergio uśmiechnął się, obdarzając mnie spojrzeniem pełnym miłości. Nogi mi zmiękły i wyciągnęłam rękę, żeby pogłaskać go po policzku. Junior przyglądał nam się w skupieniu, przy czym był tak uroczy, że pochyliłam się i pocałowałam go w czoło.
— O której masz trening? — zapytałam, głaskając Juniora po główce. 
— O jedenastej — odpowiedział. — Będę w domu po południu, Pilar ma przyjechać po Juniora i zabrać go do rodziców. Możemy więc razem wybrać się na benefis. 
— Ja już nie wracam, więc zobaczymy się dopiero wieczorem — jęknęłam, powoli zbierając się do wyjścia. — Poza tym wiesz, że Rene zabronił nam obnosić się publicznie ze swoim uczuciem.
— Myślałem, że go olewamy — mruknął Ramos, a ja pokręciłam głową. — No cóż, obyś mi to później wynagrodziła…
Zaśmiałam się i pocałowałam go na pożegnanie.
— Pamiętaj, że masz włożyć ten nowy garnitur od Armaniego! — zawołałam po drodze do drzwi. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. 
W tamtej chwili byłam szczęśliwym człowiekiem, który stracił swoją czujność na rzecz wiary w to, że nareszcie wszystko zmierzało w dobrym kierunku. 
Ale co ja wtedy wiedziałam.