1 sierpnia 2015

21. Bardziej niż wcześniej

Czujecie to, że burzom ma już ponad 200 stron?

Ledwie zamknęły się za mną drzwi, kiedy weszłam do domu Ramosa, a on już był przy mnie, żeby na powitanie objąć mnie w pasie i przyciągnąć do siebie. Zdążyłam tylko rzucić torbę w kąt przedpokoju, zanim zamknął mi usta pocałunkiem i tym samym nie dał mi szansy na protest. 
Nie żebym zamierzała protestować. To było bardzo miłe i przyjemne, ale właśnie spędziłam siedem godzin w samolocie i byłam wykończona. Na dodatek wiedziałam, że było to po mnie widać, bo przejrzałam się w lusterku, gdy siedziałam w taksówce. Albo więc Ramos poświęcił zbyt mało czasu, żeby mi się przyjrzeć, albo miał to gdzieś i po prostu cieszył się, że znowu byliśmy razem, biorąc pod uwagę to, jak mnie całował. 
Uzgodniliśmy, że do Madrytu wrócimy oddzielnie. Co prawda, Sergio nalegał, żebym leciała z nim i resztą świętującej drużyny, ale byłam w za dobrym humorze i nie chciałam pozwolić Xabiemu, który zdecydował się dołączyć do kolegów, żeby mi go zepsuł. 
No i był jeszcze Iker. Gdy zobaczył, jak Ramos całował mnie na pożegnanie, zrobił wymowną minę, aby pokazać swoją dezaprobatę. Sergio przedstawił mi bardzo okrojoną wersję tego, co wydarzyło się po moim zaśnięciu w ich hotelowym pokoju, choć nie pominął takich szczegółów jak fakt, że Iker obwiniał mnie o całe zło świata. Miałam ogromną ochotę ironicznie to skomentować, ale nie chciałam niszczyć chłopakom celebrowania zwycięstwa i dlatego uznałam, że najlepszym wyjściem z tej sytuacji był powrót do Hiszpanii osobnym samolotem.
Skoro byliśmy teraz parą czy coś w tym stylu, Sergio wyluzował i zaczął tolerować podejmowane przeze mnie decyzje. Obiecał mi tylko, że będzie na mnie czekał. 
No i dotrzymał słowa.
Bladego pojęcia nie miałam, jakim cudem wiedział, gdzie mnie prowadzić, skoro był tak pochłonięty całowaniem mnie i pokazaniem mi, jak się za mną stęsknił, chociaż ostatni raz widzieliśmy się nawet nie dwanaście godzin temu. Gdy ustami zszedł na moją szyję, kątem oka zobaczyłam bałagan panujący w salonie, do którego wyraźnie się kierowaliśmy.
Dwa dni wcześniej, kiedy w pośpiechu pakowałam się do Cardiff, nie było czasu, żeby po sobie posprzątać, ale z całą pewnością nie nabrudziłam tak, jak to zrobił Ramos, odkąd wrócił do domu. Wszędzie walały się ubrania i puste pudełka po jedzeniu, a na stole stały brudne szklanki i butelki po piwie. Uniosłam brwi wysoko do góry i już przymierzałam się do powiedzenia czegoś na ten temat, gdy Sergio jedną ręką strącił z kanapy wszelkie poduszki i rzucił mnie na nią, a następnie położył się na mnie i znowu zaczął mnie całować, przy okazji próbując odpiąć guziki mojej koszuli.
Leżał na mnie Ramos, a ja myślałam tylko o tym, że mógł tu trochę ogarnąć przed moim przyjazdem.
Chociaż to dlatego, że nie chciałam myśleć o tym, co miało za chwilę nastąpić. Domyśliłam się, do czego zmierzał, kiedy jego dłonie głaskały mnie po odkrytym brzuchu, ale nie bardzo byłam przekonana, czy to aby na pewno była odpowiednia chwila na seks. 
Siedmiogodzinny lot to sporo czasu na przemyślenia. Starałam się wyrzucać z głowy słowa Ikera za każdym razem, kiedy do mnie wracały, bo Sergio zdążył mnie zapewnić, że były nieprawdą, ale wciąż nie wyjaśniliśmy sobie dość istotnych kwestii, jak to, co wiązało się w związku z tym, że zostaliśmy parą „czy coś w tym stylu” i jak to miało wyglądać. Czy wciąż mieliśmy razem mieszkać, tyle że od teraz spać w jednym łóżku, czy może lepiej byłoby, gdybyśmy zdecydowali się kupić nowy dom, zważywszy na to, że to tu próbował tworzyć rodzinę z Pilar?
No i co z Juniorem? Za nic w świecie nie zamierzałam zastępować mu matki, bo jedną już miał, i dlatego uważałam, że ważne było wyznaczenie pewnych granic w tej sprawie. Nie mogliśmy zachowywać się nieodpowiedzialnie i lekceważyć istotne rzeczy, jeżeli traktowaliśmy siebie poważnie i wiązaliśmy ze sobą przyszłość. 
Możliwe, że przesadzałam, bo on chciał się tylko ze mną kochać, a nie od razu żenić i robić dzieci.
Nie to, że ja tego nie odwzajemniałam. Po prostu nie uprawiałam seksu od prawie dwóch lat i czułam, że wyszłam z wprawy, przez co zaczynałam się denerwować. Jasne, że byłam pewna, że dla Ramosa liczyło się jedynie to, że byliśmy razem i nie mogłam go niczym rozczarować, zwłaszcza, że wyglądał na tak zajętego sprawianiem mi przyjemności, że chyba nie interesowało go, czy planowałam mu się zaraz odwdzięczyć tym samym. 
Ale kiedy Sergio wsadził mi dłonie pod plecy i zaczął szukać zapięcia mojego stanika, położyłam mu ręce na klatce piersiowej i odepchnęłam go od siebie. Spojrzał na mnie zdezorientowany, a ja sapnęłam, wciąż próbując złapać oddech po jego zachłannych pocałunkach:
— Po prostu… przystopuj na chwilę.
— Chodzi o zabezpieczenie? — zapytał i ściągnął przez głowę białą koszulkę, a potem cisnął nią gdzieś w kąt. — Bez obaw, mam paczkę gumek w szufladzie…
— Nie, nie o to mi chodzi — powiedziałam i dopiero wtedy dotarło do mnie, że to też było ważne, a ja w ogóle o tym nie pomyślałam. Wpadka to było ostatnie, czego potrzebowałam. — Czy my… Czy nie powinniśmy o tym porozmawiać?
— O seksie? — Sergio zmarszczył brwi. — Myślałem, że ty i Alonso…
— Nie, nie — zaprzeczyłam szybko, czując, że robiłam się czerwona na twarzy, i odepchnęłam go od siebie, tak, że wylądował na drugim końcu kanapy. Podniosłam się łokciami i zaczęłam zapinać guziki bluzki. — Chodzi mi o to wszystko. 
Ramos patrzył na mnie z niezrozumieniem. Jego włosy były rozczochrane, przez co wyglądał dość zabawnie, ale ja za bardzo byłam zdenerwowana, żeby się roześmiać.
Trudniejsze od uprawiania seksu po dwóch latach posuchy było tylko rozmawianie o tym.
— O nas? — spytał mnie Sergio i rozsiadł się wygodnie, kładąc rękę na oparciu kanapy. W odpowiedzi pokiwałam głową. — Carter, jesteś pewna, że chcesz teraz o tym rozmawiać?
— A kiedy mielibyśmy o tym porozmawiać? — zmarszczyłam czoło, gdy podkreślił wyraz „teraz”.
— Po seksie — odparł, jakby to było coś oczywistego. — Jeżeli się rozmyśliłaś i zamierzasz mnie rzucić po niecałym dniu, to chciałbym ci pokazać, co stracisz…
— Nie chcę cię rzucać — zaoponowałam prędko, zanim wdał się w szczegóły. — Chcę tylko o tym porozmawiać, jak to ma wyglądać i tak dalej. Bo, jak dotąd, nie potrafiliśmy się ze sobą dogadać. Nie wierzyłeś mi, gdy mówiłam ci, że mi na tobie zależy, no i wciąż pozostaje kwestia Xabiego oraz twojego syna, nie wspominając już nawet o Pilar… Jeszcze to, czy będziemy mieszkać razem, czy może powinnam się wyprowadzić, bo to za szybko…
— Carter, oddychaj. — Sergio przerwał mój monolog i wyciągnął ręce, żeby złapać mnie mocno za ramiona.
Wzięłam głęboki wdech i wydech. Od razu poczułam się lepiej, bo przez ten słowotok zaczęłam hiperwentylować. 
— Jeżeli koniecznie chcesz o tym porozmawiać, to nie ma problemu — powiedział spokojnie czułym głosem i pogłaskał mnie po ramionach, patrząc mi prosto w oczy. — Mogę rozwiać wszelkie twoje wątpliwości. Co ty na to?
Pokiwałam głową, wciąż całą uwagę skupiając na tym, by nie zapomnieć, jak się oddychało.
— Wiem, że niełatwo przychodziło nam dogadanie się — mówił bardzo wolno; najwyraźniej próbował starannie dobierać słowa, żeby nie zwiększyć mojego zdenerwowania. — Nie będę zaprzeczać, że to nie była moja wina. Wściekałem się na ciebie za swoje domysły, zamiast po prostu zapytać cię o to, co czułaś. Nie zrobiłem tego dlatego, że nie umiałem ci zaufać. Jeszcze kilka dni temu całowałaś się z Alonso, a ja chyba mam jakiś kompleks na jego punkcie. Ale teraz ci wierzę.
— Naprawdę? — szepnęłam, a w środku czułam się, jakbym się roztapiała. 
— Naprawdę — potwierdził i spojrzał na mnie z tym dziwactwem w oczach, czyli miłością. — Kiedy powiedziałaś mu, że chcesz ze mną być, nie tylko w nim coś pękło. We mnie również. Wiesz, ta blokada, która wstrzymywała mnie przed zaufaniem ci. 
— Ooooch — westchnęłam i pochyliłam się, żeby go pocałować. Pokręcił jednak głową i odciągnął mnie od siebie. 
— Mój syn jest najważniejszy, Carter — ciągnął, zmieniając głos na bardziej poważny i stanowczy. — To przeze mnie nigdy nie będzie miał pełnej rodziny, ale to nie oznacza, że chcę, żeby na tym ucierpiał. Dlatego zależy mi, żebyś wiedziała, że jeżeli będę musiał wybrać pomiędzy tobą a nim, wybiorę jego. Jego, nie Pilar. Żebyś o tym pamiętała, czy to jasne?
Przytaknęłam. Jeszcze raz spróbowałam go pocałować, ale znowu mi na to nie pozwolił.
— Pilar nie jest Nagore — rozwiał kolejną obawę z mojej listy. — Nie będzie knuła żadnych infantylnych intryg, żeby nas poróżnić. Zawsze będę jej dozgonnie wdzięczny za Juniora, ale oboje zamknęliśmy ten rozdział. Masz się jej nie obawiać, nie robić scen i, przede wszystkim, mi ufać, tak, jak ja zaufałem tobie w sprawie Alonso. Dobrze?
— Dobrze, a teraz…
— Ostatnia rzecz — powiedział, wciąż nie dając mi się dotknąć. — Mieszkamy razem. Dzielimy tę samą sypialnię, śpimy w tym samym łóżku. Możemy nawet brać wspólne kąpiele albo prysznice, jeśli będziesz miała na to ochotę. Jesteśmy parą w całkowitym znaczeniu tego słowa, już bez żadnego „czy coś w tym stylu”. I to nie jest za szybko, bo czekałem na ciebie bite dwa lata. Chyba bym oszalał, jeżeli mielibyśmy teraz przystopować. 
Złapałam go za głowę i przyciągnęłam do siebie, żeby wreszcie go pocałować, długo i namiętnie. Kiedy skończyłam, Ramos z powrotem zaczął na mnie patrzeć wzrokiem przepełnionym miłością, ale tym razem mi to nie przeszkadzało. 
W końcu byliśmy teraz parą z prawdziwego zdarzenia. 
— Możemy już uprawiać seks? — szepnął, dysząc ciężko od moich pocałunków. — Bo naprawdę zaraz zeświruję.
Roześmiałam się i znowu go pocałowałam. W brzuchu poczułam to miłe ukłucie, które ludzie lubili nazywać motylami i które najprawdopodobniej oznaczało szczęście albo podniecenie, nie umiałam stwierdzić.
 Ale czułam się szczęśliwa. Ramos, dzięki temu, że był taki konkretny, rozwiał wszystkie moje wątpliwości. No i musiałam przyznać, że bardzo mnie kręciło to, jak dojrzale podchodził do naszego związku. Zapewne więc byłam też przez to podniecona. 
Gdy jego dłonie na nowo błądziły po moim odsłoniętym brzuchu, a my całowaliśmy się łapczywie, nie przestawałam się dziwić, że nie robiliśmy tego wcześniej. To znaczy, dwa lata temu był strasznym dupkiem i za nic w świecie nie dałabym mu się tak obmacywać, pomijając chwilę słabości na weselu Sary i Ikera, gdzie przez durnego szampana straciłam rozum, ale teraz byłam w szoku, że tak długo się przed tym wstrzymywałam. W końcu, kiedy zaczynał się ze mną wykłócać i działać mi na nerwy, mogłam go po prostu pocałować. Wkurzał mnie, ale przynajmniej czerpałabym z tego jakieś korzyści. 
Jak w tej chwili. 
Nie zawędrowaliśmy jednak za daleko. Kiedy Sergio znowu wziął się za odpinanie mojej koszuli, a ja grzebałam przy jego rozporku, zadzwonił dzwonek do drzwi. Spojrzeliśmy na siebie; ja nie spodziewałam się gości, a Ramos miał dzisiaj wolne, bo treningi zaczynały się dopiero od jutra.
Aż wreszcie opadł na mnie, niechcący uderzając przy tym swoim czołem o moje. 
— Cholera — jęknął pod nosem.
— Co się stało? — spytałam z przejęciem i pogłaskałam go po plecach.
— Zapomniałem, że Pilar miała mi dzisiaj przynieść Juniora — mruknął i zaczął podnosić się z kanapy, a potem w popłochu szukać swojej koszulki. — Popraw się, później do tego wrócimy.
Zrobiłam zdezorientowaną minę, bo wszystko działo się tak szybko, ale kiedy Sergio zniknął w przedpokoju, spróbowałam się ogarnąć i zerwałam się na równe nogi, chcąc choć nieco tu posprzątać, żeby Pilar niczego sobie nie pomyślała. Nie obawiałam się jej, ale jednak wolałam wyjść na trochę odpowiedzialną osobę, która zajęła jej miejsce w tym domu.
To wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że jeżeli ja i Ramos mieliśmy przed sobą wspólną przyszłość, to nie chciałam jej budować tutaj, gdzie przeżył tyle wspaniałych chwil z matką swojego syna. Potrzebowałam czegoś nowego, choć nie czułam się jeszcze na tyle odważna, aby mu o tym wspomnieć, więc zepchnęłam tę myśl gdzieś na bok. 
Nie udało mi się nawet sprzątnąć połowy, gdy weszli do salonu. Sergio trzymał Juniora w ramionach, który sobie smacznie spał, a Pilar wyglądała na zmęczoną. Miała na sobie dżinsy, płaskie buty i ubrudzoną koszulkę; włosy spięła w kucyka, dzięki czemu idealnie widziałam jej piękną twarz. Nie przypominała złej czy rozczarowanej, że mnie tu zastała, była bardziej jak ktoś, kto potrzebował porządnej dawki snu.
Ale co ja tam mogłam wiedzieć. Pewnie wyglądałam śmiesznie, taka nieumalowana i z rozwaloną fryzurą, nie wspominają już o tym, że byłam praktycznie pewna, że źle zapięłam guziki.
— Cześć — powiedziałam do niej niepewnie i odłożyłam ubrania, które trzymałam w rękach, na najbliższy fotel. — Miło cię widzieć. 
 — Ciebie również — przywitała się, uśmiechając się przy tym lekko. — Właściwie, to cieszę się, że na ciebie trafiłam.
— Poważnie? — pisnęłam, bo nie umiałam ukryć swojego zdziwienia. Wiedziałam, że to było idiotyczne, więc odchrząknęłam i poprawiłam swoją bluzkę. 
Ramos zaczął wycofywać się z pokoju.
— Pójdę położyć Juniora — wyjaśnił i zrobił w moją stronę wymowną minę. Po prostu nie mogłam uwierzyć, że zostawiał mnie z nią samą.
Oczywiście nie zapomniałam tego, co mi przed chwilą powiedział; o tym, że nie musiałam się jej bać. Starałam się mu wierzyć, ale to i tak było bez znaczenia, bo przez głowę przeszła mi myśl, że za tą uprzejmością coś się kryło. Jak groźba albo pobicie.
Tyle że Pilar musiała być myślami gdzieś indziej, bo rozejrzała się po salonie, aż w końcu usiadła na kanapie, na której dosłownie minutę temu obściskiwałam się z Sergio, i spojrzała na mnie przyjaźnie.
— Chciałabym cię o coś poprosić — powiedziała wreszcie. 
Tak mnie tym zdziwiła, że aż opadłam na oparcie fotela, bo tylko to znajdowało się najbliżej mnie i było w stanie ochronić mnie przed upadkiem na podłogę. 
— Nie martw się, to nic złego — dodała natychmiast na widok mojej reakcji. — Chodzi o twoją babkę. 
— Co z nią? — spytałam i odetchnęłam z ulgą, bo naprawdę bałam się, że zamierzała mnie poprosić o oddanie jej Ramosa czy coś w tym stylu.
— Jestem świadoma, że możesz poczuć się urażoną tą prośbą — zaczęła nieśmiało, wyraźnie starając się wyjść na taktowną. — Niedawno ją pochowałaś i zapewne wciąż jesteś w żałobie…
— Nie — weszłam jej w słowo, na co Pilar zmarszczyła brwi. — To znaczy, my nie byłyśmy ze sobą jakoś nadzwyczajnie blisko. W zasadzie, to przez ostatnie dwa lata prawie ze sobą nie rozmawiałyśmy, więc nie, nie opłakuję jej. Cokolwiek to jest, nie urazisz mnie. 
Pilar pokiwała głową, robiąc przy tym dziwną minę. Wiedziałam, że spodziewała się zupełnie innej reakcji z mojej strony, ale ja nigdy przed nikim nie ukrywałam, że z Evelyn nie miałyśmy jakiejś mocnej więzi. Było mi przykro, że umarła, bo śmierć sama w sobie była smutna, ale nic poza tym. 
Dlatego nie dbałam o to, co sobie Pilar wtedy o mnie pomyślała. Ale szybko się z tego otrząsnęła, bo od razu przeszła do dalszego wyjaśniania swojej prośby.
— 17. sierpnia wypada czterdziestolecie pracy Evelyn jako dziennikarki sportowej — tłumaczyła. Przytaknęłam kiwnięciem głowy, udając, że miałam o tym jakiekolwiek pojęcie. No, bo czterdzieści lat? — Nie wiem, czy wiesz, ale ja jestem dziennikarką. No i my, dziennikarze z całego świata, bardzo podziwiamy twoją babkę i chcielibyśmy urządzić jej benefis. 
— W porządku — powiedziałam i wzruszyłam ramionami, bo było mi wszystko jedno. — Nie rozumiem tylko, czego oczekujesz ode mnie.
— Przede wszystkim chcielibyśmy, abyś była gościem honorowym. — Gdy Pilar zobaczyła, że otwierałam usta, aby jej zaoponować, ciągnęła, nie dając mi dojść do słowa: — Sprawdziliśmy to, Carter, jesteś jej jedyną żyjącą krewną. Jej rodzice nie żyją, a ona była jedynaczką, na dodatek mąż i jedyny syn również zmarli. Tylko ty byłaś z nią tak blisko; w końcu po śmierci rodziców sporo czasu u niej spędziłaś. 
— Mówiłam ci, że nie byłyśmy blisko — mruknęłam przez zaciśnięte zęby. — Nie mam nic miłego do powiedzenia na jej temat.
— No to nie musiałabyś nic mówić — odparła Pilar jakoś wyjątkowo poruszona. — Wystarczy, że się pokażesz. Wbrew pozorom, pogrzeb Evelyn był zamkniętą uroczystością i nie wszyscy mieli szansę ją pożegnać. Ale nikt nie każe ci z tymi ludźmi rozmawiać, złożą ci tylko kondolencje i będziesz miała spokój. Proszę, Carter, pozwól nam uczcić jej pamięć. 
— Coś mi się wydaje, że chcesz czegoś więcej — rzuciłam podejrzliwie.
Pilar spuściła wzrok, jakbym ją właśnie przejrzała, a ona nie miała w zapasie planu b. Zeszłam z oparcia fotela, aby usiąść w nim jak człowiek i popatrzałam na nią.
— Powiedz, o co chodzi — powiedziałam.
— No cóż… — westchnęła i podniosła głowę. — Chcielibyśmy wystawić urnę z jej prochami jako eksponat. A z jej nagród, wyróżnień i zdjęć stworzyć takie małe — z braku laku lepszego słowa — muzeum. Podawano by jej ulubione jedzenie, ściągnęlibyśmy najlepszych artystów, którzy śpiewaliby jej ukochane piosenki, byłby szampan i tańce. W skrócie, to byłoby coś wielkiego, żeby pożegnać twoją babkę tak, jak należy. 
Nawet jeżeli mnie się to nie podobało i tego nie chciałam, to było to coś, co sprawiłoby Evelyn ogromną przyjemność. Ona wręcz kochała, kiedy ludzie się nią zachwycali.
Nie było więc sensu odmawiać. 
— Wszystko znajduje się w skrytce bankowej — powiedziałam i zabrzmiałam, jakbym była tym zmęczona. — Możemy tam pojechać, ale to za jakieś dwie godziny, bo najpierw muszę się wykąpać i przebrać.
— Mówisz poważnie? — Pilar aż podskoczyła. 
Wzruszyłam ramionami.
— Evelyn tego właśnie by chciała — odparłam. — Chciałaby, żeby cały świat wielbił ją nawet po jej śmierci.
Pilar roześmiała się, chyba sądząc, że ja żartowałam. Wstała podekscytowana z kanapy i podeszła do mnie, żeby — przynajmniej tak przypuszczałam — uściskać mnie z wdzięczności. Tyle że tego nie załapałam i, zamiast się podnieść, wyciągnęłam w jej stronę rękę. Uścisnęła ją ze znacznie mniejszym entuzjazmem. 
Zanim jednak wyszła z salonu, rzuciłam do niej jeszcze:
— Mam tylko jeden warunek. — Kiedy Pilar odwróciła się w moją stronę, wyjaśniłam: —Wpiszesz na listę gości agenta nieruchomości, Troy’a Creswella.