20 lipca 2015

20. Wciąż chcę ciebie

Upicie się w samolocie nie było moim najrozsądniejszym pomysłem, ale za to jedynym, który był w stanie pomóc mi znieść towarzystwo Xabiego przez cały lot do Cardiff. Bo po tym, jak wyznałam mu, że chciałam być z Ramosem, zrobił się jeszcze bardziej wkurzający i zaczął zachowywać się, jakbym mu nadepnęła na odcisk. A pierwsza klasa w swojej ofercie miała naprawdę niezłe drinki. To właśnie dzięki — i tylko — nim udało mi się nie zwariować.  
Oczywiście nie planowałam tego powtarzać. Przynajmniej dopóki nie zostałam skazana na siedzenie obok niego na trybunach przez następne dziewięćdziesiąt minut, ponieważ Xabi postanowił być tak uprzejmy i zabrać mnie na mecz. Za prośbą Ramosa, ale i tak. Wtedy pomyślałam sobie, że żeby z nim wytrzymać, musiałam się najpierw napić.
A może przemawiał przeze mnie ten nieznośny ból głowy, na który nie podziałała żadna kawa ani nawet rosół, który zjadłam w hotelu, i dlatego wydawało mi się, że moją ostatnią deską ratunku był koktajl. Obojętnie jaki, nie zamierzałam wybrzydzać. 
Ale nie byłam w The Vale Resort ani nie leciałam pierwszą klasą, tylko siedziałam na tym głupim stadionie. Tu najlepszy koktajl, jaki mogłam dostać, to woda gazowana. Xabi już tego dopilnował.
Poza tym wcale nie chciałam jechać na ten mecz. Niewiele z tego wszystkiego zapamiętałam, ale na pewno nie byłam śpiąca, kiedy kładłam się na łóżku Ramosa. Jednak, jakimś cudem, obudziłam się w swoim pokoju, który zarezerwował dla mnie Xabi. Właściwie to on wyrwał mnie ze snu i kazał się zbierać. 
Najpierw zmusił mnie do zjedzenia rosołu i wypicia kawy, a później wygonił pod prysznic, ciskając we mnie czystymi spodniami i koszulą. Kofeina nie do końca mnie rozbudziła, więc wszystkie te czynności wykonywałam jak w transie; byłam tak zmęczona, że nawet się nie umalowałam, tym samym zostawiając te brzydkie sińce pod oczami, i związałam włosy dla świętego spokoju, bo nie chciało mi się ich układać. Chociaż wciąż miałam dość siły, żeby się krzywić i pokazać Xabiemu swoje niezadowolenie. Ale on tylko zwrócił mi uwagę na źle zapięte guziki. 
Zaczął na mnie spoglądać dopiero, kiedy siedzieliśmy w taksówce wiozącej nas na Cardiff City Stadium, gdzie odbywał się mecz o Superpuchar Europy. Za którymś razem, gdy zobaczył, że na mojej twarzy wciąż widniał grymas, nie wytrzymał i mruknął przez zaciśnięte zęby:
— To dla Ramosa. — Kiedy zmarszczyłam brwi, nie bardzo rozumiejąc, dodał: — Zależy mu, żebyś tam dzisiaj była. 
No to przestałam się dąsać. A przynajmniej tak, żeby to było widoczne.
Byłam trochę wybita z rytmu przez to, że tak mało rzeczy pamiętałam. Nie miałam bladego pojęcia, co się między nimi wydarzyło, a coś musiało, skoro Xabi zabierał mnie na mecz, bo tak chciał Ramos. Nie wiedziałam, czy ich pojednanie nastąpiło jeszcze w lobby, czy zaraz po moim zaśnięciu. A kiedy spytałam Xabiego, czy byłby tak uprzejmy i mi to wszystko wyjaśnił, poprosił mnie tylko, żebym dała mu spokój. Niezbyt miłym tonem. 
Ale kiedy ja poprosiłam, żeby dał mi spokój z tym całym meczem, to mnie zmroził wzrokiem i kazał nie dyskutować. Zabrzmiał przy tym jak mój ojciec, kiedy zaczynało mu brakować argumentów podczas naszych kłótni, chociaż bardzo głupio było mi tak stwierdzać o facecie, z którym kiedyś uprawiałam seks. Szybko więc wyrzuciłam tę myśl z głowy i darowałam sobie ciągnięcie tej dyskusji. 
Przed stadionem czekała chmara kibiców, szczególnie tych, którzy nie wybierali się na mecz, ale chcieli zobaczyć swoich ulubionych piłkarzy, oraz, oczywiście, dziennikarze. Założyłam okulary przeciwsłoneczne, zanim wyszłam z taksówki, żeby nikt mnie nie rozpoznał i żebym nie oślepła od blasku fleszy, a po wyjściu z auta Xabi złapał mnie mocno za ramię i pociągnął za sobą, prosto w ten tłum. Na szczęście w pobliżu kręcili się ochroniarze i to z ich pomocą udało nam się przedostać do środka. 
Pewnie powinnam być do tego przyzwyczajona, ale nie byłam. Przez ostatnie dwa lata trzymałam się raczej na uboczu i starałam się nie wychylać, a kiedy pojawiłam się na pierwszych stronach gazet kilka dni temu, zniechęciłam się jeszcze bardziej do tego całego cyrku.
Wiedziałam jednak, że musiałam zacząć tolerować media, jeżeli chciałam być z Ramosem, bo były one nieodłączną częścią jego życia. Ale byłam pewna, że nigdy bym ich nie polubiła. 
Idąc korytarzami, które kiedyś ciągle przemierzałam, gdy wykonywałam tę durną „pracę” dla Mourinho, którą dał mi tylko dlatego, że leciał na moją babkę, odetchnęłam z ulgą. Tu nie było natarczywych fanów i paparazzi, chociaż i tak znajdowali się ludzie, którzy zatrzymywali Xabiego i go zagadywali. W tym czasie ściągnęłam okulary i zaczęłam wypatrywać Ramosa, bo najwyraźniej to do niego szliśmy, skoro od razu nie skierowaliśmy się na trybuny. Zobaczyłam go dopiero przy wejściu do ich szatni, gdzie rozmawiał o czymś z Pepe i Marcelo.
Natychmiast przyspieszyłam kroku, na co moje serce nie pozostało obojętne. Czy, gdy byłam pijana, powiedziałam mu coś, czego nie powinnam była mówić? 
Zrobiłam się jeszcze bardziej niespokojna, gdy na mój widok uśmiechnął się tak szeroko, że widać było wszystkie jego zęby. Potem ruszył w moim kierunku, żeby spotkać się ze mną w połowie drogi. Skoro miałam luki w pamięci, nie wiedziałam, czy mogłam go przytulić czy raczej pocałować, a może tylko potrzymać go za rękę. Ostatecznie postawiłam na odwzajemnienie uśmiechu, chociaż nie szczerzyłam się tak jak on.
— Dzięki, że ją przyprowadziłeś. — Ramos zwrócił się do Xabiego, który nagle znalazł się tuż za mną, i uścisnęli sobie dłonie. A to ci zaskoczenie.
Xabi nie zamierzał jednak nam przeszkadzać; skinął na nas głową i poszedł do Pepe i Marcelo, którym pomachałam na powitanie. Mimo że za chwilę grali dosyć ważny mecz, nie wyglądało na to, żeby optymizm ich opuścił. Domyśliłam się, dlaczego. 
— Nie powiedziałeś im o Ikerze — rzuciłam, kiedy zniknęli w szatni, i wsadziłam dłonie do tylnych kieszeni dżinsów. Potem przyjrzałam się Sergio; był już przebrany, a z nerwów co chwilę przeczesywał włosy.
— Nie wiem, czy w ogóle im powiem — stwierdził, wzruszając ramionami, i od razu zmienił temat. — Naprawdę fajnie, że przyszłaś.
— Musiałam — jęknęłam, na co Ramos się uśmiechnął. Czyli to teraz robiliśmy, to znaczy uśmiechaliśmy się do siebie. — Wiesz, wolałabym zostać w hotelu i pójść spać. A jak nie, to chociaż się czegoś napić…
— Czy możesz mi obiecać, że darujesz sobie alkohol, dopóki nie wrócimy do Madrytu? — poprosił, nie dając mi dokończyć. Jego uśmiech zrobił się przy tym jakiś inny, jakby chciał nim podkreślić, że to faktycznie była prośba a nie kazanie. I jakby był pewien, że zamierzałam go posłuchać.
Jeżeli wyznałam mu, że chciałam z nim być, to wolałabym to raczej zapamiętać. A już z całą pewnością chciałabym znać jego reakcję i, tym bardziej, odpowiedź.
Czy my byliśmy parą?
— Czyli mogę wrócić do hotelu? — zapytałam całkiem poważnie, mimo że nie to pytanie chodziło mi po głowie.
W odpowiedzi Sergio się roześmiał. Zupełnie tak, jakbym mu właśnie opowiedziała słaby żart, ale śmiał się, bo mnie lubił.
Coś tu zdecydowanie było nie tak. 
— Okej, załapałam — mruknęłam do siebie, widząc, że nie brał mnie na serio, a ja nie chciałam się w to zagłębiać.
Westchnęłam ciężko i rozejrzałam się po korytarzu, a kiedy mój wzrok znowu zatrzymał się na Ramosie, zaczął mi się dziwnie przyglądać. I nie przestawał się uśmiechać. 
— Przerażasz mnie — powiedziałam, marszcząc czoło. — Czy coś się między nami wydarzyło, gdy byłam pijana i nie kontaktowałam ze światem? 
— A niczego nie pamiętasz? — spytał i, nie wiedząc czemu, zmarkotniał.
— Niewiele — odpowiedziałam zgodnie z prawdą. — Ale z góry przepraszam, jeżeli zrobiłam albo powiedziałam coś złego.
— Nie, nie — rzucił szybko, z niecierpliwością w głosie. Wydawało mi się, że próbował mnie okłamać. — Niczego nie zrobiłaś. Wybacz, muszę lecieć…
Odwrócił się na pięcie i po chwili już go nie było, zniknął w szatni. Nawet się nie obrócił, żeby rzucić mi ostatnie spojrzenie, jedno z tych dziwacznych, którymi mnie obdarzał, odkąd przyszłam. Potem wyszedł Xabi i w ciszy ruszyliśmy na trybuny.
To jasne, że nie uwierzyłam Ramosowi. Musiałam coś zrobić, skoro tak zareagował na wieść, że tego nie pamiętałam. Ale równie dobrze mógł sobie darować obrażanie się i mi to przypomnieć, prawda? 
Nie dawało mi to spokoju, więc w końcu pękłam i spróbowałam po drodze wypytać Xabiego, czy czegoś przypadkiem nie wiedział, biorąc pod uwagę, że stosunki między nim a Sergio wyraźnie uległy pozytywnej zmianie. On tylko na mnie spojrzał, szczerze zaskoczony, i zapytał mnie, czy ja naprawdę miałam takie luki w pamięci. Przytaknęłam, a wtedy popatrzył na mnie jeszcze trochę, aż wreszcie stwierdził, że to nie była jego sprawa. Kiedy zaczęłam na niego naciskać, żeby mi chociaż powiedział, czy Ramos był moim chłopakiem czy czymś w tym rodzaju, zbył mnie, mówiąc, że to nie z nim powinnam o tym rozmawiać.
Do takiego wniosku to ja doszłam sama. Tyle że ta rozmowa oznaczała koniec dziwnych spojrzeń i uśmieszków i rozpoczynała serię kłótni oraz wzajemnych pretensji. Czyli najwcześniej musiała odbyć się po powrocie do Madrytu, bo nie zamierzałam rozpraszać Ramosa w trakcie meczu, ani tym bardziej psuć mu humoru po ewentualnej wygranej. Chyba że by przegrali, ale w to akurat wątpiłam. 
Na trybunach, oprócz Xabiego, wylądował Fernando Pacheco, obecnie trzeci bramkarz Realu, którego spotykałam po raz pierwszy. Uścisnął mi rękę na powitanie i wyglądał na sympatycznego gościa. Nacho kojarzyłam z treningów dwa lata temu, chociaż nie znaliśmy się za dobrze, a z Samim Khedirą rozmawiałam kilka razy. Wszyscy ubrali garnitur i wydawali się optymistycznie nastawieni do tego, co zaraz miało wydarzyć się na boisku. 
Nie miałam nic przeciwko ich towarzystwu, ponieważ żaden z nich nie próbował mnie na siłę zagadywać. Nie wspominając o Xabim, który ciągle mnie zaczepiał, żebym schowała telefon i zaczęła zwracać uwagę na to, co działo się na murawie.
Nic nie mogłam poradzić na to, że nie przepadałam za piłką nożną, mimo że moja babka była dziennikarką sportową, a tata ogromnym fanem ligi angielskiej. Dla mnie to było bez sensu takie latanie za piłką przez ponad półtorej godziny. Może zrobiłoby się ciekawiej, gdyby piłkarze biegali bez koszulek, ale zauważyłam, że oni woleli rozbierać się dopiero po ostatnim gwizdku. Czasem było fajnie, kiedy zaczynali się awanturować albo wdawali się w bójki, ale poza tym — nuda. 
Starałam się jednak nadążać za wydarzeniami na boisku. Kiedy Xabi się wkurzał, to i ja udawałam niezadowolenie z powodu decyzji sędziego albo jak któryś z naszych spudłował i nie trafił do bramki. Chociaż musiałam przyznać, że gdy Cristiano, dzięki asyście Bale’a, strzelił gola, moja radość była prawdziwa. Kibicowałam im i życzyłam im wygranej, nawet jeżeli totalnie nie rozumiałam sensu tego sportu.
Po pierwszej połowie piłkarze i kibice Realu byli w wyjątkowo dobrych humorach, ale ich euforia była nie do opisania, gdy zaczęła się druga część meczu i już w czwartej minucie Cristiano zaliczył kolejną bramkę, tym razem z pomocą Karima. W tamtej chwili wynik stał się dla mnie przesądzony i nie wierzyłam, żeby Sevilli udało się odrobić straty. Tyle że Xabi, Pacheco, Nacho i Khedira wciąż przeżywali każdą sytuację na boisku, co było dość urocze. 
Dopiero przy końcówce spotkania Xabi wyluzował. Opadł na to niewygodne krzesło, na którym przesiedziałam prawie dwie godziny, i spojrzał na mnie. Był pewien, że Real miał zwycięstwo w kieszeni, więc uśmiech nie schodził mu z twarzy. 
Dawno nie widziałam go takiego szczęśliwego, jak właśnie w tamtej chwili. Mimo że nie mógł zagrać, przeżywał ten mecz dokładnie tak samo, jakby to robił, gdyby biegał po murawie. Pomyślałam, że dobrze, że w jego życiu było jeszcze coś takiego, co przynosiło mu taką ogromną radość. 
— Buzia cię nie boli? — spytałam, odrywając wzrok od ekranu telefonu. — Cieszysz się jak głupi do sera. 
Xabi parsknął śmiechem, na co ściągnęłam brwi. Czy ja naprawdę byłam taka zabawna, czy to faceci zwariowali dzisiaj do reszty?
— Wiesz, lubię, kiedy jest między nami tak miło — powiedział. Wzięłabym to za sarkazm, ale ton jego głosu dobitnie sugerował mi, że on naprawdę tak myślał. — Wtedy żadne z nas nie mówi sobie niemiłych rzeczy.
— A kiedy ja ci niby powiedziałam coś niemiłego? — zapytałam, może trochę za głośno, ale nikt na nas uwagi nie zwrócił.
— Miałem na myśli twoje wyznanie — odparł. Słychać było, że już zaczynał żałować, że w ogóle zdecydował się odezwać. — O tym, że chcesz być z Ramosem.
To było tą niemiłą rzeczą? Usłyszenie prawdy i to bezpośrednio ode mnie? 
Mógł się przynajmniej ucieszyć, że byłam wobec niego na tyle fair, żeby sama mu to powiedzieć, zamiast wyręczać się jakimś głupim oświadczeniem. Najlepsze w tym wszystkim było to, że kiedy mu to wygarnęłam, starając się zachować przy tym spokój, Xabi skrzywił się tak samo, jak wtedy na lotnisku. 
— Nie rób scen — skarcił mnie. Może nie mówiłam szeptem, ale z całą pewnością nie wydzierałam się tak, jak kibice Realu po ostatnim gwizdku sędziego. 
Ja robię sceny? — warknęłam i wskazałam na siebie palcem. — To ty rzucasz jakieś chore aluzje, żeby tylko wywołać kłótnię.
— Nieprawda — zaprzeczył przez zaciśnięte zęby. 
— Nie? — powtórzyłam, jakbym nie dosłyszała. — Sam zacząłeś tę paplaninę o uczuciach, a teraz masz do mnie pretensje o to, że chciałam być wobec ciebie szczera. 
— Możemy o tym teraz nie rozmawiać? — wydukał, ledwie poruszając ustami, a potem wstał z krzesła, żeby dołączyć do kolegów, którzy zaczęli skakać z radości.
Pozostało mi jedynie załamać ręce. To on zaczął, ale tak odwrócił kota ogonem, że to ja wyszłam na tą złą, bo poczuł się zraniony z powodu moich słów. Gdybym mu nic nie powiedziała i z dnia na dzień zaczęła być z Ramosem, zapewne też by się na mnie wkurzył. Logika facetów potrafiła czasem porządnie dobić. 
Khedira, Nacho, Pacheco i Xabi ruszyli na dół, żeby odebrać medale. Ten ostatni obejrzał się jeszcze za mną, nawet otworzył usta, żeby coś dodać, aż w końcu machnął ręką i przyłączył się do reszty. Pewnie chciał kazać mi zostać na miejscu, mimo że nie zamierzałam się stamtąd ruszać, bo wtedy nie wiedziałam, ile to miało potrwać.
Gdy wreszcie Iker uniósł puchar, a piłkarze i kibice Realu zaczęli wiwatować jak opętani, przeszło mi przez myśl, że to właśnie takie chwile ich jednoczyły. Nawet jeżeli Casillas zachował się wobec Xabiego bardzo niefajnie, to potrafili odłożyć swoje spory na bok i wspólnie cieszyć się zwycięstwem. Szczerze mówiąc, wzruszał mnie ten widok, więc uznałam, że to najwyższa pora, żeby sobie pójść. Podniosłam się z krzesła i skierowałam w stronę wyjścia, przedzierając się przez rozwydrzony tłum.
Byłam gdzieś w połowie drogi, gdy długi korytarz wypełnił odgłos czyjegoś biegu. Odsunęłam się na bok, żeby zrobić temu komuś przejście, ale okazało się, że chodziło mu o mnie, kiedy zatrzymał się tuż obok.
To był Ramos. Bez koszulki, którą przełożył sobie przez ramię, ze spoconą klatką piersiową i złotym medalem wiszącym na szyi. Jego radość z powodu zwycięstwa była nie do ukrycia; uśmiechał się równie szeroko, co wtedy, gdy zobaczył mnie przed meczem. Nie zdążyłam jednak tego skomentować, bo złapał mnie za ramiona i przygwoździł mocno do zimnej ściany. Jęknęłam cicho z bólu, ale Sergio mnie nie puścił, jakby nie zamierzał dawać mi szans na ucieczkę.
Na dodatek znajdował się przy mnie tak blisko, że pomiędzy naszymi ciałami nie było wolnej przestrzeni. Gdy zadarłam głowę, mogłam go co najwyżej pocałować w podbródek, jeżeli miałam taką ochotę.
A nie miałam. Wciąż byłam za bardzo wyprowadzona z równowagi, żeby myśleć o całowaniu.
— Gratuluję — sapnęłam i szarpnęłam się, bo było mi niewygodnie w tej pozycji. Ramos musiał to źle zinterpretować, bo zwiększył nacisk na moich ramionach. Spojrzałam na niego ze złością i dodałam, brzmiąc sarkastycznie: — Zwycięstwa i w ogóle. Świetny mecz. 
Co było kłamstwem, bo przez większość czasu nie miałam pojęcia, co się działo na boisku. 
— Oglądałaś? — zapytał dziwnym głosem, co mogło być uosobieniem jego dziwacznego spojrzenia. Oczy mu przy tym rozbłysły.
— Po to przyjechałam — odparłam i zamarłam w miejscu, nie chcąc już z nim walczyć. Zaczęliśmy w ciszy przyglądać się sobie, aż w końcu zdobyłam się na odwagę i spytałam: — Czy między nami na pewno nic się nie wydarzyło?
— Co masz na myśli? — dopytywał, czym mnie zaskoczył. Spodziewałam się podobnej reakcji do poprzedniej, tej przed meczem.
Wzruszyłam ramionami.
— No nie wiem… Zostaliśmy parą czy coś w tym stylu?
Tym razem wyglądało na to, że zaskoczyłam Ramosa i to na tyle, że przestał na mnie dziwnie patrzeć. Odetchnęłam z ulgą, bo to spojrzenie naprawdę zaczynało mnie przerażać i jednocześnie wkurzać. 
— A mieliśmy? — odpowiedział pytaniem, marszcząc czoło.
Westchnęłam. Z jednej strony zrobiło mi się lżej, że nie powiedziałam mu o swoich uczuciach, bo nie chciałam, żeby dowiedział się o nich tylko dlatego, że wypiłam o jednego drinka za dużo, ale z drugiej spodziewałam się idealnego momentu, by mu to wyznać. Co, jeżeli on miał nigdy nie nadejść? 
— Może coś ci powiedziałam… — zaczęłam, ale wszedł mi w słowo. 
— Nie powiedziałaś mi nic — zapewnił. — Nawet nie wyjaśniłaś, dlaczego się tak upiłaś.
— Och — bąknęłam. Teraz to ja byłam tą zaskoczoną, czułam nawet, że się zarumieniłam. — To przez Xabiego. Zaczął na mnie naciskać i powiedziałam mu coś o tobie… Stał się przez to tak irytujący, że musiałam się napić, żeby z nim wytrzymać… 
— Czyli byłaś trzeźwa, kiedy wyznałaś mu, że chcesz ze mną być? — znowu mi przerwał. I znowu spojrzał na mnie oczami pełnymi tego dziwactwa. 
— Mówiłeś, że nic ci nie powiedziałam — zaprzeczyłam szybko, a w środku zrobiło mi się strasznie gorąco. 
— Bo mi nie powiedziałaś — wyjaśnił głosem, którego nie potrafiłam opisać, ale bardzo miło się go słuchało. — Alonso to zrobił.
Aha. 
Już rozumiałam, dlaczego Sergio tak wcześniej zareagował. Myślał, że byłam pijana, gdy mówiłam Xabiemu, że chciałam z nim być, i wziął to za pijacki bełkot. Kiedy zrozumiał, że byłam całkowicie świadoma swoich słów, wszystko się między nami zmieniło. 
Oczywiście już otwierałam usta, żeby zaprzeczyć, wytłumaczyć się, cokolwiek. Ramos posiadał nade mną przewagę, bo doskonale wiedział, co do niego czułam, podczas gdy ja nie miałam zielonego pojęcia, czy on to odwzajemniał. Ale nie dał mi dojść do słowa; palcami uniósł moją brodę do góry, tak, że nasze usta znalazły się blisko siebie. 
Moje serce zabiło mocno i szybko, domyślając się tego, co za chwilę miało nastąpić. Byłam praktycznie pewna, że Sergio to poczuł, zwłaszcza, że stykaliśmy się ciałami.
Gdy mnie pocałował, wszystko zwolniło. To, co działo się wokół nas, moje serce, nawet Ziemia. Jego pocałunki były takie naturalne, że aż sama się dziwiłam, że nie pozwoliłam mu na nie wcześniej, że było we mnie tyle siły, żeby mu się oprzeć. Całkowicie się temu oddaliśmy, dzięki czemu Sergio przestał tak mocno ściskać moje ramiona, a ja mogłam objąć go w pasie. Skoro taka była jego odpowiedź na moje uczucia, za nic w świecie nie zamierzałam pozwolić mu odejść.
— Teraz można powiedzieć, że zostaliśmy parą — szepnął ochrypłym głosem, kiedy oderwaliśmy się od siebie, żeby zaczerpnąć powietrza, i oparł się czołem o moje. — Czy coś w tym stylu.
Wiedziałam już, co było dziwacznego w jego spojrzeniu.
Miłość.