7 czerwca 2015

18. Czujesz jak to powraca?

— Pomyślałem, że musi ci być zimno.
Najpierw usłyszałam trzaśnięcie drzwiami od samochodu, a następnie jego niski głos tuż za moimi plecami.
Już po chwili Xabi wyciągał ku mnie rękę, w której trzymał moją szarą bluzę, i uśmiechał się przy tym lekko, zachęcająco. Nie mogłam mu zaoponować nawet jakbym chciała, demaskowała mnie gęsia skórka na nagich ramionach. Spieszyliśmy się i kiedy wróciłam do domu Ramosa, żeby się spakować, zdążyłam jedynie zmienić szorty na dżinsy; wciąż miałam na sobie ten sam luźny podkoszulek, który ubrałam rano.
Wzięłam więc bluzę i założyłam ją na siebie.
— Która godzina? — spytałam, zapinając zamek. Telefon zostawiłam w środku i nie miałam ochoty się po niego wracać, bo to oznaczało konieczność odzywania się do Xabiego.
Dlatego właśnie opierałam się o maskę jego samochodu: nie byłam w stanie wysiedzieć z nim w jego aucie przez następne kilka godzin. Nie chciało mi się z nim rozmawiać ani milczeć. Tyle że dzisiejsza, sierpniowa noc w Madrycie nie należała do najcieplejszych. Zwłaszcza że jakieś pół dnia padało i była burza. Znajdowałam się w naprawdę niefajnym położeniu. 
Pojechałam do Xabiego bez konkretnego planu. Po prostu wsiadłam w taksówkę i kazałam kierowcy jechać pod adres, który dał mi Rene, próbując mnie przy okazji wypytać o to, co zamierzałam. Nie mogłam mu tego powiedzieć, bo sama nie bardzo wiedziałam, po co to robiłam. Łudziłam się, że wystarczyło spotkać się z Xabim, a cała reszta miała się sama rozwiązać. Nie traciłam czasu na martwienie się o szczegóły — o to, jak on zareaguje, o to, czy Nagore i ich dzieci będą w domu, albo o to, czy podejmowałam właściwe decyzje. Pomyślałam tylko, że zasłużył, by poznać prawdę, nawet jeżeli ta afera ze zdjęciami nie zaprzątała mu głowy tak bardzo jak mnie.
W życiu nie przyszłoby mi na myśl, że Xabi wpadnie w szał, gdy usłyszy te rewelacje. I to w tak wielki szał, że bez zastanowienia będzie chciał wsiąść w pierwszy lepszy samolot do Cardiff, żeby rozwiązać sprawę z Ikerem raz na zawsze.
No i pojechaliśmy na lotnisko. Z całą pewnością nie brał pod uwagę opcji, żeby wziąć mnie ze sobą, ale kiedy ani mnie, ani tym bardziej Nagore, nie udało się przemówić mu do rozsądku, musiałam to zrobić, musiałam z nim polecieć. Tyle że najbliższy lot do Cardiff (i to jeszcze przez Paryż!) był dopiero o siódmej rano. Postanowiliśmy więc zostać i poczekać. 
To znaczy Xabi postanowił. Stwierdził, że powrót do domów mógłby nam zaszkodzić i rozmyślilibyśmy się: zamiast lecieć do Cardiff, zostalibyśmy w Madrycie i poczekali, aż drużyna wróci z pucharem do Hiszpanii. Miałam wrażenie, że powoli opuszczały go emocje i zaczynał dostrzegać wady swojego planu. Ale był uparty i stanowczo trzymał się swojej decyzji. 
Ja się tym nie zamartwiałam, bo nie było takiej siły na świecie, która byłaby w stanie nakłonić mnie do zmiany zdania. Mimo że z Ramosem nie widziałam się jakiś dzień, zdążyłam się już za nim stęsknić i strasznie nakręciłam się na spotkanie z nim. Zamierzałam pójść za radą Rene i wyznać Sergio, co czułam, oraz ogłosić mu, że chciałam z nim być. Bez względu na to, jaką odpowiedź dla mnie przygotował, byłam gotowa wyznać mu prawdę. 
— Dochodzi północ — odpowiedział i oparł się o maskę. Znalazł się tak blisko mnie, że aż przytłoczyła mnie mocna woń jego perfum. — Mamy jeszcze kilka godzin, powinnaś się zdrzemnąć.
— Nie chce mi się spać — powiedziałam szybko i może trochę za ostro.
Kiedy taksówka zatrzymała się przed bramą domu Xabiego, moje serce znacznie przyspieszyło. Pewnie dlatego, że wyszedł mi na „powitanie”; najwyraźniej Rene dał mu cynk, że się do niego wybierałam, ale — jak się okazało — nie zdradził powodu mojej wizyty. 
No i Xabi się wkurzył. Wychodziło na to, że on miał pełne prawo nachodzić mnie u Ramosa albo gdziekolwiek bym nie była, żeby robić mi awantury o byle co, ale kiedy role się odwracały, to się wściekał. Mimo że ja nie przyjechałabym do niego, gdybym nie miała ważnej sprawy.
Nie zdążyłam jej jednak wyjaśnić, bo za chwilę Nagore wyszła przed dom i na mój widok zamarła, stojąc w drzwiach. Ona chyba też się nie spodziewała, że byłam na tyle odważna, żeby ich odwiedzić, i rzuciła wymowne spojrzenie swojemu mężowi. Dziwnym głosem spytała go, o co w tym wszystkim chodziło. 
— O tę aferę ze zdjęciami — wyjaśniłam im niecierpliwym tonem, zanim Xabi zdążył w ogóle otworzyć usta. Zacisnęłam dłonie w pięści i wzięłam głęboki oddech. — Wiem, kto za nią stoi.
Takie wyjaśnienie im wystarczyło. Nagore zaproponowała, żebyśmy weszli do środka, chociaż deszcz przestał padać, a po burzy nie było śladu. Nie spodobał mi się ten pomysł, bo było dopiero późne popołudnie i byłam praktycznie pewna, że nie było takiej możliwości, żeby ich dzieciaki znajdowały się już w łóżkach.
Ale oboje przewidzieli, że nie czułabym się komfortowo w ich towarzystwie (zważywszy na historię naszej trójki), dlatego Nagore zostawiła Jona i Ane w pokoju, a ich najmłodsza córka Emma spała w nosidełku, które stało na stole w kuchni. Wszędzie walały się zabawki, a cała lodówka była oblepiona przeróżnymi rysunkami.
Nawet jeśli wciąż nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego Xabi do niej wrócił, to argument z dziećmi zaczynał mnie przekonywać. Zawsze zależało mu na wielkiej rodzinie i Nagore to właśnie mu dawała. 
— Dlaczego nie odpuściłaś sobie tej afery ze zdjęciami? — zapytał Xabi i spojrzał w górę, prosto na czarne niebo, na którym księżyc świecił w pełni. Może to był powód, przez który nie byłam senna.
— Po prostu. — Wzruszyłam ramionami, nie patrząc na niego. — Coś tu było nie tak i nie umiałam tego zostawić w spokoju. 
— A tak naprawdę? — drążył. W końcu na siebie popatrzyliśmy.
Nie wiedziałam, od czego zacząć. Siedziałam przy ich stole, przy którym codziennie jadali wspólne śniadania, patrzyłam na nosidełko z Emmą, które Nagore od czasu do czasu kołysała, i myślałam, czy dobrze zrobiłam, przyjeżdżając do nich. Było zdecydowanie za późno, żeby się rozmyślić, ale i tak szukałam sposobu, żeby schować się przed natarczywym wzrokiem Xabiego. 
Aż w końcu wzięłam głęboki wdech i wydech i po prostu popłynęłam. Wyznałam im wszystko. 
To, że od początku coś mi śmierdziało z tą aferą ze zdjęciami, i że moją główną, oraz jedyną, podejrzaną była Nagore (nie wydawała się tym ani trochę zaskoczona). To, jak — po kłótni z Xabim w kuchni Ramosa — zapowiedziałam Sergio, że zamierzam dowiedzieć się, kto wywołał ten skandal, bo naprawdę nie chciałam, żeby to była ona. To, że ich koledzy z drużyny nie wykazywali takiego entuzjazmu do odkrycia prawdy, co ja, i to, jak Ramos w końcu odpuścił i zadzwonił po Rene, który od ręki załatwił sprawę.
A gdy wreszcie dowiedzieli się, że to Iker zafundował nam to bagno, Xabi zrobił minę, jakby żałował, że w pobliżu nie było niczego, w co mógł walnąć. Za to Nagore nie wyglądała na zdziwioną.
Dlatego pierwsze, co zrobiłam po wyznaniu prawdy, to spytałam, czy dla nich to miało jakikolwiek sens. Bo tłumaczenia Rene mi nie wystarczały.
— W pewien sposób, tak — powiedział Xabi.
Zaczął chodzić po kuchni, jakby nie mógł sobie znaleźć miejsca, a Nagore wyjęła Emmę z nosidełka i przytuliła ją mocno do siebie.
Czekałam na dalsze wyjaśnienia, ale Xabi nic więcej nie dodał. Ponagliłam go więc:
— I?
— Pokłóciliśmy się zaraz po twoim wyjeździe — wytłumaczył bardzo szybko. Nieźle musiałam się natrudzić, żeby go zrozumieć. — Już nawet nie chodziło o to, co odwaliliśmy z Ramosem na jego weselu. Wściekł się na mnie za to, że stanąłem po stronie Mourinho. Zresztą, na Arbeloę również. Ale po kiego grzyba miesza w to ciebie, to nie rozumiem…
— On mnie nie lubi — stwierdziłam beznamiętnym tonem, bo jakoś niespecjalnie zależało mi na sympatii ze strony Ikera. — To była idealna okazja, żeby się na mnie odegrać. 
— Ale on nie ma powodu, żeby cię nie lubić! — zawołał Xabi i stanął pośrodku kuchni, patrząc na mnie z ogromną intensywnością. Nagore rzuciła mu krzywe spojrzenie, bo Emma zaczęła ruszać się w jej ramionach, ale na szczęście się nie obudziła. Gdy znów zabrał głos, mówił znacznie ciszej: — Dobra. Może i przez ciebie pobiliśmy się na jego weselu. Ale to było dwa lata temu, na litość boską.
— Xabi, Iker się zmienił — zauważyła Nagore. 
Pierwszy raz słyszałam, żeby mówiła tak normalnie, bez żadnego podtekstu w głosie. Spojrzałyśmy na siebie przez chwilę i poczułam wobec niej jakiś rodzaj życzliwości. Jednak musiało istnieć w niej coś ludzkiego, coś, przez co dawała się lubić.
Na widok mojej zdezorientowanej miny, bo nie było mnie w Madrycie prawie dwa lata i nie zdążyłam jeszcze nadrobić zaległości, wyjaśniła mi:
— Konkretniej, to konflikt z Mourinho go zmienił. Iker odsunął się od przyjaciół, zaczął myśleć, że wszyscy są przeciwko niemu. On i Xabi byli ze sobą naprawdę blisko, więc kiedy Xabi nie poparł go w tej kłótni, uznał, że cała reszta myślała podobnie, ale nie miała odwagi, żeby to przed nim przyznać. Mało kogo wtedy lubił, nikomu nie ufał. Ale widać, że wcale nie jest taki święty, ma wiele na sumieniu i próbuje oczerniać każdego, oprócz siebie samego.
— Ale ja nie obierałam żadnej ze stron — powiedziałam na swoją obronę. — Dopiero się dowiedziałam o tej całej kłótni.
— Jesteś dziewczyną na punkcie której oszalał Ramos, jego najlepszy przyjaciel — rzuciła Nagore. Nie ze złośliwością, co było dość dziwne, jak na nią. — Zresztą, swego czasu mój mąż również za tobą szalał. Jak myślisz, jeżeli Iker faktycznie chciał im dokopać, kogo by zaatakował? Mnie? Pilar? Nic by tym nie wskórał. Musiał wybrać kogoś innego; kogoś, kto samą swoją obecnością potrafił nieźle namieszać. Byłaś wręcz idealna dla jego planu.
Zanim zdążyłam dorzucić coś od siebie, Xabi, który od dłuższej chwili milczał, ogłosił, że idzie się spakować i leci do Cardiff, żeby zakończyć „tę farsę raz na zawsze”.
— Nie ma w tym drugiego dna — powiedziałam i założyłam kaptur na głowę. — Był czas, gdy myślałam, że jest, ale tak naprawdę ja po prostu nie lubię nie wiedzieć. Kiedy się dowiedziałam, że to nie była Nagore, ulżyło mi. Życzę wam jak najlepiej, serio. 
— Mnie też ulżyło — przyznał Xabi i parsknął śmiechem. Sama się lekko uśmiechnęłam, kiedy to usłyszałam. — Nie będę udawać, była taka chwila, że ją podejrzewałem. Nawet ją zapytałem, czy to jej sprawka. Strasznie się na mnie wkurzyła.
— A dziwisz się? — szturchnęłam go w ramię. — Jesteście razem. Musicie sobie ufać.
— Ale to do niej pasowało, sama przyznaj. — Wzruszył ramionami i schował ręce do kieszeni dżinsów. Chociaż miał na sobie tylko ciemną koszulę, nie wyglądał, jakby marzł. — Pomyślałem, że mogła się bać, że coś się wydarzy między tobą a mną, i dlatego nas śledziła. Ale zapewniła mnie, że to nie była ona, i jak widać, nie kłamała. 
— Zmieniła się — dopowiedziałam.
Zauważyłam to kilka godzin wcześniej, kiedy Xabi w pośpiechu zaczął pakować walizkę. Biegał po całym domu, a ja z Nagore nieudolnie próbowałam przemówić mu do rozsądku, że to nie był najlepszy pomysł.
Ja — ta, która uwielbiała najpierw robić a potem myśleć, uważała, że to był zły pomysł. Jeżeli ja naprawdę tak sądziłam, to tak właśnie było. Ale Xabi był głuchy na wszelkie nasze sensowne argumenty i uparł się przy swoim planie. W głowie zakiełkowała mi się szalona myśl, że w akcie szału mógłby zabić Ikera, dlatego zdecydowałam się lecieć z nim. Nagore, z oczywistych powodów, nie mogła tego zrobić: ktoś musiał zająć się ich dziećmi.
Kiedy Xabi pakował walizkę i garnitur do bagażnika, wykorzystałam okazję i zapytałam Nagore, czy nie miała nic przeciwko temu, że wybierałam się z jej mężem do Cardiff. Przyjrzałam jej się też wtedy uważnie; mimo że ubrana była w leginsy i rozciągniętą bluzkę, wciąż wyglądała pięknie. 
— Dziwię się, ale nie — powiedziała, wzruszając ramionami. Emmę zostawiła w łóżeczku w jej pokoju. — Nie mam pojęcia, co się między wami ostatnio wydarzyło, bo Xabi nie chce o tym mówić, ale patrzysz na niego jakoś tak inaczej. 
— Inaczej? — powtórzyłam jak echo, czując rosnące przerażenie. 
— Jakbyś już nic do niego nie czuła — wyjaśniła, a ja odetchnęłam z ulgą. — Dlatego jestem spokojna. Załatwcie tę sprawę z Ikerem, niech Real wygra Puchar i sprowadź mojego męża z powrotem. Okej?
Wyciągnęła rękę w moją stronę, ale ja, nie wiedząc nawet czemu, uściskałam ją. Zaskoczyłam ją, to na pewno, jednak odwzajemniła uścisk, przez co nie wyszłam na kompletną idiotkę.
— Chyba czas zapomnieć o przeszłości, prawda? — powiedziałam, kiedy się od siebie odsunęłyśmy.
— Najwyższy czas — zgodziła się i uśmiechnęła się przyjaźnie. — Carter, naprawdę przepraszam za wszystko.
Tym sposobem ja i Nagore oficjalnie byłyśmy pogodzone. Dlatego to była odpowiednia pora, żeby powiedzieć Ramosowi, co do niego czułam. Bo wszystko powoli zaczynało się układać. I może nam też mogło się udać. 
— Wcześniej zapytałaś mnie, co bym zrobił, gdyby Nagore pozwoliła mi odejść. — Xabi podjął na nowo temat, a ja ziewnęłam.
— Tak? Z tego wszystkiego zdążyłam o tym zapomnieć…
— Czyli nie chcesz poznać odpowiedzi na swoje pytanie? — zapytał ze zdziwieniem w głosie i na mnie spojrzał. — A podobno nie lubisz nie wiedzieć.
— Jezu, Xabi, po prostu odpowiedz — wywróciłam oczami, nie mając ochoty na przekomarzania. 
Jak na złość, Xabi się nie odezwał. Zamiast tego z powrotem popatrzył w niebo. Księżyc świecił tak jasno, że nie potrzebowaliśmy dodatkowych świateł, żeby widzieć siebie i to, co znajdowało się wokół nas. Na lotniskowym parkingu było sporo samochodów, ale tylko nasza dwójka została na zewnątrz; ludzie woleli czekać w terminalu na swój lot. 
Westchnęłam ciężko i też spojrzałam w górę, chowając ręce w kieszeniach bluzy. Zaraz po tym, jak wyjechaliśmy z osiedla, gdzie mieszkali Nagore i Xabi, pojechaliśmy do domu Ramosa, żebym mogła spakować najpotrzebniejsze rzeczy do sportowej torby, którą znalazłam w jego szafie. Po Rene nie było już śladu; gdy byliśmy w drodze na lotnisko napisał mi tylko sms–a, że „trzyma mocno kciuki”. Za co, to nie wiedziałam. Ale gość był niezły, to trzeba było mu oddać.
Xabi odbił się biodrem od maski samochodu i stanął wprost naprzeciwko mnie, a potem wyciągnął ręce, żeby ściągnąć mi kaptur z głowy. Włosy związałam w kucyka, ale pojedynczy kosmyk się z niego wymsknął i opadał mi na oko; Xabi bez zastanowienia wziął go i założył mi za ucho. Następnie, tą samą dłonią, objął mój policzek i spojrzał mi głęboko w oczy. 
Przełknęłam ślinę. Od dawna nie był taki… subtelny.
— Nagore pozwoliła mi odejść — szepnął łagodnie, robiąc kolejny krok w moją stronę.
Jego druga, wolna dłoń, która znalazła się aż nazbyt blisko mojej, złapała mnie za palce. Przeszył mnie niebezpieczny dreszcz i rozbolała mnie głowa, przez co nie wiedziałam za bardzo, co myśleć o jego zachowaniu.
Bąknęłam więc tylko:
— Co? 
— Kiedy zobaczyła nasze wspólne zdjęcia, zapytała, czy to coś znaczy — wciąż mówił szeptem, a ja czułam jego ciepły oddech na policzku, tym, którego nie obejmował swoją wielką ręką. — Nic jej nie odpowiedziałem, bo nie miałem pojęcia, co w takiej sytuacji powiedzieć. To ona przejęła inicjatywę. Pozwoliła mi odejść. Jeżeli tego właśnie chciałem.
— Ale wydałeś to oświadczenie — wymamrotałam, a on pogłaskał mnie opuszkiem palca po twarzy. 
— Bo chciałem odejść, ale nie mogłem — wyjaśnił, zaciskając usta w cienką linię. — Carter, moje dzieci…
— Jeżeli jesteś nieszczęśliwy z ich matką, to jakie to szczęście dla nich? — zapytałam, odzyskując zdrowy rozsądek i strąciłam ruchem głowy jego rękę ze swojego policzka. — Xabi, przestań się oszukiwać. Jeśli chciałbyś ze mną być, to byś był i tyle. 
— To wcale nie jest takie proste…
— A ja uważam, że wręcz przeciwnie. — Nie pozwoliłam mu dokończyć. — Uważam, że kiedy wiesz, że coś jest właściwe, to nie zastanawiasz się nad tym. Po prostu to robisz. 
Jak Ramos. Ale tego nie powiedziałam.
Skutecznie popsułam ten romantyczny nastrój, którego i tak nie czułam, bo Xabi cofnął się o dwa kroki do tyłu i spojrzał na mnie z tą samą wrogością, z którą patrzył, kiedy przyjechałam do jego domu bez zapowiedzi. I kiedy on odwiedził mnie niespodziewanie parę godzin wcześniej. I kilka dni temu, kiedy krzyczał na mnie w kuchni Sergio.
Xabi również się zmienił. Zmienił się w człowieka, który za wszelką cenę starał się unieszczęśliwić.
— Jak ty to sobie niby wyobrażasz? — warknął. — Miałbym ot tak zostawić Nagore i dzieci, żebyśmy byli razem? Gdzie byśmy żyli? W Madrycie? Czy musiałbym poszukać nowego klubu, żeby zapewnić nam świeży start? Wtedy widywałbym dzieciaki od święta, bo Nagore nie latałaby z nimi po świecie, żebym mógł z tobą być…
— Xabi. — Przerwałam mu spokojnie, starając się go tym jakoś uspokoić. — Ja tylko powiedziałam, że jeżeli Nagore faktycznie pozwoliła ci odejść, a ty naprawdę tego chciałeś, to byś odszedł tego samego dnia, zamiast wydawać te śmieszne oświadczenia i oszukiwać wszystkich wokół siebie. Nie wyobrażam sobie nas razem. Już nie.
Xabi wyglądał, jakbym dała mu w twarz. A ja pomyślałam, że to byłoby znacznie łagodniejsze, niż to, co właśnie ode mnie usłyszał.
— Przez Ramosa? — domyślił się i powiedział to takim zrezygnowanym głosem. Zrobiło mi się go szkoda.
Ale nie umiałam skłamać, patrząc mu prosto w oczy. Mimo wszystko, zasługiwał na szczerość.
— Przez Ramosa — potwierdziłam. — Chcę z nim być, Xabi.