5 maja 2015

17. Możesz ostrzyć swój nóż

Z przejęciem spojrzałam w stronę wyjścia na taras, ściskając mocniej kubek z herbatą. Deszcz nie przestawał padać, ale za to burza zaczynała przechodzić — co jakiś czas słychać było jeszcze pojedynczy grzmot. Powietrze zrobiło się o wiele lżejsze i znacznie się ochłodziło, choć za oknem wciąż było ponuro. Musiałam przyznać, że ta pogoda perfekcyjnie odzwierciedlała mój podły nastrój, który tylko pogorszył się od przyjścia Rene. 
Xabi wracał do domu w tę ulewę i to dlatego tak zerkałam w stronę okna. Mimo że to było jedyne rozwiązanie tej sytuacji i mimo że strasznie mnie wkurzył, bałam się o niego i łudziłam się, że deszcz wkrótce ustanie. W tym przypadku to jednak Rene był dla mnie ważniejszy; a konkretnie to, czego się dowiedział. Odpowiedź na pytanie, czy Xabi odszedłby od Nagore, gdyby mu na to pozwoliła, musiała poczekać. Właściwie to nawet mi na niej nie zależało. Chciałam jedynie wiedzieć, czy to ona nasłała na nas tego przeklętego fotografa, czy nie.
Poza tym widziałam po jego minie, że zaciekawiło go, czego takiego dowiedział się Rene. Tyle że wtedy nie byłam jeszcze gotowa na to, żeby mu się przyznać, że ten cały skandal ze zdjęciami nie dawał mi spokoju, ani że przez ostatnie dni próbowałam przekonać jego kolegów z drużyny, że coś tutaj śmierdziało i ktoś musiał wywęszyć, co to było. Dlatego z jednej strony ulżyło mi, gdy wziął parasol Rene i zniknął w tej ulewie, a z drugiej martwiłam się o niego. 
— Alonso da sobie radę — zapewnił mnie Rene, kiedy któryś raz z kolei popatrzyłam w lewo.
Wzdrygnęłam się na dźwięk jego głosu. Wzięłam go za człowieka towarzyskiego, takiego, który potrafił rozbujać nawet największego nudziarza. Tymczasem on milczał, odkąd weszliśmy do domu Ramosa aż do teraz. Nie żebym miała coś przeciwko.
To było jego pomysłem, żeby wejść do środka. W tamtej chwili nie za bardzo interesowało mnie, czy rozmawialiśmy na ganku czy przy kominku, ani to, że na moich nagich udach pojawiła się gęsia skórka, bo im mocniej padało, tym chłodniej się robiło. 
To Rene zaprowadził mnie do salonu, gdzie było dość ciemno, mimo że było dopiero popołudnie, to on posadził mnie w fotelu, napalił w kominku i zrobił herbatę. Chociaż teoretycznie to ja mieszkałam w tym domu, to brat Ramosa czuł się jak u siebie. Mnie się wydawało, że znowu byłam tutaj gościem. 
Kiedy Rene wręczył mi kubek gorącej herbaty i zajął drugi skórzany fotel przy kominku, poczułam się nieswojo, bo uświadomiłam sobie, że to był pierwszy raz, kiedy zostaliśmy całkiem sami. Sergio był w Cardiff i nie miałam co liczyć na jego pośredniczenie, którego potrzebowałam, a przynajmniej tak mi się wydawało. Zeszłego wieczoru jego brat przytłoczył mnie swoją bezpośredniością i dlatego nie wierzyłam w siebie na tyle, żeby sądzić, że byłam w stanie poradzić sobie z nią w pojedynkę. 
Ale nie było innego wyjścia. Musiałam dać radę.
— Wiem — powiedziałam drżącym głosem, ale nic nie mogłam na to zaradzić.
— Nieźle dał ci popalić, co? — domyślił się.
Popatrzyłam na niego uważnie. Słyszałam po jego tonie, że wcale nie pytał z ciekawości, ale jakby stwierdzał bardzo oczywisty fakt. Nie miałam pojęcia, skąd to wytrzasnął; może naprawdę był dobrym obserwatorem, a może po prostu dużo o nas wiedział. Rene jednak nie był z tych, którzy dociekali, tej jednej rzeczy zdążyłam się o nim nauczyć w ciągu niecałej doby.
— Po prostu nie umiemy się dogadać — wyjaśniłam i napiłam się herbaty. Była z prądem i smakowała dokładnie tak samo, jak ta, którą kiedyś zrobił mi Xabi.
— Z moim bratem też nie umiesz się dogadać — stwierdził wesoło. — Może masz jakiś problem z facetami?
Rene był zdecydowanie weselszy niż wczoraj; zupełnie tak, jakby ta paskudna pogoda poprawiała mu humor. A może to świadomość, że odkrył prawdę, tak go satysfakcjonowała. Jeśli tak było, to byłam cholerną frajerką, która ostatnie dni zmarnowała na to, żeby nakłonić Ramosa do pomocy, podczas gdy wystarczyło dać cynk jego bratu.
Ale wcześniej o tym nie wiedziałam. No i nie znałam Rene osobiście. Gdyby więc Sergio nie odpuścił, najprawdopodobniej dalej zachowywałabym się jak dziecko we mgle. Może jednak te dni nie były aż tak zmarnowane. Bądź co bądź, Ramos mógł szybciej dać sobie spokój z kłóceniem się ze mną.
— Mówił ci coś o mnie? — zapytałam. Zabrzmiałam jak nastolatka, która właśnie się dowiedziała, że podoba się chłopakowi, którego lubi. Rene zachichotał pod nosem.
— Nie, ale nie musiał. — Wzruszył ramionami i upił łyk herbaty. — Kiedyś dużo o tobie mówił. Jak byłaś z Alonso — sprecyzował. — Teraz jest o wiele bardziej skryty. Ale to wciąż mój brat, a ja jestem spostrzegawczy.
— Czy on naprawdę zerwał z Pilar z mojego powodu?
To pytanie wymsknęło mi się, zanim zdążyłam je porządnie przemyśleć. Ale to była druga rzecz, która ostatnio nie dawała mi spokoju. Pierwszą oczywiście było to, kto był winny tej aferze ze zdjęciami.
No i już straciłam nadzieję na to, że Sergio by mi kiedykolwiek zdradził powód rozstania z Pilar. A że byłam zdesperowana, by się tego dowiedzieć, musiałam wykorzystać najlepsze dostępne źródło informacji, czy jego brata.
Lepszym źródłem byłaby chyba tylko Pilar, ale jej przecież nie mogłam o to spytać. Przede wszystkim dlatego, że się praktycznie nie znałyśmy, no i ja to ja. Wątpiłam, że chciałaby ze mną rozmawiać.
— Nie powiedział ci? — Rene zabrzmiał, jakby był tym zdziwiony. Pokręciłam głową i objęłam kubek obiema dłońmi, bo przeszedł mnie zimny dreszcz. — Cóż, mnie tym bardziej, ale nie musiał. Przecież to oczywiste.
— Niby dlaczego? — spytałam tępo.
— Dlatego, że odsunął się od Pilar, jak tylko dowiedział się, że twoja babka umarła i pojawiła się szansa, że wrócisz do Madrytu — wyjaśnił, jakby to było coś naprawdę oczywistego. — A że Sergio to Sergio, to nie zastanawiał się dwa razy. Ale nie bierz tego do siebie — dodał szybko. — Nie rozbiłaś tej rodziny. Pilar od początku znała ryzyko, wiedziała, że tak może się stać. Nigdy przed nią nie ukrywał, że nie przestał cię kochać. To, że w ogóle byli razem, było całkowicie jej decyzją.
— Według ciebie to nie jest… chore? — spytałam, starając się nie dać po sobie poznać, jak wielkie wrażenie zrobiły na mnie jego słowa.
Choć zapewne gdyby to Ramos odważył się na takie wyznanie, cała bym się roztopiła. Myślałam, że się we mnie odkochał, a tymczasem Pilar musiała z nim być, wiedząc, że był zakochany w innej. Zrobiło mi się jej szkoda; to była strasznie dziwna decyzja. Kochała go tak bardzo, że chciała z nim być, nawet jeżeli on kochał mnie?
— Może i chore — stwierdził lekceważąco. — Ona się po prostu strasznie w nim zakochała i cały czas miała nadzieję, że on to w końcu odwzajemni. Sergio zżerały wyrzuty sumienia i tą szczerością próbował sobie na nią zasłużyć. A według mnie powinien się zamknąć.
— Nie pogodził się z moim odejściem… — wywnioskowałam i choć powiedziałam to na głos, to bardziej do siebie niż do Rene.
— Ja rozumiem, że go to zabolało — powiedział i dopił herbatę, a potem odstawił pusty kubek na podłogę. — Ale jak on miał cię niby przestać kochać, jak ciągle powtarzał sobie, że nie umie tego zrobić? Że nie zasługuje na Pilar? Chyba że wcale tego nie chciał i tylko niepotrzebnie ją zwodził. Mój brat jest czasem strasznym kutasem.
— To prawda — przyznałam. — Zwłaszcza kiedyś był nie do zniesienia.
— Powiedział mi, że to nie dlatego wam nie wyszło — wyznał Rene i spojrzał na mnie z ciekawością. — Powiedział mi, że to dlatego, że Xabi był pierwszy. 
— Ostatnio ciągle to powtarzał — zauważyłam. — Ale nie przypominam sobie, żebym mu o tym mówi…
Urwałam w pół słowa.
Przypomniała mi się ta noc, kiedy Xabi odebrał mnie i Ramosa z komisariatu. To wtedy wyznałam mu po raz pierwszy miłość, chociaż wiedziałam, że to nie miało żadnego sensu, bo on oczekiwał zupełnie innego zakończenia. Nigdy nie zdradziłam mu powodu, dlaczego właściwie wybrałam Xabiego, ale pamiętałam, że myślałam, że to dlatego, że „był pierwszy”.
Ale w życiu mu tego nie wyznałam. Czyżby sam się domyślił?
— Carter? — Rene wyciągnął rękę, żeby złapać mnie za ramię i mną lekko potrząsnąć.
Zamrugałam kilka razy i popatrzyłam na niego. Miał przerażoną minę; chyba za bardzo odpłynęłam.
— Nigdy mu tego nie mówiłam — szepnęłam i odstawiłam kubek na podłogę, zanim bym go upuściła, bo już ledwo trzymałam go w dłoniach. — O tym, że wybrałam Xabiego, bo był pierwszy.
Rene nie przestawał mi się przyglądać. 
— Wszystko dobrze? — zapytał tonem, jakiego wcześniej u niego nie słyszałam.
— Tak — pokiwałam głową. Brzmiałam, na szczęście, normalnie. — Po prostu… Nigdy mu tego nie mówiłam, chociaż tak właśnie wtedy myślałam.
— Okej — powiedział Rene. Słyszałam po jego głosie, że zaczynał się bać nie na żarty. — Posłuchaj, Sergio był kiedyś wielkim fanem Pamiętników wampirów, więc wiem, że była tam taka laska, która żyła w trójkącie z wampirami i jak wybrała jednego z nich, to powiedziała, że to dlatego, że on był pierwszy, i pewnie stąd mój brat to wziął…
— Ale on w kółko to powtarza — weszłam mu w słowo. — Przecież to było dwa lata temu, to już nieaktualne. Różne rzeczy sobie wtedy myślałam, ale to nie znaczy, że wciąż tak jest.
Rene nic nie powiedział. Spojrzałam w stronę okna i odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam, że przestało padać. Z powrotem popatrzyłam na brata Ramosa, czekając, aż się odezwie.
— Sergio jest uparty — zaczął w końcu, ale mówił bardzo wolno, jakby starannie dobierał słowa. — A ja jestem obiektywny, więc po prostu to powiem… On tyle razy dostawał po dupie, bo ty wolałaś Alonso, że teraz jest mu trudno przestawić się na myślenie, że nareszcie chcesz z nim być. Wiem, że to musi być męczące, to ciągłe zapewnianie go, że ci na nim zależy, ale wyobraź sobie, jak on się męczy, żeby uwierzyć, że go chcesz.
— Myślałam, że nie rozmawialiście o tym…
— Mówiłem ci, że nie musieliśmy — uciął bez złośliwości. — Znam go i tyle. Zostawił dla ciebie Pilar, z którą ma syna. Jeżeli nie chcesz z nim być, to go nie zwódź. A jeżeli chcesz, to mu o tym powiedz. Nie ma na co czekać.
— A myślisz, że nie chciałam tego zrobić? — zapytałam trochę za głośno. — Jasne, że chciałam. Ale on nie umie ze mną rozmawiać. Dajmy na to, że powiedziałabym mu, żebyśmy spróbowali. Biorąc pod uwagę, że mi nie ufa, to w najlepszym wypadku odpowiedziałby mi, że Xabi był pierwszy. W najgorszym, że to był błąd i wróci do Pilar.
— Uzgodniliśmy, że mój brat to kretyn — powiedział Rene z niecierpliwością. — Ale w pewnych kwestiach zmądrzał. Nie sądzę, że pozwoliłby ci odejść, gdyby się dowiedział, że chcesz z nim być.
Westchnęłam ciężko.
Rozmowa z Rene była taka łatwa, wszystko było proste i klarowne. Dlaczego z Ramosem tak nie mogło być? Bo byliśmy w sobie zakochani? Bo oboje się zraniliśmy i wciąż mieliśmy o to do siebie żal? Bo były między nami niedopowiedzenia, których nie mogliśmy wyjaśnić, bo nie potrafiliśmy się dogadać?
Bo tylko on był jedyną osobą, która była w stanie dać mi sensowne odpowiedzi na te pytania?
— Sergio mnie zabije, jak się dowie, co ci nagadałem — stwierdził Rene z rozbawieniem i wyciągnął się do tyłu, a potem założył ręce na karku. — A przecież nie po to przyjechałem.
No tak. Przyjechał po to, żeby mi powiedzieć, czego się dowiedział. Zdążyłam już o tym zapomnieć; najwyraźniej te zdjęcia nie były dla mnie tak ważne jak Ramos.
Wzięłam głęboki oddech, żeby zwolnić bicie swojego serca, które przyspieszyło, gdy tylko dotarło do mnie, że nadszedł czas prawdy. Następnie podciągnęłam nogi aż po samą brodę i objęłam je mocno rękami. Znowu przeszedł mnie zimny dreszcz i poczułam się jak na obozie, jakby zaraz ktoś miał zacząć opowiadać straszną historię.
Naprawdę bałam się tego, co Rene miał zaraz powiedzieć. Ale jednocześnie bardzo chciałam to usłyszeć.
— Jeny, ale się zestresowałaś — zauważył. Zorientowałam się, że przez ten cały czas mi się przyglądał. 
— Po prostu boję się, że to Nagore za tym stoi — wyjaśniłam drżącym głosem i oparłam brodę o kolana. Znów poczułam się nieswojo w jego towarzystwie.
Rene za to uśmiechnął się krzywo. Minę miał, jakby nagle zrobiło mu się mnie żal.
— To nie była Nagore — powiedział i nawet się nie zająknął, a potem opuścił ręce.
Te cztery słowa sprawiły, że strach uleciał ze mnie jeszcze szybciej, niż mnie ogarnął, i od razu zastąpiło go uczucie ogromnej ulgi. Tak wielkiej, że poczułam, jakby z serca spadł mi naprawdę ciężki kamień. Moje stopy z powrotem dotknęły zimnej podłogi.
Ale Rene się uśmiechał i pomyślałam, że sobie żartował.
— Nie żartuję — zapewnił, kiedy mu to wytknęłam, ale przestał się szczerzyć i powtórzył: — To nie była Nagore.
Te dni w Madrycie nie należały do najłatwiejszych. W ciągu tego tygodnia wydarzyło się tak wiele, że równie dobrze można byłoby rozłożyć to na rok: śmierć Evelyn i jej pogrzeb, mój powrót do Madrytu, który nie przebiegł tak, jak sobie to wyobrażałam, Cristiano wyciągający do mnie rękę, brunch, Xabi i Ramos mówiący mi, że powinnam natychmiast wyjechać, całowanie się z Xabim, mój pobyt w szpitalu, odejście Troy’a, skandal ze zdjęciami, Sergio, który się mną zaopiekował i rozstał się z Pilar z mojego powodu, te ciągle kłótnie, moja potrzeba posiadania powodu, żeby zostać w Hiszpanii, Rene, który odkrył prawdę o zdjęciach…
I właśnie to ostatnie sprawiło, że się uspokoiłam. Chociaż na chwilę, po wyczerpującym tygodniu, poczułam się spokojna.
— W takich kwestiach nie żartuję — zapewnił mnie Rene i na nowo się uśmiechnął, najwyraźniej widząc tę ulgę na mojej twarzy. Odwzajemniłam ten uśmiech. — Sergio wspominał, że to ona była główną i właściwie jedyną podejrzaną, więc też się na nią nastawiałem. Ale to nie była ona.
— Jak się dowiedziałeś? — zapytałam, choć niespecjalnie mnie to interesowało. Specjalnie jednak odwlekałam poznanie tego nazwiska. 
Jeżeli to nie była Nagore, to kto w takim razie? Tylko ją podejrzewałam, mimo że chciałam, żeby to nie była ona. Zapomniałam, że w tym przypadku musiałby być to ktoś inny.
— Od znajomego w gazecie, która jako pierwsza opublikowała wasze zdjęcia — odparł. — Był mi winny przysługę. Musiałem się na nią powołać, bo inaczej nic by nie pisnął.
— I co? 
— I to, że w jego gazecie pracują ludzie, którzy uwielbiają zarabiać na ustawkach — wyjaśnił. — Tyle że zwykle jest tak, że celebryta sam się umawia z fotografem. Oni nie zajmują się śledzeniem sławnych ludzi, bo to raczej robota dla detektywów. Chyba że ten ktoś chce wywołać skandal.
— Mówisz mi, że ktoś nasłał na nas faceta z gazety? — uniosłam brwi ze zdziwienia.
— Tak — potwierdził Rene. Widziałam, że był zniesmaczony tą sytuacją, jakby uważał to za nieczyste zagranie. Zresztą takie właśnie było. — Po prostu ktoś wam zaaranżował ustawkę i dopłacił do niej, żeby te zdjęcia jak najszybciej znalazły się w gazecie. Sergio mówił, że nie mogłaś się nadziwić, kto byłby na tyle zdesperowany, żeby ruszyć za wami w taką ulewę. Cóż, kasa zawsze zrobi swoje.
— I to z całą pewnością nie była Nagore? — upewniłam się jeszcze raz.
— Z całą pewnością — zapewnił. — Jakby się nad tym zastanowić, to nie było w jej stylu. Ona lubi działać po cichu, a ten skandal w niczym jej nie mógł pomóc. Nagore nie robi niczego, w czym nie widzi korzyści dla siebie.
Chciałam już zapytać, kto to był, ale Rene ciągnął:
— Ten fotograf miał dość jasne zadanie. Kazano mu śledzić ciebie, ale tylko i wyłącznie wtedy, kiedy wyjdziesz z restauracji i któryś za tobą pójdzie. To znaczy albo Alonso, albo Sergio. Bez względu na pogodę, miał was śledzić.
— Kto to był? — ponagliłam go z przerażeniem w głosie.
Rene spojrzał na mnie z powagą.
— Iker Casillas — wypalił.
Co takiego? Iker?
W mojej głowie usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła, jakby Rene uświadomił mi prawdę, którą miałam tuż pod swoim nosem. Zadziałało to na mnie naprawdę orzeźwiająco, zupełnie tak, jakbym właśnie stanęła pod prysznicem z lodowatą wodą.
To był Iker. To on był wszystkiemu winien. To on zaszkodził swoim najlepszym przyjaciołom i skłócił nas ze sobą.
Przecież gdyby nie te zdjęcia, nikt by nawet nie wiedział, że całowałam się z Xabim w ciemnej uliczce. Nie kłócilibyśmy się ze sobą, a ja nie zraniłabym Ramosa, bo przecież on by nie miał pojęcia, co się tam wydarzyło.
Ale najprawdopodobniej wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. Zapewne Sergio wciąż byłby z Pilar, bo Xabi odwiedziłby mnie w szpitalu, a ja już dawno wróciłabym do Londynu, ponieważ Xabi nie zostawiłby Nagore tak czy siak i nie miałabym powodu, by na dłużej zostawać w Madrycie.
Wychodziło więc na to, że jeżeli Sergio zgodzi się, żebyśmy spróbowali, to będzie to zasługa Ikera. 
Z jednej strony chciałam mu podziękować. Ale z drugiej… jak mógł to zrobić swoim najlepszym przyjaciołom? Rozumiałam, że mnie nie cierpiał, bo miał ku temu powody, ale Ramosa? Xabiego? Zapamiętałam ich przyjaźń w momencie, kiedy Iker dwoił się i troił, żeby ich ze sobą pogodzić. Nie potrafiłam pojąć, jakim cudem chciał im tak zaszkodzić.
A może ich przyjaźń już nie istniała? W końcu Ramos wczoraj mi powiedział, że teraz mało kto z drużyny miał ochotę na spędzanie czasu z Ikerem „po godzinach”. Może coś było na rzeczy, coś, o czym nie wiedziałam, a Iker posiadał o wiele lepszy motyw niż Nagore?
— Ja też byłem w szoku — powiedział Rene, odciągając mnie od swoich myśli. — Ale on chyba polubił bratanie się z dziennikarzami… — Widząc moją zdezorientowaną minę, wyjaśnił: — Zanim Mourinho odszedł z Realu, Ikera okrzyknięto kretem. Podobno wynosił sprawy z szatni do Sary, a ona powtarzała kolegom z branży i na drugi dzień wszystko było w gazetach. To była dość paskudna sytuacja, w drużynie powstały obozy. Byli ci, którzy stanęli za Ikerem, ci, którzy za Mourinho i ci, którzy chcieli jak najlepiej dla Realu. Alonso wstawił się za Mourinho, Iker się wściekł i się pożarli. Sergio opowiadał, że o mało się nie pozabijali.
— Pokłócili się wieki temu o trenera, którego już od dawna tu nie ma, a Iker dopiero teraz się za to odpłaca? — warknęłam ze złością, której sama nie umiałam zrozumieć. — Czekał specjalnie na mój powrót, żeby upokorzyć Xabiego za to, że miał odmienne zdanie?
— Z Ikerem zadziało się coś złego, kiedy Mourinho posadził go na ławce — wytłumaczył Rene. — Ale coś w nim pękło, gdy doznał kontuzji. Sam nie wiem, jak to wyjaśnić. Dla Sergio to było tak, że jednego dnia wygłupiał się z najlepszym przyjacielem na treningu, a drugiego stał się jego największym wrogiem i to bez żadnej logicznej przyczyny. Sergio po prostu chciał jak najlepiej dla drużyny. Nie obierał żadnej ze stron.
— No dobrze, a skąd on w ogóle wiedział, że akurat będę na tym ich śniadaniu? — zastanawiałam się. — Cristiano mówił, że to był pomysł jego i Marcelo. Iker…
— Może ich podsłuchał — podsunął Rene, marszcząc czoło. — A może dał cynk fotografowi, jak tylko przyszłaś. Musiał tego wyczekiwać, odkąd przyjechałaś do Madrytu. Nie wiem, Carter, to tylko spekulacje. Albo z nim porozmawiamy, albo chociaż z Sergio…
Ale ja wpadłam na zupełnie inny pomysł.
Zerwałam się na równe nogi i zaczęłam się rozglądać po całym pokoju w poszukiwaniu swojego telefonu i portfela. Kiedy już znalazłam, spojrzałam na Rene i chłodnym głosem powiedziałam:
— Musisz mi podać adres Xabiego.
Nadszedł czas, żebym wzięła sprawy w swoje ręce.