7 lutego 2015

13. Być samemu z tobą

Ostatni raz stanęłam przed lustrem w kącie sypialni, wciąż nie bardzo przekonana do tego wszystkiego, a już zwłaszcza do alabastrowej sukienki, którą Ramos mi dzisiaj kupił. Była ołówkowa i sięgała mi prawie że do kolan, przy okazji podkreślała talię oraz aż nazbyt — przynajmniej według mnie — uwydatniała mój biust. Końcówki włosów zakręciłam lokówką i pozwoliłam im opaść na odkryte ramiona, a potem, po długim zastanowieniu i słowach Sergio o tym, że to „szczególna okazja”, przypudrowałam policzki, pomalowałam rzęsy i brwi, a nawet usta czerwoną szminką. Ale kiedy spojrzałam na efekt końcowy, nie uważałam, bym wyglądała ładnie. Raczej przekomicznie.
Wieczór z przyjaciółmi Ramosa miał być tą szczególną okazją, do której podchodziłam z tak ogromną niechęcią. W końcu ostatnia taka eskapada skończyła się skandalem, ja wylądowałam w szpitalu, a później zaszyłam się w nieswoim domu, odcinając się od całego świata. To było moje pierwsze wyjście, odkąd to wszystko się wydarzyło, więc już na samą myśl skręcało mnie w środku.
Kiedy gładziłam spódnicę sukienki, nie mogłam się nadziwić, jak wiele rzeczy się posypało i jak wielkiego pojęcia nie miałam, jak je pozbierać, chociaż w Madrycie byłam zaledwie tydzień. Przyjechałam dokładnie siedem dni temu, pierwszym możliwym samolotem, gdy tylko dowiedziałam się, że Evelyn umarła, i nie spodziewałam się, że coś mnie tu zatrzyma. Sądziłam, że wystarczyło ją pochować i sprzedać dom, żeby móc wrócić do Londynu. Tymczasem wciąż tutaj byłam, co więcej, wybierałam się właśnie na kolację z Ramosem. Kto by pomyślał.
Cały dzień ekscytowałam się perspektywą rozmowy z Sergio, odkąd tylko przyznał, że chyba nadszedł na nią czas. Niecierpliwie czekałam na jego powrót z treningu, wyobrażając sobie, co mu powiem, kiedy już będziemy siedzieli przy kubku ciepłej herbaty albo zimnej butelce piwa, gotowi, by sobie wyjaśnić wiele kwestii. Tyle że moje rozczarowanie było niemożliwe do opisania, gdy wrócił i, zamiast ze mną porozmawiać, wręczył mi sukienkę, którą teraz miałam na sobie, a potem wytłumaczył, że to na kolację u Cristiano. Zupełnie, jakby wczoraj wieczorem czy dzisiaj rano, nic się między nami nie wydarzyło.
Ze złością schodziłam na dół, jednocześnie starając się nie zabić na wysokich szpilkach. Ramos poprawiał czarną muchę przed lustrem w przedpokoju, a kiedy zeszłam z ostatniego schodka, odwrócił się w moją stronę i cały rozpromienił. Zdziwiłam się, że ubrał się tak elegancko na zwykłą kolację z kumplami, ale za bardzo byłam wkurzona, żeby zachwycać się, jak przystojnie wyglądał w garniturze i z włosami zaczesanymi do tyłu. Wzięłam więc głęboki oddech i próbowałam nie pozwolić nerwom wziąć nad sobą kontroli, mimo że byłam cholernie na niego wściekła za to, że mnie wykiwał z tą rozmową.
— Wyobrażałem sobie, jak ładnie wyglądasz w tej sukience — powiedział, uśmiechając się szeroko, że widać było wszystkie jego zęby, i schował ręce do kieszeni czarnych spodni. — Ale rzeczywistość przeszła moje oczekiwania.
Mruknęłam coś, co miało brzmieć jak „dzięki”, chociaż żaden komplement z jego ust nie był w stanie mnie uspokoić. Ramos automatycznie zorientował się, że coś było nie tak w moim zachowaniu; nie patrzyłam na niego, udając zbyt pochłoniętą poprawianiem szpilek, które wcale nie spadały mi z nóg.
— Zrobiłem coś nie tak? — spytał tępo i wyciągnął rękę z kieszeni, żeby odgarnąć moje włosy i móc spojrzeć na moją twarz, która często była jak otwarta księga.
Zrezygnowana, wyprostowałam się i posłałam mu złowrogie spojrzenie. Sergio wpatrywał się we mnie z niezrozumieniem, o czym świadczyły jego zmarszczone brwi. Wyglądał, jakby naprawdę nie rozumiał, dlaczego się na niego złościłam, czym tylko jeszcze bardziej mnie wkurzył.
— Pomyśl — warknęłam. — Co mogłeś zrobić nie tak? 
— Nic — odpowiedział niewinnie. — Wszystko, co ostatnio robię, to staram się, żeby niczego nie zrobić źle.
Prychnęłam i założyłam ręce na biodrach. Po prostu nie wierzyłam w to, co usłyszałam. On sobie ze mnie kpił, czy dostał amnezji?
— Doprawdy? — zadrwiłam, na co Sergio tylko bardziej zmarszczył czoło. — Najpierw próbujesz mnie pocałować, chociaż nawet nie chce ci się powiedzieć, czy zerwałeś z Pilar i co się między wami dzieje. Później stwierdzasz, że musimy porozmawiać, ale jednak tego nie robimy, bo kupujesz mi jakieś durne sukienki i każesz iść na jakąś durną kolację!
— Wcale ci nie każę…
— Po prostu ze mną porozmawiaj! — wydarłam się, tracąc resztki cierpliwości. Niesamowicie drażniło mnie jego opanowanie, to, że sobie tak stał, jak gdyby nigdy nic. Wyciągnął tylko lekko ręce w moim kierunku, jakby na wypadek, gdyby za bardzo mnie poniosło i potrzebowałabym, by ktoś mną potrząsnął. Ale to on był tym, któremu przydałoby się porządne potrząśnięcie. — Wyjaśnij mi to wszystko, do cholery!
Mój krzyk sprawił, że faktycznie zrobił to, czego się spodziewałam. Złapał mnie z całej siły za ramiona i przygwoździł mocno do ściany. Mimo że na nogach miałam szpilki z kilkucentymetrowym obcasem, wciąż był ode mnie wyższy i groźnie łypał na mnie spode łba. Już nie patrzył na mnie, jakby nie wiedział, o co robiłam taką aferę. Przestał udawać idiotę.
— Chcesz to robić właśnie teraz? — zapytał, wpatrując się we mnie natarczywie. — Chcesz zrujnować ten wieczór? Ronaldo wymyślił tę kolację, żeby ci poprawić humor…
Czasami poważnie zastanawiałam się, czy on siebie słuchał. To było takie w stylu dawnego Ramosa, mówić głupoty, jakby nie był świadomy tego, co wychodziło z jego ust.
— Czy ty siebie słyszysz?! — zawołałam, próbując wyrwać się z jego silnego uścisku, żeby go od siebie odepchnąć, ale on jedynie wzmocnił nacisk. Nie zamierzał pozwalać mi na żaden ruch. — Czy wy wszyscy siebie słyszycie?! Ramos, kilka dni temu sam zażądałeś, żebym się wyniosła z Madrytu. Dałeś mi jasno do zrozumienia, że nie chcesz mnie w swoim życiu, bo tak bardzo cię zraniłam. A potem co? Zmieniłeś zdanie, kiedy wylądowałam w szpitalu i stałam się ofiarą paparazzi? Cała twoja złość ci przeszła, zamieniła się w litość? To dlatego obchodzisz się ze mną, jak z jajkiem?
— Wcale nie…
— Nawet nie próbuj zaprzeczać — weszłam mu ostro w słowo. — Byłeś na mnie wściekły, a mimo to wziąłeś mnie pod swój dach. Ty i Cristiano obraliście sobie za życiową misję chronienie mnie przed wszystkim… Naprawdę wyprawia kolację, żeby poprawić mi humor? A co go obchodzi, jaki mam humor? Nie jestem dla niego nikim szczególnym, żeby miał o to dbać. Obaj to robicie, jakbyście się obawiali, że bez waszej bezinteresownej pomocy zginę.
— Co ty chcesz, żebym ci powiedział? — spytał ze zrezygnowaniem, chyba tylko po to, żebym przestała mówić. Ja także byłam dobra w mówieniu głupot.
— Prawdę! — wydarłam mu się prosto w twarz. — Dwa lata temu nie potrafiłeś być ze mną szczery i dobrze wiesz, jak to się skończyło. Dlatego teraz chcę poznać tę cholerną prawdę! Chcę, żebyś był ze mną szczery!
— NIE MOGĘ! — krzyknął. Głośniej i z większą złością niż ja. 
Puścił mnie i walnął z impetem ręką w ścianę, tuż przy mojej głowie. Potem skrzywił się i przeczesał włosy, odchodząc ode mnie, a ja mogłam rozmasować miejsce na ramionach, gdzie mnie wcześniej ściskał. Kiedy wreszcie na mnie spojrzał, światło odbijało się w jego oczach i dostrzegłam w nich łzy. Już nic z tego nie rozumiałam.
— Carter, po prostu… nie mogę — powiedział normalnym głosem. Jego poprzedni wybuch faktycznie mnie trochę wystraszył, chociaż byłam przekonana, że nigdy by mnie nie skrzywdził. — Za każdym razem, gdy przestawałem walczyć z tą prawdą, nic z tego nie miałem. Ty i tak wybierałaś Alonso.
— Mówiłam ci, że z nim skończone…
— Jakoś ci nie wierzę — rzucił lekceważącym tonem, nie pozwalając mi dokończyć. — Bo, czy możesz udowodnić mi, że kiedy Ronaldo dzisiaj rano powiedział, że Alonso wydał to oświadczenie, ponieważ chciał cię chronić, to nie poczułaś choć cienia nadziei, że może jeszcze to wszystko nie było stracone? Że może będziecie razem?
Jasno postawił sprawę, że nie wierzył w moje słowa, a nie potrafiłam mu inaczej udowodnić, że naprawdę tak nie było. W zasadzie to nawet nie zawracałam sobie głowy tym, co Cristiano powiedział o Xabim i o tym oświadczeniu; przez cały dzień czekałam z utęsknieniem na Ramosa i na tę rozmowę. Dlatego właśnie postawiłam na szczerość, bez względu na to, czy Sergio zamierzał mi uwierzyć, czy nie.
— Oczywiście, że nie — powiedziałam. Ku moim przypuszczeniom, Ramos zaśmiał się gorzko, a ja poczułam się przyparta do muru. — Wydaje ci się, że tylko ty, z naszej dwójki, się zmieniłeś. Ale ja także się zmieniłam i kiedy wiem, że coś jest definitywnie skończone, nie staram się tego za wszelką cenę ratować. Szczerze mówiąc, nawet nie wierzę w to, że Xabi próbował mnie niby chronić. Przecież złamałam mu serce.
— Mnie też złamałaś serce — zauważył. — A, mimo to, robię wszystko, żeby cię chronić. Bo zrobiłbym dla ciebie wszystko.
Byłam idealnie świadoma faktu, że i Sergio zraniłam, może nawet bardziej niż Xabiego, ale gdy przyznał to wreszcie na głos, poczułam, jak karma wymierzała mi siarczysty policzek za błędy, które popełniłam. On naprawdę pamiętał, że go skrzywdziłam, ale pewne uczucia były od tego silniejsze. 
Jak to, że zrobiłby dla mnie wszystko, mimo tego, co było między nami kiedyś; mimo tego, co narobiłam.
— Wiem o tym, ale się zmieniłam…
— Nie zmieniłaś się, Carter. — Znowu nie pozwolił mi dokończyć. — Gdybyś się zmieniła, nie poleciałabyś do Alonso przy pierwszej lepszej okazji. 
— Czy ty mnie w ogóle słuchasz? — wcześniejszy gniew ze mnie uleciał, ale jego ignorancja sprawiła, że na nowo zaczęłam się wściekać. — Powiedziałam przecież, że to wszystko skończone, ale jestem świadoma, że przeszłości nie cofnę…
— Carter, kiedy powiedziałem, że złamałaś mi serce, nie chodziło mi o przeszłość — wyjaśnił, kręcąc z politowaniem głową. Najwyraźniej to było dla niego takie oczywiste. — Chodziło mi o teraźniejszość. O to, co stało się kilka dni temu.
Mówił o zdjęciach. O tym, że całowałam się z Xabim, bodajże ze cztery dni temu. To mu złamało serce.
Ta jedna sprawa stała się dla mnie wreszcie taka klarowna. Ramos ciągle wracał do Xabiego nie przez pryzmat tego, co wydarzyło się dwa lata temu; wracał, ponieważ nie wierzył mi, że to koniec. W końcu gdyby to był koniec, to bym się z nim nie całowała i to jeszcze tak zachłannie, tak, że doprowadziło mnie to do utraty przytomności.
Z jednej strony odetchnęłam z ulgą. Pojawiła się nadzieja, że Sergio naprawdę nie miał żalu o przeszłość, a tylko o ten nieszczęsny pocałunek. Którego wcale nie żałowałam, ale jeżeli to wystarczyło, by odzyskać zaufanie Ramosa, i gdyby była taka możliwość, to chciałabym cofnąć czas i nie pocałować Xabiego.
Ale z drugiej strony nie podchodziłam do tego z takim optymizmem, bo tego pocałunku nie miałam na co zwalić. Stało się to całkiem niedawno i przekreślało wszystko, co mogło być między mną a Ramosem. O ile on faktycznie rozstał się z Pilar. 
— Sergio… — zaczęłam łagodnie, a cała złość momentalnie ze mnie uleciała. Tyle że nie pozwolił mi nic więcej dodać.
— Kiedy wczoraj próbowałem cię pocałować, odsunęłaś się — powiedział i oparł się plecami o ścianę po drugiej stronie przedpokoju. Dzięki temu staliśmy naprzeciwko siebie i mieliśmy na siebie najlepszy możliwy widok. — Mimo że powiedziałaś, że z Alonso wszystko skończone, nie pozwoliłaś mi cię pocałować. A my powiedzieliśmy ci wtedy, że nie chcemy cię w swoim życiu, ale jemu i tak dałaś się pocałować.
Nawet nie dał mi szansy, bym się wytłumaczyła, chociaż sama nie wiedziałam, czy miałam cokolwiek na swoją obronę. Za każdym razem, kiedy milknął a ja otwierałam usta, znowu zaczynał mówić.
— Czy to nie jest oczywiste? — zapytał retorycznie takim głosem, jakby ogłaszał kapitulację. — To zawsze będzie ten przeklęty Xabi. A ja, idiota, nie potrafiłem dotrzymać jednej obietnicy danej Pilar, bo wciąż łudzę się, że jednak to nie będzie on… Że to my jesteśmy sobie pisani.
Normalnie pomyślałabym, że dramatyzował, kiedy mówił, że „jesteśmy sobie pisani”, ale bardzo mi wtedy ulżyło, bo wreszcie rozwiewał moje wątpliwości. Dzięki temu zaczynałam zapominać, za co się wcześniej tak na niego wściekałam, bo jak ja w ogóle mogłam być na niego zła, kiedy był ze mną taki szczery?
Praktycznie tymi słowami podawał mi swoje serce na dłoni. Naprawdę chciałam je wtedy wziąć. 
— Czyli to z mojego powodu… — zawahałam się z obawy, że nie pozwoli mi dokończyć, ale nie przerwał mi. Spojrzał na mnie zachęcająco. — Przeze mnie zerwałeś z Pilar?
— Kiedy mi powiedziała, że jest w ciąży, obiecałem jej coś — wyznał beznamiętnym głosem; domyśliłam się, że strasznie go męczyło to, że tej obietnicy nie dotrzymał. — Obiecałem, że nigdy jej nie zostawię. Ale naprawdę wtedy sądziłem, że nie wrócisz, a nawet jeśli, to już nic do ciebie nie będę czuł… Pilar uważa, że popełniam głupstwo, że gdybyś faktycznie się zmieniła, to byś nie całowała się z Alonso…
— Zależy mi na tobie — powiedziałam szybko i zdecydowanie, podobnie jak zdziera się plaster. Wiedziałam, że gdybym to przemyślała, nie odważyłabym się na takie wyznanie. Ale wierzyłam, że potrzebował to usłyszeć, potrzebował wiedzieć, że wcale nie popełniał głupstwa.
Tyle że bynajmniej go nie przekonałam.
— Też tak myślałem — przyznał. Osunęłam się powoli po ścianie, żeby usiąść na podłodze; ta szczerość mnie przytłaczała, aż nie miałam siły ustać na własnych nogach. — Że się zmieniłem i ty to zobaczyłaś, zrozumiałaś, że istnieje szansa, że może nam wyjść. Ale kiedy wczoraj próbowałem cię pocałować, to było coś, co zrobiłby stary Ramos, a ty się odsunęłaś. Wtedy dotarło do mnie, że zależy ci na facecie, którym myślisz, że mogę być. Dostrzegłaś moją zmianę, ale ona nastąpiła dopiero po twoim wyjeździe, gdy wiedziałem, że muszę stać się bardziej jak Xabi, jeżeli w ogóle ty i ja mamy być razem. Tak bardzo za tobą szalałem, że byłem gotów zmienić się w faceta, którego tak kochałaś.
— Och, Sergio…
— Musiałaś zobaczyć we mnie lepszą wersję Alonso — zignorował moje westchnienie. — Bezproblemową wersję. Tylko wtedy mogło zacząć ci na mnie zależeć. Wcale nie zależy ci na Ramosie, którym wciąż jestem gdzieś tam w środku, tym, który zakpił ze śmierci twoich rodziców, tym, który przez miesiące traktował cię jako kolejną zdobycz. Gdyby tak było, to nie wybrałabyś Xabiego… Wybrałabyś mnie.
Nie było sensu zaprzeczać. Przynajmniej nie samej sobie.
Nigdy nie zrozumiałam wyborów, które podejmowałam, zanim wyjechałam z Madrytu; nawet, gdy mogłam je spokojnie przemyśleć, kiedy już wróciłam do deszczowego Londynu. W Hiszpanii czułam tyle rzeczy, które były dla mnie całkowicie nowe, że sama się w nich pogubiłam i nie umiałam sobie z nimi poradzić. Dopiero powrót do domu pozwolił mi odróżnić to, co czułam do Ramosa od tego, co czułam do Xabiego.
Kochałam Sergio. Nie tak, jak tego ode mnie oczekiwał, ale kochałam. Nie był Xabim, ale to wcale nie oznaczało, że był od niego gorszy; po prostu nie był kimś, z kim mogłabym chociaż spróbować wyobrazić sobie spędzenie reszty życia. Był raczej kimś w rodzaju najlepszego przyjaciela, ale uczucia wszystko między nami pokomplikowały i przez nie nigdy nie potrafiłam się z nim zaprzyjaźnić.
Ale te kilka dni, które razem spędziliśmy, uświadomiły mi, że gdybym chciała się z nim zaprzyjaźnić, to bym to zrobiła i nie chowała się za tym, że on mnie kochał, a ja nie byłam w stanie nic na to zaradzić. Dlatego wiedziałam, że w cokolwiek wierzyłam przez dwa lata, było zwyczajnym okłamywaniem siebie samej. Strachem przed tym, co czekało na mnie, gdybym wybrała Sergio.
Nie zaprzeczałam jego słowom, bo miał rację. Gdyby zależało mi na Ramosie, którym był, gdy się poznaliśmy, wtedy bylibyśmy razem. Nie wybrałabym faceta z bagażem w postaci dzieci i byłej żony, co i tak skończyło się tak, jak miało się skończyć — źle.
— Nie pozwoliłam ci się wczoraj pocałować — wyjaśniłam, bo to była jedyna rzecz z całego jego monologu, z której mogłam się wytłumaczyć — bo byłeś przybity i szukałeś czegoś, co pomoże ci choć na chwilę zapomnieć. A ja nie chcę być twoją chwilą zapomnienia.
— Zatem, kim chcesz być? — zapytał i założył ręce na piersi, a ja musiałam zadrzeć głowę, żeby w ogóle go widzieć.
Westchnęłam z rezygnacją.
— Chcę być dla ciebie wszystkim.
Zaskoczyłam nas oboje. Siebie bardziej, bo nie spodziewałam się, że były we mnie tak wielkie pokłady odwagi, żeby to powiedzieć. Ale chyba po tym, co on mi powiedział, było mi już wszystko jedno i przestało mnie obchodzić, czy mnie odrzuci, a ja się ośmieszę tymi wyznaniami.
W zasadzie, to nic mnie nie obchodziło. Po prostu się cieszyłam, że nie musiałam już dłużej tłumić w sobie tych uczuć. Mimo tego, co od niego usłyszałam, wciąż czułam, że mi na nim zależy. Może nawet bardziej niż przed tą rozmową. 
— Problem polega na tym, że ja ci nie wierzę — powiedział, choć słyszałam, że nie tak pewnie, jak wcześniej. Bardziej zrobił to po to, żeby zranić mnie tak, jak ja zraniłam jego pocałunkiem z Xabim.
— Wiem, muszę to udowodnić, łapię. — Wstałam na równe nogi, co nie przyszło mi z łatwością, bo spódnica sukienki była wyjątkowo wąska. — Tyle że nie spodziewaj się, że będę cię całować tylko dlatego, że z Pilar ci się nie układa. Będę cię całować, kiedy będę mieć pewność, że tego właśnie chcesz… że chcesz mnie.
Nie potrafiłam stwierdzić, ile czasu zajęła nam ta rozmowa, ani tym bardziej, na którą godzinę była ta cała kolacja i czy nie byliśmy na nią spóźnieni. Ruszyłam do drzwi, nawet się za nim nie oglądając, skoro on nie potrafił mi uwierzyć, kiedy mówiłam mu, że mi na nim zależy. Nie miałam pomysłu, jak go do tego przekonać; w tamtej chwili nie bardzo chciało mi się go całować. Już bardziej wolałabym go walnąć.
Nie doszłam do drzwi, kiedy ruszył za mną i złapał mnie za ramię, żeby mnie do siebie przyciągnąć i obrócić twarzą do siebie. Zamknął mnie w ciasnym uścisku, tak, że moje dłonie znalazły się na jego klatce piersiowej, bym mogła trzymać go od siebie na bezpieczną odległość. Rzuciłam mu zdezorientowane spojrzenie, bojąc się tego, po co to zrobił, ale najwyraźniej nie planował mnie pocałować, bo w ogóle nie patrzył na moje usta.
— Nie chce mi się wierzyć, że chciałabyś całować faceta, który doprowadza cię do szału tak często, jak ja to robię — powiedział, a jego oczy rozbłysły. — Nie wierzę, że może ci na mnie zależeć, bo ja już zawsze będę Ramosem, którego bez przerwy będziesz chciała zabić.
I puścił mnie, a potem mnie wyminął, bo blokowałam drogę do drzwi.
Ale najważniejsze było to, że jedno drugiego nie wykluczało. Bo mogło mi na nim zależeć i mogłam wciąż chcieć go zabić.
Był sobą. Był Ramosem, za którym zaczynałam szaleć.