17 stycznia 2015

12. Wykrzykuje całą prawdę

Ramos zerwał z Pilar.
No… tak jakby. Tak naprawdę nie wiedziałam, kto z kim zerwał, ani tym bardziej, czy w ogóle to zrobili. Całą ich kłótnię przeleżałam w wannie ze słuchawkami w uszach, byle tylko niczego nie słyszeć, potem przebrałam się w czystą piżamę — długie flanelowe spodnie i obcisły podkoszulek — i związałam wilgotne włosy w wysoką kitkę. Kiedy wreszcie zeszłam na dół po coś do jedzenia, panowała tam głucha cisza; Sergio siedział na kanapie w salonie z twarzą schowaną w dłoniach i nigdzie nie było śladu po Juniorze.
Ani tym bardziej po Pilar.
— Sergio? — powiedziałam cicho i od razu, zamiast do kuchni, skierowałam się w jego stronę, żeby usiąść obok niego.
Byłam praktycznie pewna, że nie miał najmniejszej ochoty na pogaduszki. Już wcześniej nie chciał rozmawiać ze mną o jego problemach z Pilar, więc szczerze wątpiłam, żeby nagle zmienił zdanie w tej kwestii, w końcu najprawdopodobniej to o mnie się z nią kłócił. Nie umiałam jednak obrócić się na pięcie i go zignorować. Gdzie bym dzisiaj była, gdyby nie wyciągnął do mnie ręki, kiedy cały świat zwrócił się przeciwko mnie? Musiałam mu się jakoś odwdzięczyć.
No i też potrzebowałam porozmawiać z nim o tym wszystkim. Uważałam, że nam obojgu należały się wyjaśnienia, bo takie zamiatanie sprawy pod dywan mnie nie satysfakcjonowało; w środku aż gotowałam się z niecierpliwości, że tak długo z tym zwlekaliśmy, zwłaszcza, że nocowałam u niego kolejną noc z rzędu i nadal nie wiedziałam, dlaczego na to pozwalał.
Usiadłam na kanapie w bezpiecznej odległości od Ramosa, uznając, że to nie była za dobra chwila, aby się do siebie zbliżać, chociaż tak naprawdę żadna nie miała być odpowiednia, dopóki wciąż były między nami niedopowiedzenia. Gdy to zrobiłam, nie podniósł nawet głowy; dopiero, kiedy olałam swoje postanowienia i wyciągnęłam rękę, żeby pogłaskać go po plecach dla dodania mu otuchy, opuścił dłonie i spojrzał przed siebie. Nie odezwał się do mnie słowem.
Za to ja chciałam zacząć mówić. Chciałam go zapytać, czy wszystko dobrze, mimo że widziałam doskonale, że tak nie było i to byłoby idiotyczne. Chciałam się dowiedzieć, o co chodziło z Pilar, chciałam, żeby opowiedział mi o związku z nią i wyjaśnił, czy to przeze mnie mieli kłopoty. Chciałam usłyszeć, co do mnie czuł albo czy w ogóle cokolwiek czuł, chciałam, żeby wyznał, dlaczego był dla mnie taki dobry, odkąd wylądowałam w szpitalu, skoro kilka godzin temu sam przyznał, że mnie już zawsze miało chodzić o Xabiego i byłam stratą czasu.
Po prostu chciałam wszystkiego. Kiedy jednak otworzyłam usta, żeby zacząć o to walczyć, szybko dostrzegłam minusy tego pomysłu. Nie mogłam chcieć wszystkiego, ponieważ to ja odeszłam. Nie mogłam na niego naciskać, jeżeli sam z siebie nie zamierzał mi niczego tłumaczyć; powinnam być tylko wdzięczna za jego pomoc i o nic nie pytać. Pozostawało mi jedynie plucie sobie w brodę za to, że dokonałam złego wyboru i pocałowałam Xabiego w tej przeklętej uliczce.
Nie zrobiłam więc niczego, oprócz głaskania go po plecach.
Ciężko było stwierdzić, ile czasu tak siedzieliśmy i to jeszcze w ciszy, ale czułam, że byłam gotowa być przy nim tak długo, jak tego potrzebował. Kiedy w końcu obrócił głowę w moją stronę, żeby na mnie popatrzeć, na jego twarzy wypłynął lekki grymas, a oczy przypominały dwie szklanki wody. To był okropny widok.
— Carter? — szepnął ochrypłym głosem, a następnie odchrząknął.
Spojrzałam na niego i przeniosłam swoją dłoń z jego pleców na jego policzek, żeby dotknąć go opuszkami palców. Był to impuls na widok łez w jego oczach; dopiero po paru sekundach dotarło do mnie, co ja właściwie zrobiłam i że było to dla mnie zakazane. Tyle że nie zdążyłam cofnąć swojej ręki, bo następny ruch Ramosa mi to uniemożliwił: pochylił się nade mną, żeby mnie pocałować. Sama nie wiedziałam, co mną kierowało, bo przecież tego właśnie chciałam, ale jak tylko zobaczyłam, że jego głowa zbliżała się do mojej, a jego usta znajdowały się coraz bliżej moich, odsunęłam się od niego. I zabrałam rękę, a Sergio musiał cmoknąć powietrze.
Zaskoczyłam go. Dał mi to do zrozumienia, kiedy zmarszczył czoło i spojrzał na mnie pytająco. Ja sama byłam zaskoczona swoim odruchem, w końcu myślałam tylko o tym, żeby dowiedzieć się, co on takiego do mnie czuł, a ten pocałunek mógł mi wiele powiedzieć. Tyle że wiedziałam również, że ludzie w takich sytuacjach, w jakiej on znajdował się z Pilar, często szukali sposobu na chwilowe zapomnienie, a ja nie chciałam być jego nagrodą pocieszenia. Chciałam, żeby całował mnie, bo tego bardzo pragnął, zamiast całowania mnie, bo było mu smutno i ja jedna byłam w pobliżu.
— Przepraszam — mruknęłam, czując, jak paliły mi się wnętrzności z zażenowania. Na chwilę wstrzymałam oddech, jakbym się bała, że zaczerpnięcie powietrza mogło tylko wszystko pogorszyć.
Popatrzyłam na niego ze strachem, głównie to przed jego reakcją. Ramos jedynie parsknął i pokręcił głową; może zaczynało do niego docierać, że to nie był jego najmądrzejszy pomysł. Bo nie był.
A mówiłam to ja — ta, która bardzo chciała, żeby ją całował.
— To ja przepraszam — powiedział, w ogóle na mnie nie patrząc. Wstał z kanapy i ruszył w kierunku schodów. — Idę spać.
Nawet się do mnie nie odwrócił. Nie żebym go za to winiła, bo faktycznie zrobiło się między nami strasznie niezręcznie. To także mnie zadziwiało; doskonale pamiętałam ten wieczór, kiedy przyszedł do domu Evelyn i wyznał mi miłość. Chociaż nie odpowiedziałam mu tym samym, między nami nie było żadnego napięcia, jak w ciągu tych paru sekund, zanim postanowił pójść na górę i zostawić mnie samą.
Te dwa lata jednak wiele zmieniły, o czym przekonywałam się na każdym kroku.
Nie umiałam myśleć. Gdy upewniłam się, że na pewno nie słyszałam żadnych hałasów na piętrze, w razie, gdybym miała wpaść przypadkiem na Ramosa, wzięłam tyle jedzenia z kuchni, ile mi się zmieściło w rękach i zamknęłam się w swoim pokoju. Nie zamierzałam go opuszczać, dopóki Sergio nie pojechałby na trening albo gdziekolwiek. Czułam się upokorzona zajściem w salonie, bardziej niż gdy cały świat zobaczył, jak całowałam się z żonatym facetem.
Przed pójściem spać, schowana pod kołdrą, trzęsłam się cała jak jakaś galareta. Z jednej strony w mojej głowie znajdowało się zbyt wiele myśli, a z drugiej nie myślałam o niczym. Zachowanie Ramosa wyprowadziło mnie z równowagi, przez co straciłam resztki zdrowego rozsądku i chyba tylko cudem udało mi się zasnąć.
Obudziłam się dopiero rano i to nie sama z siebie. Kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam Cristiano siedzącego na brzegu mojego łóżka; w dłoniach trzymał dwa tosty z dżemem, najwyraźniej jeden był specjalnie dla mnie. Podał mi go, gdy w popłochu odskoczyłam do ściany, zakrywając się kołdrą pod samą szyję. Ronaldo parsknął ze śmiechu i ugryzł swojego tosta, potrząsając rękę, w której trzymał tego dla mnie, jakby się niecierpliwił, że jeszcze go nie wzięłam.
Wyciągnęłam nieufnie rękę spod kołdry, aby złapać za tosta, i posłałam Cristiano pytające spojrzenie.
— Cześć! — przywitał się i uśmiechnął się szeroko.
— Nie musisz krzyczeć, cześć — powiedziałam i ugryzłam tosta. Był jeszcze ciepły. — Co ty robisz w moim pokoju?
Teoretycznie to nie był mój pokój, tylko chwilowe miejsce pobytu, ale kto tam dbał o szczegóły. Na pewno nie Ronaldo. 
— Przyjechałem po Ramosa i pomyślałem, że się z tobą przywitam — wyjaśnił z entuzjazmem. — W końcu nie odwiedziłem cię w szpitalu. Jak się czujesz, wszystko dobrze?
Nie mogłam nie zauważyć, że podczas mojej dwuletniej absencji Cristiano i Sergio stali się sobie bardzo bliskimi przyjaciółmi, zupełnie tak, jak kiedyś Ramos i Xabi. Tak samo jak nie mogłam nie dostrzegać, że byli wobec mnie wyjątkowo mili.
Xabi uświadomił mi, że dla niego już zawsze miałam być dziewczyną, która złamała mu serce, ale ta dwójka zachowywała się, jakby wcale nie żywiła do mnie żadnej urazy, a przynajmniej nie dawała tego po sobie poznać. A zwłaszcza Ramos, który nie dość, że zapewniał mi dach nad głową, to jeszcze próbował mnie zeszłej nocy pocałować, choć nadal nie wiedziałam, dlaczego.
Ja naprawdę potrzebowałam z nim porozmawiać.
— Tak, dzięki — odpowiedziałam i znowu ugryzłam tosta. Był dobry, a ja, jako szczególnie fatalna kucharka, potrafiłam doceniać takie drobnostki. W końcu sama byłam zdolna spieprzyć takie proste zadanie, jak wsadzenie dwóch kawałków chleba do tostera.
Cristiano przyglądał mi się w milczeniu, podczas gdy ja delektowałam się tostem, a on szybko skończył swojego. Sięgnął po pudełko chusteczek, które stało na szafce nocnej przy łóżku, i wytarł dłonie. 
— Rozmawiałem wczoraj z Ramosem… — zaczął, tym samym przerywając ciszę, i zmiętolił chusteczkę, ale nie pozwoliłam mu dokończyć.
Opuściłam ręce i spojrzałam na niego z politowaniem. 
— Daruj sobie. Już mi powiedział, że uważasz, że mój pomysł jest bezsensowny — powiedziałam, kończąc tosta, i wzięłam chusteczkę, żeby wytrzeć palce. — W porządku, nie szkodzi. Nie potrzebna mi twoja pomoc.
— Wcale nie powiedziałem, że twój pomysł jest bezsensowny — zaprzeczył od razu, a w drzwiach stanął Ramos.
Wyglądał prześwietnie, chociaż, gdy sprawdzałam godzinę, była jakaś siódma rano. Miał jeszcze mokre włosy, co znaczyło, że zdążył już wziąć prysznic, ale wyglądał nieziemsko, jak zawsze, że aż prawie zapomniałam o zajściu między nami poprzedniej nocy. Prawie, bo zaraz ta świadomość we mnie uderzyła, jakbym wpadła na twardą ścianę, i na moment wstrzymałam oddech.
Konfrontacja z nim mnie przerażała. On mnie przerażał; przerażało mnie, co mógł mi powiedzieć albo zrobić.
To było przecież idiotyczne. Na litość boską, to był Ramos, czego ja się niby miałam bać?
— Wybacz za niego — powiedział, a jego niski, głęboki głos przyprawił mnie o gęsią skórkę, a tost, który przed chwilą zjadłam, podszedł mi do gardła. — Do niektórych nie dociera, jak się mówi, żeby cię nie budzić.
Posłał wymowne spojrzenie Cristiano. Wzruszyłam ramionami. 
— Nic nie szkodzi — skwitowałam z uprzejmością, co nie umknęło uwadze Ronaldo.
Popatrzył najpierw na mnie, potem na Ramosa, wskazując przy tym na nas palcem. Następnie rozdziawił szeroko usta z szoku, jakiego wtedy doznawał, aż w końcu zakrył je sobie drugą dłonią. Kiedy połączył fakty — wtedy nie wiedziałam jeszcze, jakie — opuścił ją i zawołał, dość głośno:
— Uprawialiście seks?!
Jeżeli Cristiano wydawał się zaskoczony tym, co mu przyszło do głowy, to co ja miałam powiedzieć o sobie i Ramosie. 
Czułam, że moje policzki robiły się czerwone jak dojrzałe pomidory, przy okazji piekły mnie, jakbym wystawiła je na słońce, a Sergio wzniósł oczy ku niebu, jakby liczył na jakieś zbawienie od tej żenującej sytuacji. 
Jak Ronaldo mógł w ogóle tak pomyśleć? Że ja i Ramos…? Przecież się przyjaźnili, na pewno był lepiej wtajemniczony w jego sprawy z Pilar niż ja. Zresztą, Sergio sam mi wczoraj mówił, że Cris wydawał się wyjątkowo zdziwiony, gdy dowiedział się, że mój związek z Xabim został definitywnie skończony. Czy on naprawdę sądził, że przychodziło mi z łatwością przestawianie się z jednego faceta na drugiego?
Co prawda, tak właśnie było, ale i tak. Zabił mnie tym wnioskiem. Po prostu mnie zabił.
— Nie, kretynie — warknął Ramos, szybciej dochodząc do siebie po usłyszeniu tej niedorzeczności. Słychać jednak w jego głosie było, że wkurzyły go słowa Ronaldo; może wciąż próbował wymazać ze swojej pamięci zajście z poprzedniej nocy, a on mu to uniemożliwiał. — Nie wiem, skąd ci się to wzięło. 
— Cóż, jesteście dla siebie nad wyraz uprzejmi. — Cristiano pospieszył z wyjaśnieniami. — Zawsze się ze sobą żrecie, przez to całe napięcie seksualne panujące między wami, więc pomyślałem, że może je już rozładowaliście, skoro jesteście dla siebie tacy milutcy.
To tak nas wszyscy widzieli? Że potrzebowaliśmy się ze sobą… kochać, żeby przestać się kłócić?
I czy Cristiano przypadkiem zapomniał, że Ramos wciąż był, chyba, z Pilar, która, tak przy okazji, była również matką jego syna? A ja nadal byłam Carter, tą łamiącą serca?
Oczywiście ja nie musiałabym się tłumaczyć z teoretycznego seksu z Ramosem; cokolwiek było między mną a Xabim, wczoraj zostało definitywnie skończone i to nie podlegało żadnej dyskusji. Ale Sergio już tak, bo ja nie wiedziałam, jak wyglądała jego sytuacja z Pilar. Może byłam jedyną niewtajemniczoną, bo Cristiano nawet o niej nie wspomniał. 
— Jezu, chciałbym o tym zapomnieć — jęknął Ramos, a ja parsknęłam. Myślałam dokładnie tak samo, jak on.
— Jestem spostrzegawczy — stwierdził Ronaldo. — Nie możesz mnie za to winić.
— Przecież nie winię — powiedział Ramos i oparł się o framugę drzwi, krzyżując ręce na piersi, a potem zmienił temat: — O czym rozmawialiście, zanim wam przeszkodziłem?
— O tym, że mój pomysł, aby odkryć, kto jest odpowiedzialny za aferę ze zdjęciami, jest według was głupi i bez sensu — odparłam, dziwiąc się samej sobie, że w ogóle się na to odważyłam. Ostatecznie wciąż przeżywałam stwierdzenie Cristiano i to, że nie dałam się pocałować Ramosowi. 
— Żaden z nas tak nie powiedział — zaprzeczyli chórem i pokręcili głową.
Nie wiedząc, czemu, poczułam się trochę zawiedziona faktem, że nie wspierali mnie w moim pomyśle. Oczywiście, że im dłużej myślałam o tej sprawie, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że obaj mieli rację, co mnie podłamywało. Porywałam się na niemożliwe, nawet nie miałam pojęcia, gdzie zacząć. Przecież ja nawet z domu nie wyszłam, odkąd opuściłam szpital; jak ja chciałam się bawić w detektywa, skoro nie miałam planu ani żadnych poszlak?
Poniekąd oczywista odpowiedź na to wszystko nasuwała się sama. Ale nie zamierzałam jej do siebie dopuszczać, bo to byłby już szczyt desperacji. A co dopiero mówić o niej na głos!
— Po prostu chcemy się dowiedzieć, dlaczego chcesz to robić — wytłumaczył spokojnie Ramos. — Nie pytałem o nic, kiedy wypłakiwałaś mi się w koszulkę. Stwierdziłem, że to taka gadka pod wpływem emocji, ale, gdy przestałaś płakać, wydawałaś mi się bardzo przekonana do swojego pomysłu. To może zdradzisz nam swoje motywy, a my podejmiemy ostateczną decyzję, co?
— Skąd w ogóle myśl, że potrzebuję waszej pomocy albo waszej zgody? — zapytałam ostro. Odnosiłam wrażenie, jakby Ramos sądził, że ja musiałam dostać jego pozwolenie, by coś zrobić. 
— Wiemy, że tego nie potrzebujesz — wtrącił Cristiano. Chyba zdążył wyczuć, że uprzejmości nastał koniec i nadszedł czas na interwencję. — Ale, Carter, naprawdę, skandale to nieodłączna część życia, kiedy jest się osobą publiczną…
— Ale ja nie jestem osobą publiczną…
— To nie ma nic do rzeczy — pokręcił głową. — Całowałaś Xabiego, zdjęcia są na to dowodem. Jeżeli jesteś tego świadoma, wiesz, że to prawda, a z prawdą nie należy walczyć, to nie będziesz chodziła do mediów, żeby opowiadać im o szczegółach waszego związku ani nie będziesz się promować na tej aferze. Po prostu przeczekasz tę burzę, zaczekasz, aż wyjdzie słońce. Tak samo, jak nie będziesz niepotrzebnie węszyć, bo to nie może skończyć się dobrze. Alonso wydał to oświadczenie, bo chciał cię przed tym wszystkim ochronić; gdyby powiedział, że coś was łączy, nie miałabyś życia.
Musiałam przyznać, że nigdy tak na to nie spojrzałam. Oczywiście zrobiłam to tylko w swojej głowie, bo nie zamierzałam dzielić się tym z Crisem ani, tym bardziej, z Ramosem. 
Ale ta teoria miała jeden minus — Ronaldo niekoniecznie mógł mieć rację. Może Xabi powiedział to, co naprawdę czuł, może wcale nie chciał mnie przed niczym chronić.
— Czujesz się zraniona, wiem o tym — ciągnął Cristiano i złapał mnie za rękę. — Każdy by się tak czuł, gdyby ktoś, kogo się kocha, ogłosił całemu światu, że tego nie odwzajemnia. Ale uwierz, to wszystko dla twojego dobra.
— Jezu, Ronaldo, kiedy ty stałeś się taki mądry? — zadrwiłam, na co tylko wywrócił oczami z lekkim uśmieszkiem. — Dlaczego Xabi miałby chcieć dobra kogoś, kto mu złamał serce?
— Bo, mimo wszystko, cię kocha. — Zapomniałam o obecności Ramosa w pokoju, bo siedział cicho od dłuższej chwili. Zmusiłam się, żeby na niego spojrzeć; wyglądał, jakby miał ogromną ochotę w coś walnąć. Czyli jak zwykle, gdy temat schodził na Xabiego. — Alonso to idiota, nie potrafi z tobą niczego załatwić jak normalny facet, ale cię kocha. Wiem, że w to nie wierzysz, zwłaszcza po tym, co ci wczoraj nagadał, ale tak właśnie jest. Nie jestem już jego najlepszym przyjacielem, ale co nie zmienia tego, że nadal widzę pewne rzeczy, o których on niekoniecznie chce mówić… komukolwiek.
Znowu spojrzałam na Cristiano, który posłał mi ciepłe spojrzenie i ścisnął moją dłoń. 
— To może teraz powiesz nam, dlaczego tak bardzo chcesz bawić się w detektywa, co? — poprosił równie ciepłym głosem, co jego wzrok.
Westchnęłam ciężko. A co mi tam.
— Chyba… — zawahałam się i naszła mnie wtedy przeokropna chęć, żeby popatrzeć na Ramosa, zobaczyć, jak zareaguje na moje słowa. Byłam jednak zbyt wielkim tchórzem i ostatecznie mój wzrok utkwił we wzorach na pościeli. — Chyba potrzebowałam jakiegoś powodu, żeby zostać w Madrycie.
— A zamierzałaś w ogóle wyjeżdżać? — spytał Ramos automatycznie. Bez jakichkolwiek emocji w głosie.
Spojrzałam na niego.
— To chyba jasne, że tak — stwierdziłam oczywistość. — Przecież sam mi powiedziałeś, kilka dni temu w restauracji, że powinnam się wynieść z Madrytu. Nic mnie tutaj nie trzymało i chciałam wsiąść w samolot, ale wtedy wybuchł ten skandal i sobie pomyślałam, że może to jakiś znak czy coś, wiecie, żeby tu zostać. Że tym razem nie mogę uciec.
Próbowałam ugryźć się w język, jakoś się powstrzymać, bo zdradzałam zbyt wiele informacji, ale nie byłam w stanie tego zatrzymać, dostałam słowotoku. Zwłaszcza że żaden z nich nie pokusił się o komentarz.
— Przedwczoraj zamówiłam bilet do Ameryki — ciągnęłam, chociaż sama już nie wiedziałam, po co to robiłam. — Pomyślałam, że się nade mną litujesz, że jest ci mnie zwyczajnie szkoda, bo wszyscy się ode mnie odwrócili, a ty nie umiesz mnie porzucić na pastwę losu i dlatego zabrałeś mnie do siebie, kiedy wypisano mnie ze szpitala. Nie potrafiłam sobie tego inaczej wytłumaczyć, w końcu jesteś z Pilar i masz z nią syna, ale wtedy przyszedł Xabi i powiedział to, co powiedział, a ja stwierdziłam, że muszę się dowiedzieć, czy Nagore nas przypadkiem nie szpiegowała.
— Dlaczego? — spytał Cris.
— A bo ja wiem? — wzruszyłam ramionami. — Chciałam wiedzieć, czy ona się naprawdę zmieniła i czy Xabi będzie z nią szczęśliwy. Nie wiem, już nic z tego nie rozumiem. Po prostu uznałam to za dobry pretekst, żeby tu zostać. Jakoś nie śpieszy mi się do powrotu do rzeczywistości, w której żyłam przez ostatnie dwa lata.
Głównie dlatego, że nie byłoby w niej Ramosa, ale tego już, na szczęście, nie powiedziałam. To musiało — przynajmniej na razie — zostać tylko dla mnie.
Nastała między nami cisza. Być może to był kretyński pomysł, żeby tak się przed nimi otwierać, ale kłamstwa i wymówki powoli mi się kończyły. Nawet sama przed sobą nie potrafiłam się już obronić; prawda zaczynała mnie bić po twarzy.
— Możemy… — odezwał się w końcu Ramos i odchrząknął. Ostatnio często ponosiły go emocje. — Możemy o tym pomyśleć, co by w tej sytuacji zrobić… To znaczy, z tymi zdjęciami. Jeśli chcesz, oczywiście.
Cristiano odwrócił się w jego stronę. Posłali sobie długie spojrzenie, jakby próbowali się porozumieć telepatycznie, aż w końcu Ronaldo poklepał mnie po dłoni, którą wcześniej trzymał, i wstał z łóżka, żeby sobie pójść. Ramos ruszył tuż za nim, ale zanim zamknął za sobą drzwi, wyjrzał jeszcze przez nie i powiedział, wahając się przez chwilę:
— Wydaje mi się, że czeka nas rozmowa. 
Nareszcie.