23 grudnia 2014

11. To było kwestią czasu

— Carter? Jesteś tutaj?
Obudził mnie dźwięk kluczy rzucanych na stolik w przedpokoju. Spróbowałam się podnieść i rozejrzeć się, ale wtedy zorientowałam się, że nie posiadałam zbyt dużego pola do manewru przez Sergio Juniora, który spał na mojej klatce piersiowej i oddychał równomiernie. Wyglądał niegroźnie i wcale nie tak, jakby jakąś godzinę temu darł się wniebogłosy, dopóki — zrezygnowana i nie wiedząca, co robić — nie położyłam go tuż przy swoim sercu, które bolało mnie, odkąd Xabi odszedł; nawet nie zaczekał na Ramosa, z którym miał pojechać na trening. Nie potrafiłam zapobiec jego histerii, więc sama się rozpłakałam, i płakaliśmy tak długo, aż zasnęliśmy.
Podjęłam próbę podniesienia głowy, żeby chociaż sprawdzić, która była godzina, i właśnie w tamtym momencie do salonu wszedł Ramos. Spojrzał na mnie i opuścił ręce; wyglądał, jakby mu ulżyło, ale też jakby nieźle się na mnie zezłościł. 
— Jezu, Carter, czemu ty nie odbierasz telefonu? — krzyknął szeptem, gdy zobaczył Juniora pogrążonego we śnie, i nawet chciał go ode mnie zabrać, ale nie pozwoliłam mu, kręcąc głową. Byłam wręcz przekonana, że wtedy by go obudził i maluch znowu zacząłby płakać, a mnie już głowa bolała od jego płaczu z niewiadomych przyczyn. Chyba nie lubił mnie tak bardzo, jak mi się wcześniej wydawało. — Dzwoniłem od godziny!
— Która jest? — zapytałam zaspanym głosem, ignorując jego wyrzut. 
— Po siódmej — odpowiedział, ale już bez pretensji, i usiadł na stoliku, który stał niecały metr od białej kanapy, na której leżałam z jego synem. Wszędzie walały się zabawki, więc zrzucił je na podłogę, żeby zrobić sobie miejsce. — Przepraszam. Wiem, miałem wrócić kilka godzin temu, ale musiałem się jeszcze z kimś spotkać. 
Ziewnęłam. Nie było mi szczególnie zimno, mimo że był już wieczór, a ja miałam na sobie jedynie bluzkę na ramiączka i krótkie spodenki, ale Ramos i tak złapał za koc, który zwisał z kanapy i mnie nim otulił. Potem pogłaskał mnie po czole swoją ciepłą dłonią i pochylił się nad Juniorem, żeby pocałować go w jego małą główkę. 
— Masz strasznie opuchnięte oczy — zauważył, znowu siadając na stoliku. — Dużo płakałaś? 
Podniosłam rękę i przetarłam je. Nie musiałam nawet przeglądać się w lustrze, żeby upewniać się, jak okropnie wyglądałam, bo byłam tego świadoma. Przy tak małym dziecku było naprawdę trudno znaleźć chwilę nawet na zrobienie siku, i nadal nie potrafiłam ogarnąć, jak udawało się to Ramosowi. Ale cokolwiek myślałam sobie rano, w końcu dotarło do mnie, że bez względu na to, jaka piękna bym nie była albo co by Xabi mi nie powiedział, Sergio już nigdy nie popatrzyłby na mnie w taki sposób, w jaki patrzył kiedyś. Spędziłam zbyt wiele czasu z Juniorem; przestałam się łudzić i zrozumiałam, że on zaczął życie, w którym niemile były widziane komplikacje. Jak mój powrót albo chęć bycia z nim. 
Poniekąd to dlatego tak wcześniej płakałam; nie tylko z powodu tego, co zaszło między mną a Xabim, ale również dlatego, że Ramos był poza moim zasięgiem. Niby siedział tuż obok i wystarczyło, że wyciągnęłabym rękę, a mogłabym go dotknąć, ale to było za mało. Chciałam cały pakiet.
Pamiętałam jego słowa, te ze szpitala. O tym, że pragnęłam Xabiego tylko i wyłącznie dlatego, że był dla mnie nieosiągalny. Co, jeśli tak było w przypadku Ramosa? Co, jeśli myślałam, że go chciałam, bo wiedziałam, że nie mogłam go mieć? 
Przypomniałam sobie także naszą poranną rozmowę, zanim pojechał na trening, klnąc pod nosem na Xabiego za to, że go wystawił. Ramos obiecał mi, już nie liczyłam, który raz z kolei, że zrobi wszystko, co w jego mocy, żeby pomóc mi odkryć, czy to faktycznie Nagore była sprawczynią tej afery zdjęciowej. Planował porozmawiać z najbardziej zaufanymi chłopakami z drużyny, którzy mogliby mu podsunąć jakiś trop w tej sprawie, oczywiście tak, żeby Xabi niczego się nie domyślił.
Odetchnęłam z ogromną ulgą, gdy już wrócił. Zanim zasnęłam i przestałam myśleć, strasznie się zamartwiałam całą tą sytuacją. Co, jeśli nikt nie mógł nam pomóc? Gdzie indziej miałabym szukać? 
To usilne odkrycie prawdy było jak skok na głęboką wodę. Do tego bardzo nieprzemyślany. 
— Nie przejmuj się tym — zbyłam go i zmieniłam temat. — Lepiej powiedz mi, co takiego się wydarzyło, że prawie cały dzień nie było cię w domu. 
— Po treningu pojechałem się z kimś spotkać — odparł, wstając, żeby pójść do kuchni, a po drodze dodał: — Z Rene, moim bratem. 
Po kilku minutach wrócił do salonu z dwoma szklankami wody; gdy podawał mi jedną z nich, zobaczył, jak wysoko moje brwi powędrowały do góry. Wzruszył ramionami i wziął łyka. 
— Tak, Carter, mam brata. Jakbyśmy dwa lata temu… — zawahał się i skrzywił tak, jakby woda była zbyt kwaśna (nie była). Nie dokończył jednak tego, co zamierzał powiedzieć; zamiast tego rzucił: — Nieważne. Kiedyś ci go przedstawię, jak przypadkiem niespodziewanie nie wyjedziesz. 
Spuściłam wzrok na małą główkę Juniora, usilnie pilnując się, żeby go w nią nie pocałować. W końcu to nie było moje dziecko, no i on już miał matkę. Poza tym poczułam się wyjątkowo głupio, bo od razu pomyślałam o tym, co zrobiłam w nocy — o tym, że zamówiłam bilet na samolot do Ameryki. Co prawda, odwołałam rezerwację, gdy tylko Ramos pojechał na trening, ale i tak czułam się jak idiotka, że w ogóle coś takiego wpadło mi do głowy.
— Obiecuję, że nie wyjadę z Madrytu, dopóki nie dowiem się, czy te zdjęcia to sprawka Nagore — powiedziałam cicho i odważyłam się znowu na niego spojrzeć. — Później się zobaczy, co będzie, to będzie.
— Czyli co? — Sergio oparł się łokciami o swoje uda i pochylił się w moją stronę. Mimo że nasze twarze nie były aż tak blisko siebie, to nie bardzo mogłam uciec przed jego przenikliwym spojrzeniem. — Załóżmy, że to Nagore. Okazuje się, że śledziła ciebie i Alonso, bo mu nie ufa, jeśli chodzi o ciebie, chciała cię postawić w złym świetle i uświadomić mu, że rujnujesz mu życie. A potem co? Powiesz mu prawdę, żeby ją zostawił i żebyście mogli być razem, mimo że dzisiaj rano ze sobą zerwaliście, jeśli można to tak w ogóle nazwać?
— Wierz mi lub nie, ale ja już nie chcę z nim być — powiedziałam i ciężko westchnęłam. Sergio Junior poruszył się, ale na szczęście nie obudził się.
Przez moment Ramos patrzył się na mnie w osłupieniu, a następnie cicho się zaśmiał. Spojrzałam na niego, zdziwiona, bo nie bardzo rozumiałam, co go tak rozśmieszyło. 
— Przepraszam — powiedział w końcu i odchrząknął, bo wcześniej jego głos był nad wyraz rozbawiony. — Po prostu… Wy ciągle ze sobą kończycie i ciągle do siebie wracacie. Teraz tak mówisz, że to koniec i w ogóle, bo jesteś zwyczajnie na niego zła, ale jak ci przejdzie, to będziesz chciała znowu z nim być. Dlatego tak bardzo chcesz dowiedzieć się, czy to Nagore.
W Ramosie najbardziej lubiłam i jednocześnie nienawidziłam to, że potrafił przejrzeć mnie na wylot i powiedzieć to, co ja sama bałam się wypowiedzieć na głos. Ale tym razem mylił się, w niczym nie miał racji.
Nie byłam zła na Xabiego, bo nie miałam powodu, by być. W końcu to ja byłam tą, która odeszła i złamała mu serce, nie na odwrót, co dzisiaj mi zresztą wypomniał. Jeżeli kiedykolwiek istniał sposób, żeby mu to wynagrodzić, to upewnienie się, że Nagore naprawdę się zmieniła i stała się lepszą osobą, z którą mógł być szczęśliwy. Martwiły mnie słowa Ramosa na jej temat, więc chciałam się przekonać, czy się przypadkiem nie mylił. Nie po to, by później zniszczyć ich związek i żebym była z Xabim, ale dlatego, żebym wiedziała, z kim Xabi zamierzał spędzić resztę życia.
Oczywiście, ja nie byłam święta i nie miałam prawa się wtrącać w jego decyzje. Ale tym razem było zupełnie inaczej, tym razem wiedziałam już, że nigdy nie będziemy razem, dlatego chciałam pewności, że będzie szczęśliwy z kimś innym. Nawet z Nagore. 
Marzyłam, żeby to nie była ona. Marzyłam, żeby Ramos się pomylił i żeby ona naprawdę była zupełnie inną osobą, taką, która ufała mężowi i nie potrzebowała go śledzić. 
Tyle że do Sergio nie przemawiały moje słowa, jak do mnie, kiedy mu to wszystko tłumaczyłam.
— Ty go kochasz, Carter — skwitował z taką dziwną rezygnacją w głosie. — Wmawiaj sobie, wmawiaj mi, co zechcesz, ale ty go kochasz. Na ten swój pokręcony sposób, w jaki nigdy nie potrafiłaś pokochać mnie. 
Ale teraz bym potrafiła cię tak pokochać, a nawet bardziej… Tak bardzo chciałam mu to wtedy wyznać, ale gdy otworzyłam usta — żadne słowo z nich nie wyszło. W ostatniej chwili nie byłam w stanie powiedzieć mu, że mogę go kochać, bo zaczęłam się bać, że wyszłabym na idiotkę; myślałam tylko o Juniorze, który znajdował się z dala od tego walniętego świata i oddychał tak spokojnie, trzymając swoje małe rączki na moich piersiach. Jego obecność uspakajała mnie i to dzięki niemu zachowywałam się jeszcze racjonalnie. Cokolwiek czułam do Sergio, musiałam najpierw jego syna brać pod uwagę. I Pilar.
Chyba powoli przestawałam być egoistką. Przynajmniej w tej jednej kwestii.
— Ja nie mam pretensji, serio — ciągnął, gdy dotarło do niego, że nie zamierzałam ani zaprzeczać, ani potwierdzać. — Minęło już tyle czasu, że przestało mnie to wkurzać. Poza tym uświadomiłem sobie coś ważnego: nawet gdybyśmy, jakimś cudem, zostali parą czy coś w tym stylu, to ciebie i Alonso zawsze będzie coś do siebie przyciągać, on zawsze będzie tym pierwszym i tym jedynym. To on będzie tym, dla którego będziesz w stanie rzucić wszystko, nawet jeśli on tego nigdy dla ciebie nie zrobi. 
— Sergio… — zaczęłam, czując niewyobrażalne wyrzuty sumienia z powodu tego wszystkiego, tego, jak go skrzywdziłam, tego, że wciąż mi tego nie wypomniał, ale on tylko na mnie spojrzał z gorzkim uśmiechem. Nie pozwolił mi skończyć, mimo że bladego pojęcia nie miałam, co mu mogłam powiedzieć.
— Nieważne, Carter — przerwał mi. Powtórzył to słowo, więc wiedziałam, że to było bardzo ważne, ale nie na tę chwilę. — Po prostu zmieńmy temat. Na przykład, może spytaj, czy pogadałem z kumplami, czy czegoś nie podejrzewają.
Po tym, co powiedział, szczerze wątpiłam, abym była w stanie się skupić na tym, co miał mi do przekazania. Pragnęłam go do siebie przyciągnąć i przytulić, może nawet i pocałować, ale nie mogłam, co sprawiało, że czułam się jeszcze paskudniej. Naprawdę chciałam mu to wszystko wynagrodzić, ale jak, jeśli wciąż pozostawała kwestia Pilar i ich syna? 
No i… ja nigdy tak naprawdę nie spojrzałam na całą sprawę z jego perspektywy. Co z tego, że byłam — teoretycznie — pewna, że Xabi był zamkniętym rozdziałem w moim życiu, skoro Sergio zawsze miał się bać, że jeżeli się do siebie zbliżymy, zakochamy się w sobie i będziemy razem, to Xabi niespodziewanie wtargnie między nas i to wszystko zepsuje. Czułby się dokładnie tak samo, jak ja czułam się, kiedy byłam z Xabim i ciągle bałam się, że jeśli spróbuję zaznać choć odrobiny szczęścia, to Nagore mi to odbierze i zostanę z pustymi rękoma.
Co prawda, Nagore mi to zabrała, ale tylko dlatego, że jej na to pozwoliłam, poddając się. A Ramos nie był mną; nie poddawał się tak łatwo, o ile w ogóle to robił. Tyle że nie potrafiłam go do niczego zmusić, więc chyba dobrze zrobił, że zmienił temat.
W końcu moim priorytetem było odkrycie prawdy, a nie bycie z Ramosem. 
— Tak właściwie, to niczego się nie dowiedziałem — wyznał w końcu i odstawił, pustą już, szklankę na bok, a potem na mnie spojrzał. — Wiem, co ci obiecałem i zamierzam dotrzymać danego ci słowa, choćby nie wiem, co, ale uznałem, że im mniej osób będzie wiedziało o naszym… planie, tym lepiej dla nas. No i nikt się przed Alonso nie wygada.
— Komu powiedziałeś? — zapytałam więc.
— Tylko Ronaldo wie, na razie — odpowiedział. — Powiedziałem mu też o tym, co zaszło między tobą a Alonso dzisiaj rano, bo Alonso bardziej wściekły być nie mógł. Nie powiem, Ronaldo nieźle się zdziwił.
— Dlaczego? — uniosłam brwi z zaskoczenia. — Nie powiesz mi chyba, że jakoś nam kibicował czy coś.
— Wiesz… — Ramos urwał w pół zdania. Potem pokręcił głową, jakby sam się sobie dziwił, że to, co planował powiedzieć, robiło na nim jeszcze jakieś wrażenie. — Po twoim wyjeździe, ty i Alonso obrośliście w mit o wielkiej, nieszczęśliwej miłości. Kiedyś pisano mity o powstaniu świata, tak wtedy w Madrycie opowiadano mit o tym, jak to się kochaliście i jak Alonso dobiło twoje odejście. Bo to prawda; on był żałosny, żałośniejszy niż gdy odkrył, że Nagore to zdradziecka suka. Wszyscy tylko mówili o waszym ogromnym uczuciu, bo przecież, gdyby ono nie było takie duże, to on by tak nie cierpiał. Każdy mu współczuł, chociaż to był dorosły facet z dwójką dzieci, no i… Jak padało twoje imię, nigdy nikt nie pomyślał: „Carter i Sergio”, zawsze było: „Carter i Xabi”.
Opowiadał to, jakby to było nic wielkiego, ot, anegdotka z życia, z którego odeszłam. Ale między wierszami słyszałam, że miał o to pretensje, bo on wcale nie uważał, że mnie i Xabiego łączyła wielka miłość, o której tak wszyscy piali. 
— Nikt nie wziął pod uwagę, że ty też mogłeś cierpieć — wywnioskowałam, choć to było oczywiste, ale chciałam dać mu znać, że rozumiałam.
— Nie to, że ja odwaliłem taką szopkę, jak Alonso — wyjaśnił natychmiast. — Nie umiałem zamknąć się w ciemnym pokoju i zapijać smutki. Musiałem wyjść do ludzi, musiałem grać, musiałem kogoś poznać, bo inaczej bym oszalał albo stanąłbym w twoich drzwiach i prosił cię, żebyś wróciła do mnie. Być może pospieszyłem się z Pilar i dlatego wszyscy z góry założyli, że mi przeszło, a Alonso pozostawał wielkim męczennikiem ze złamanym sercem. Byliście uważani za taką parę, która „nie pokonała przeszkód na drodze do szczęśliwego zakończenia”…
Teraz to się już zgrywał.
— No i dlatego Ronaldo się zdziwił — podsumował swój monolog. — Zauważył, że dojrzałaś i byłaś gotowa na związek z Alonso, a tu klops, bo on jednak nie kocha cię tak bardzo, jak to wszyscy myśleli. 
— Według ciebie, Xabi udowodni mi swoją miłość tylko wtedy, kiedy odejdzie od Nagore — odgryzłam mu się i podałam mu swoją pustą szklankę, żeby postawił ją na stoliku. — Tak jak ty byś odszedł od Pilar, jakbyś był na jego miejscu.
Ramos odstawił szklankę i zacisnął usta. Nie wiedziałam, dlaczego to w ogóle powiedziałam, chciałam tylko podać przykład, a on był jedynym, który przyszedł mi na myśl. Ale po jego minie domyśliłam się, że czegoś mi nie mówił. 
— No to go wtajemniczyłem w całą sprawę — mówił, jakbym ja wcześniej się nie odezwała. — Ostatnio jest jednym z niewielu, którym można faktycznie ufać i wytłumaczyłem mu wszystko. Że chcesz odkryć tego, kto zrobił te zdjęcia, po co, dla kogo, dlaczego, no i, że twoją główną podejrzaną jest Nagore. Ale Ronaldo uznał, że to nie ma żadnego sensu.
Zdziwiłam się jeszcze bardziej, o ile to w ogóle było możliwe. Cris mnie zaskakiwał, nie żebym go wcześniej uważała za idiotę, ale tym razem wydawało mi się, że on naprawdę potrafił racjonalnie myśleć. 
— Według niego, teraz każdy może cię sprzedać gazetom — wyjaśnił, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. — Nie tylko Nagore, to może być każdy, więc jak zamierzasz to odkryć?
— Obiecałeś mi pomóc, a teraz uważasz, że Cristiano jest tym, który ma rację i uznałeś, że moje poszukiwania są bezcelowe? — zapytałam ostro, z pretensją. — Wiesz co…
— To nie o to chodzi — od razu wszedł mi w słowo. — Po pierwsze, jeszcze żadnych poszukiwań nie zaczęłaś. A po drugie, Carter, my jesteśmy osobami publicznymi. W przypadku takich brudów, wydajemy sprostowanie i sprawa rozchodzi się po kościach. Nie pozywamy nikogo ani nie prowadzimy dochodzenia jak Sherlock Holmes.
— Ale ja nie jestem osobą publiczną — przypomniałam mu. — To moja babka jest, to znaczy była, sławna. I mój były chłopak. I z tego, co się orientuję, nikt nikomu nie robi zdjęć w jakiejś ciemnej uliczce podczas takiej ulewy. Ja rozumiem nagrać kogoś na plaży albo w restauracji, ale w ślepym zaułku? To nie jest normalne i to nie jest mój kaprys, Sergio. Ktoś maczał w tym palce i jeżeli ty ani Cris nie chcecie mi pomóc, to sama się tym zajmę. Tylko niech najpierw Pilar zacznie być matką i zaopiekuje się swoim dzieckiem.
Wkurzył mnie Ramos i specjalnie powiedziałam to ostatnie zdanie, żeby i jego zdenerwować, mimo że tak właśnie myślałam. Nie znałam Pilar, może nie miałam prawa głosu w tej sprawie, a Sergio sam tłumaczył, że ona ogarnia mieszkanie, zanim weźmie Juniora do siebie, ale i tak nie podobały mi się jej metody wychowawcze. Mnie samej było trudno się z nim rozstać, choć tak krótko go znałam, to czemu ona go tak łatwo porzuciła? 
Ramos zgromił mnie wzrokiem, a ja jego. Żadne z nas nie zamierzało dać za wygraną; on uważał, że miał rację, a ja, że ja.
Zupełnie niespodziewanie i znikąd, przeszło mi przez myśl, że to on nas śledził. Albo Cristiano. To znaczy, niekoniecznie oni, ale ktoś, komu zapłacili grube pieniądze.
Nie spodziewałam się żadnego entuzjazmu z ich strony, oczywiście, że nie, ale też nie oczekiwałam, że powiedzą, że odkrywanie prawdy nie miało żadnego sensu, zwłaszcza, że Sergio jeszcze rano był skory do pomocy. Poza tym, nie zależało mi na tym, żeby wydawać jakieś żałosne sprostowania do mediów, jak to zrobił Xabi, bo przestawało mnie interesować, co o mnie wypisywano. Czego bym nie wyrządziła, i tak nie wyszłoby na moje, więc po co miałabym walczyć, ale chciałam wiedzieć, kto dał temu początek. Dlatego podejrzewałam Cristiano, bo to on odwiódł od mojego pomysłu Ramosa.
Przecież oboje byli wtedy w restauracji. Ramos mógł się wściec na Xabiego za to, że go wykiwał, więc Cristiano zadzwonił po jakiegoś szpiega. Ale w tym wypadku, Sergio musiał być niezłym aktorem, wnioskując po tym, jak zareagował w szpitalu na widok tych zdjęć; wydawał się wtedy naprawdę zaskoczony.
Brzmiałam jak szalona. Jak ja mogłam podejrzewać dwie najbliższe mi osoby, które tyle dla mnie zrobiły, odkąd wróciłam do Madrytu? Może oni mnie po prostu chcieli chronić przed tym medialnym bagnem?
— Carter…
Tym razem Ramosowi ktoś przerwał. Nie, nie ja. Dzwonek do drzwi.
Nie rozumiałam, czemu — a przynajmniej wtedy — zabrał ode mnie Juniora, który spał tak słodko, że powoli zaczynałam zapominać, że w ogóle na mnie leżał, zanim poszedł otworzyć. Gdy tylko Ramos wziął go na ręce, obudził się i rozpłakał, wyciągając swoje małe rączki w moją stronę. Podniosłam się i zrobiłam wymowną minę do Sergio, ale on jedynie wzruszył ramionami i ruszył do drzwi, kiedy niezapowiedziany gość zadzwonił po raz piąty.
Odrzuciłam koc i założyłam na siebie satynowy szlafrok, który leżał obok, zawiązując go mocno w pasie. Potem przeczesałam włosy palcami i odnalazłam gumkę, żeby je związać w wysoką kitkę. Wreszcie miałam okazję, aby zająć się sobą i moje myśli błądziły już przy wannie z gorącą wodą i pianką. Idąc do łazienki, po drodze pozbierałam zabawki i rzuciłam je na kanapę, żeby nikt się nie potknął, ale od schodów dzielił mnie jeszcze przedpokój, gdzie po raz pierwszy stanęłam twarzą w twarz z Pilar.
Spojrzałyśmy na siebie, obie zaskoczone swoim widokiem, a potem, kiedy ja nie potrafiłam oderwać od niej wzroku, ona spojrzała na Ramosa tak ostro, jakby oczekiwała, że automatycznie zacznie tłumaczyć jej zaistniałą sytuację. Zwłaszcza wtedy, gdy trzymała Juniora na rękach, a on, gdy tylko mnie zobaczył, wyciągnął do mnie ręce, chcąc, żebym go do siebie wzięła.
Nie odważyłam się go dotknąć.
— Ty musisz być Pilar — odezwałam się, niepewnie, ignorując jej syna, i wymusiłam na sobie lekki uśmiech. Jako że nie kąpałam się jeszcze i cały dzień przeleżałam z jej dzieckiem, musiałam zrobić na niej fatalne pierwsze wrażenie.
Za to ona była piękna. Na litość boską, czy Ramos i Xabi musieli wybierać sobie takie śliczne kobiety, przy których wymiękałam? Wiedziałam, że Pilar była starsza od Sergio o parę lat, więc trochę się zdziwiłam, że nie zobaczyłam tych słynnych kurzych łapek w kącikach jej oczu, kiedy się do mnie wreszcie uśmiechnęła. Nawet ja je miałam, mimo że niedawno obchodziłam dwudzieste pierwsze urodziny.
— A ty musisz być Carter — wywnioskowała. Miała ciepły głos, co mnie zaskoczyło, bo spodziewałam się, że będzie oschła, jak jej spojrzenie. — Miło cię poznać. Sergio dużo o tobie opowiadał.
Szkoda, że ja nie mogłam powiedzieć tego samego. Popatrzyliśmy na siebie z Ramosem; wzruszył ramionami i bezgłośnie przeprosił mnie za tę sytuację, jakby to była jego wina. Ponownie przeniosłam wzrok na Pilar i uśmiechnęłam się do niej, wciąż ignorując Juniora.
— Zostawię was samych — powiedziałam.
Weszłam na schody, ale zanim ruszyłam na górę, obejrzałam się jeszcze raz za siebie. Pilar i Ramos przechodzili właśnie do salonu, więc zniknęli mi z pola widzenia, ale po chwili mogłam usłyszeć ich szybką wymianę zdań. Na szczęście nie krzyczeli, ale i tak mówili dość głośno, dlatego musiałam jak najszybciej zamknąć się w łazience, żeby nie podsłuchiwać. Naprawdę, nie chciałam być tego świadkiem, mimo że zdążyłam usłyszeć, że Pilar przyczepiła się o mnie.
I chociaż Ramos zapewnił mnie z milion razy, że to nie przeze mnie się z nią rozstał, zawsze czułam się winna rozpadowi ich związku i temu, że rozbiłam rodzinę małemu dziecku; dziecku, które zdążyłam pokochać jak własne.
Ale co jeśli… tak właśnie miało być?