7 listopada 2014

9. Odnalazłem to, czego mi brakowało

Poprawiłem mankiety koszuli, przeglądając się w ogromnym lustrze, które wisiało nad palącym się kominkiem, aby po raz kolejny upewnić się, czy garnitur faktycznie dobrze na mnie leżał i lekko poluzowałem krawat, żeby mnie nie przyduszał, ale i nie rzucał się w oczy. Nie chodziło jednak o to, żebym to ja wyglądał niesamowicie przystojnie tego wieczoru. Chodziło o nią — o to, że znowu mogliśmy być razem. Na poważnie. 
W tle leciała jakaś ckliwa ballada — zgadywałem, że Beyonce — specjalnie na jej życzenie, która dodawała salonowi romantycznego klimatu. Nigdy nie dbałem o takie szczegóły, aż do teraz, ale musiałem przed samym sobą przyznać, że ta atmosfera mi się udzielała i działała na mnie wręcz kojąco; nie denerwowałem się tym, co miało się za chwilę wydarzyć, raczej ekscytowałem się. Naprawdę zależało mi, żeby wszystko było idealne, bo oboje długo czekaliśmy na tę chwilę. 
Centrum salonu było oświetlane przez ogień jarzący się w kominku; światła paliły się tylko na brzegach pomieszczenia. Kanapę podsunąłem pod ścianę, podobnie jak stolik, na którym stały kieliszki i wiadro z lodem do szampana, aby zrobić nam miejsce na parkiecie. To miał być nasz pierwszy wspólny wieczór od lat, choć miałem nadzieję, że jeden z wielu następnych, i chyba dlatego tak bardzo skupiałem się na najmniejszych detalach. Na dworze już dawno zapadły egipskie ciemności, ale kiedyś powiedziała mi, że uwielbiała późną jesień.
Rozejrzałem się wokół, żeby jeszcze raz upewnić się, że całokształt został dopięty na ostatni guzik, a kiedy spostrzegłem swoje odbicie w lustrze, uśmiechnąłem się do siebie pokrzepiająco. Następnie podszedłem do schodów i odchrząknąłem, wyczekując na jej przyjście.
Moje serce wreszcie domyśliło się, że zaraz miało spotkać mnie coś niesamowitego, bo wykonało jakąś dziwną akrobację w środku. Chyba się cieszyło. 

— Sergio. — Usłyszałem szept zbyt delikatny, jak na kobietę, która położyła się obok mnie, i już za chwilę czułem, jak w ciemności szukała mojej ręki, a kiedy ją odnalazła, ścisnęła ją mocno. — Sergio, jest w porządku.
Otworzyłem oczy, chociaż w pokoju panował taki mrok, że nie zrobiło mi to żadnej różnicy: nadal niczego nie widziałem, co nieszczególnie mi przeszkadzało. Wiedziałem tylko, że leżałem na plecach na miękkim dywanie w sypialni, przed drzwiami od balkonu, a ręce miałem opuszczone wzdłuż ciała. Pilar znajdowała się tuż obok mnie, tak blisko, że czułem jej słodki oddech na swoim policzku, a jej ramię stykało się z moim ramieniem.
Powoli zaczynałem przypominać sobie, dlaczego znaleźliśmy się w takiej a nie innej sytuacji, z czym przyszły kolejne wyrzuty sumienia. Bo to nie ona była główną bohaterką mojej fantazji. 
— Nie szkodzi, naprawdę — powtórzyła. Słowem się nie odezwałem, chociaż w duchu wręcz krzyczałem, żeby zamilkła, bo jej gadanie tylko zwiększało moje poczucie winy. — Nic nie szkodzi, że nadal jesteś zakochany w tej całej… Jak ona miała na imię? Carter?
Zamknąłem oczy i na nowo otworzyłem je tak szeroko, jakbym za wszelką cenę próbował coś zobaczyć w tej ciemności, a moje serce zabiło szybciej. 
C a r t e r.
To był pierwszy wieczór od prawie roku, podczas którego pozwoliłem sobie o niej pomyśleć i to jeszcze w tak odważny sposób. Wcześniej stosowałem dość znaną metodę z gumką recepturką — ilekroć w moich myślach przewijało się jej imię albo jej twarz, strzelałem sobie w rękę, żeby się ukarać i dać sobie nauczkę, a potem skupić na czymś ważniejszym. Z czasem zaczęła schodzić na dalszy plan; z dnia na dzień myślałem o niej coraz mniej, później coraz rzadziej, aż w końcu przestałem.
Wszystko wróciło jak bumerang po długiej wędrówce, kiedy Pilar wyszła z łazienki z pozytywnym testem ciążowym, oraz z miną, która wyrażała coś na pograniczu radości i zaskoczenia. Potem chyba zaczęła się złościć, gdy nie zareagowałem tak, jak ona sobie to wyobrażała w swojej głowie, i dlatego byliśmy tu, gdzie byliśmy.
W środku szczerze ucieszyłem się na wieść o wspólnym dziecku, mimo że na zewnątrz trudno było to dostrzec. Może z Pilar nie łączyła mnie jakaś szalona miłość, ale kochałem ją, naprawdę ją kochałem, i byłem z nią szczęśliwy; byłem szczęśliwy na samą myśl, że mieliśmy wkrótce zostać rodzicami, i wiedziałem, że będziemy w stanie dać temu maluchowi wszystko, co najlepsze. 
Jednak fakt faktem, moja reakcja mogła nie być dla niej satysfakcjonująca, bo zdecydowanie nie zareagowałem w stylu Ramosa — nie zacząłem skakać z radości, a oczy nie świeciły mi się z euforii. Ale to wcale nie dlatego, że Pilar była ze mną w ciąży, a ja planowałem ją właśnie rzucić. Po prostu…
Byłem na siebie wściekły, dobra? Byłem zły, bo kiedy ona dzieliła się ze mną tą wspaniałą nowiną, to ja, po tak długim czasie, pomyślałem o Carter, a przecież szło mi już tak świetnie! Pomyślałem o niej, jak skończony kretyn, którym zresztą byłem, a że na moim nadgarstku od dawna nie wisiała żadna gumka, nie mogłem się skarcić. Te myśli totalnie mnie pochłonęły, co zezłościło mnie jeszcze bardziej i tak oto wylądowałem na podłodze w swojej własnej sypialni.
Nie rozmawiałem z nią przeszło od roku, a ona wciąż potrafiła mi wszystko zniszczyć. Czy to nie było wręcz śmieszne?
— To był mój wybór. — A Pilar wciąż mówiła. — Zgodziłam się z tobą być, mimo że ty ciągle powtarzałeś, że nadal jesteś w niej zakochany. I szczerze, nie wiem, czy kiedykolwiek przestaniesz ją kochać, ale nie zamierzam z ciebie rezygnować. Nie tylko ze względu na dziecko.
— Pilar… — mruknąłem, żeby nie pozwolić jej już niczego dodać, i podniosłem wolną rękę, żeby podrapać się po czole. Zamiast tego walnąłem się w oko. — To wcale nie chodzi o to. 
— Więc o co?
— Po prostu… — zawahałem się i westchnąłem ciężko. Jeżeli kiedyś miałem być z nią szczery w stu procentach, to najwyraźniej właśnie w tamtym momencie. — Gdy się poznaliśmy, powiedziałem ci od razu, że kocham kogoś innego, a ty i tak zechciałaś się ze mną spotykać i sprawdzić, co z tego wyjdzie. Pomyślałem wtedy, że jesteś tą właściwą kobietą dla mnie, ale ja nie będę ciebie wart, dopóki będę pamiętał o tamtej. Dlatego tak cholernie zależało mi, żeby o niej zapomnieć i wychodziło mi to, aż do dzisiaj. Bo kiedy wyznałaś mi, że jesteś w ciąży… Ona wróciła.
— Co masz na myśli?
— Pomyślałem o niej, Pilar. Pomyślałem, że bardzo za nią tęsknię.
Puściła moją rękę i odsunęła się. Odważyłem się odwrócić głowę w jej kierunku, i chociaż nie potrafiłem zbyt wiele zobaczyć w tej ciemności, to tego nawet widzieć nie musiałem. To było jasne, że zawiodłem ją swoimi słowami.
Carter była specyficzna. Zapamiętałem ją jako bardzo zagubioną dziewczynę w życiu, która — czasem świadomie a czasem nieświadomie — robiła wszystkim na złość. Kiedy, na przykład, Iker na nią patrzył, to widział kogoś, kto zranił jego najlepszego przyjaciela; podejrzewałem zresztą, że wielu ludzi prędzej skupiało się na czyichś wadach niż zaletach, których Carter mogła wcale nie posiadać. Ale ja dostrzegałem w niej całość, interesował mnie jej cały pakiet, dzięki któremu była taka niezwykła i jedyna w swoim rodzaju. 
Mnie za to powszechnie uważano za chodzący ideał, ale oceniano mnie tylko na podstawie wykreowanego obrazka. W końcu mało kto wiedział, jaki byłem prywatnie. Może i wyglądałem świetnie, ale po godzinach mogłem być jakimś świrem albo płatnym mordercą.
Kiedy Carter sobie wyjechała, strasznie się na nią wkurzyłem. Tak bardzo, że już nie potrafiłem znaleźć w niej żadnej pozytywnej cechy; można by rzec, że zrzuciłem klapki z oczu i zobaczyłem, jak wielką egoistką była, oraz doszedłem do wniosku, że przez ten cały czas się mną bawiła, bo na samym końcu i tak zamierzała złamać mi serce. Kogoś takiego nie dało się kochać. Ale ja nadal ją kochałem, więc wściekałem się na nią jeszcze bardziej. Nie była idealna, ale problem polegał na tym, że drugiej takiej jak ona nie mogłem znaleźć. 
Pilar od początku była promienna, odkąd ją poznałem. W przeciwieństwie do Carter, która przez większość czasu, kiedy mieszkała w Madrycie, chodziła przybita. Pilar potrafiła rozświetlić swoim uśmiechem pokój, do którego wchodziła, towarzystwo, do którego dołączała; przy niej wszystko wydawało się takie łatwe i przyjemne. 
Alonso zdecydował się wrócić do Nagore, a właściwie to był do tego zmuszony, kiedy chwila zapomnienia skończyła się wpadką, i miał o tyle gorzej, że Nagore nie rozumiała, że on nie potrafił wybić sobie z głowy Carter, nawet po tym wszystkim. Pilar była bardziej wyrozumiała, co więcej, wiernie przy mnie stała, kiedy moje myśli próbowały błądzić wokół kogoś, kto nie był nią.
Dlatego dręczyły mnie wyrzuty sumienia. Bo byłem w związku z naprawdę wspaniałą kobietą, a niekończąca się miłość do Carter sprawiała, że stawałem się oszustem i nie zasługiwałem na Pilar.
A ja cholernie chciałem na nią zasługiwać. Marzyłem o tym, aby spędzić z nią resztę życia, ale w tym życiu nie mogło znaleźć się miejsce dla Carter.
Za to Pilar nadal milczała. Otwierałem usta, żeby coś powiedzieć i zakończyć tę męczącą ciszę, którą przerywało tylko przesuwanie się wskazówki zegarka, sprawiające, że minuty wydawały się być godzinami, ale żaden dźwięk się ze mnie nie wydobywał. Bałem się, że każde moje kolejne słowo mogło tylko wszystko pogorszyć, więc siedziałem cicho i czekałem.
Czekałem na jej ruch. 
— Tylko tyle? — zapytała w końcu. Słyszałem, że wiele z siebie dawała, żeby głos jej się nie załamał. Była dzielna. — Tylko to, że za nią tęsknisz?
W tej tęsknocie było coś takiego, czego sam nie potrafiłem racjonalnie wytłumaczyć ani sobie, ani tym bardziej jej. Coś w rodzaju drugiego dna, bo te fantazje nie były tylko chwilową nostalgią lub ukrytym pragnieniem mojej podświadomości, aby Carter wróciła do mojego życia. Były jak alternatywna wersja, czymś, co jakaś część mnie chciała, żeby się zdarzyło. Przerażała mnie myśl, że skrycie mógłbym woleć jej powrót, żebyśmy mogli zostać razem na zawsze, od wieści o Pilar będącej ze mną w ciąży. 
A tego w życiu bym jej nie powiedział.
— Zawsze starałem się o niewłaściwą dziewczynę — odezwałem się wreszcie, umyślnie unikając odpowiedzi na jej pytanie. — Zawsze, Pilar. To ja byłem tym, który angażował się na całego, tym, który za każdym razem dostawał po dupie. Więc kiedy cię poznałem i zrozumiałem, że w końcu znalazłem tę właściwą, tę, która za nic w świecie mnie nie zrani… Czułem, że na ciebie nie zasługuję, bo wciąż kochałem Carter i w żadnym wypadku nie chciałem sprawiać ci przykrości. Dlatego próbowałem zrobić wszystko, żeby o niej zapomnieć i żeby cię uszczęśliwić. I udawało mi się, bo przecież oboje byliśmy bardzo szczęśliwi, i dzisiaj miało być jeszcze lepiej, ale… Ona wróciła. To dlatego jestem taki wpieniony. Bo to ty powinnaś być najważniejsza, tak samo nasze dziecko. 
Słyszałem, jak Pilar podnosiła się na równe nogi. Zmarszczyłem czoło, bo zielonego pojęcia nie miałem, co ona zamierzała zrobić; może odejść albo mnie zabić. Po chwili sypialnię rozświetliła lampa, która stała w kącie, najwyraźniej po to, żebyśmy mogli siebie widzieć. Chociaż to nie był dobry pomysł. 
Pilar znajdowała się jakiś metr ode mnie i patrzyła na mnie takim dziwnym spojrzeniem, które sam nie wiedziałem, jak opisać. Nie była ani smutna, ani szczęśliwa, ani zła, ani zawiedziona. Łzy spływały po jej policzkach, rozmazując tusz do rzęs, ale to chyba były łzy ulgi. 
Podparłem się łokciami, podnosząc się do pozycji półsiedzącej, i wyciągnąłem ręce w jej stronę, żeby do mnie podeszła. Kiedy mnie za nie chwyciła, pociągnąłem ją mocno do siebie, tak, że znalazła się tuż przy moich nogach, a ja mogłem złapać ją obiema rękami za głowę i pocałować.
Nie, Pilar zdecydowanie nie była Carter. Ale była cudowna.
— Próbuję być na ciebie zła — wymamrotała między jednym pocałunkiem a drugim.
Odsunąłem swoją twarz od jej twarzy i przetarłem kciukiem kącik jej oka. Mimo że była zaczerwieniona od płaczu i miała rozmazany makijaż, wciąż była piękna. Jak ja mogłem być taki nie fair wobec niej?
— Wiem, przepraszam — powiedziałem zadziornie, bo wiedziałem, że napięcie między nami zaczęło opadać.
Pilar wzruszyła ramionami i odsunęła się ode mnie, żeby skrzyżować nogi, a potem oparła policzek o swoją rękę. To jeszcze nie był koniec. 
— Skoro jesteśmy już przy temacie tej Carter… — zawahała się na sekundę i przygryzła dolną wargę. Spojrzałem na nią z ciekawością, bo byłem zainteresowany tym, o co chciała mnie spytać. Nigdy o niej nie rozmawialiśmy, trochę dlatego, że sobie tego nie życzyłem, ale też dlatego, że Pilar nie pytała. — Mogę zadać ci pytanie?
— Jasne. 
— Rok temu gazety sporo się o niej rozpisywały — zaczęła, niepewnie. — Kiedy powiedziałeś mi jej imię, skojarzyłam je z czymś i po prostu sprawdziłam, o kogo chodzi. Ona jest wnuczką Evelyn Harvelle. A więzy rodzinne nigdy nie były moim konikiem. 
Pokiwałem głową, bo nie za bardzo wiedziałem, czy powinienem coś wtrącić, czy zaczekać, aż przejdzie do sedna sprawy. 
— A Evelyn nadal mieszka w Madrycie — ciągnęła. — Więc jeżeli jej rodzice nie żyją, a ona jest całkiem sama w Londynie, to dlaczego tutaj nie została? 
— Ona i Alonso byli, tak jakby, razem — wyjaśniłem dość niechętnie, bo przypomniałem sobie tę jej całą bzdurę, że „to zawsze będzie Xabi”. — Ale Nagore wróciła do Madrytu i Carter nieźle odwaliło, więc z nim zerwała. Wtedy spróbowałem ją zdobyć, przyznaję, że w niezbyt subtelny sposób, ale Alonso się wkurzył i dał mi po ryju, a Carter, jak to ona, zwiała, nim któryś z nas zdążył ją zatrzymać. 
— Więc wyjechała przez was? — Pilar drążyła temat, ale jak na nią spojrzałem, to wydawała się naprawdę zaciekawiona tą sprawą. 
— Ta — mruknąłem. — Coś tam mamrotała, że chce, żebym się nadal przyjaźnił z Alonsem, a to, według niej, było niemożliwe, jeżeli zostałaby w Madrycie. 
— Ale przecież twoje stosunki z Xabim są bardzo chłodne…
— Niby się pogodziliśmy, ale zrobiliśmy to raczej dla dobra drużyny niż dla nas samych. — Wzruszyłem ramionami. — To chyba była za poważna kłótnia, żeby ot tak wszystko wróciło do dawnego porządku. 
— Tęsknisz za nim?
Westchnąłem w odpowiedzi. 
— Wiem, wiem. Za dużo pytań. — Pilar uniosła dłonie w obronnym geście i uśmiechnęła się. — Ale jeszcze tylko jedno i już o nic nie spytam. 
— No to słucham.
— Czysto hipotetycznie: co byś zrobił, jakby Carter, zupełnie niespodziewanie, stanęła jutro w twoich drzwiach? Zostawiłbyś mnie dla niej?
Pilar usłyszała tylko ciszę.

Słyszałem stukanie obcasów, a po chwili wyłoniła się jej smukła sylwetka na szczycie schodów. Ubrana była w prostą, kremową sukienkę bez ramion, która idealnie podkreślała jej oliwkową skórę, a włosy wysoko spięła, uwydatniając dzięki temu swoje piękne kości policzkowe. Jej zielone oczy zaśmiały się radośnie, kiedy mnie zobaczyła, i łapiąc za balustradę, zaczęła do mnie schodzić. N a r e s z c i e.
Wyciągnąłem ku niej dłoń, aby pomóc jej pokonać ostatnie stopnie. Kiedy stanęła na parkiecie, okręciłem ją wokół własnej osi, a następnie mocno ją do siebie przyciągnąłem. Beyonce wciąż wprowadzała nas w romantyczną aurę, chociaż muzyka już dawno zeszła na dalszy plan.
Najważniejsze było to, że trzymałem ją w swoich ramionach. Czułem się cholernie szczęśliwy, dzięki temu, że w końcu ją miałem, i nie potrafiłem przestać się uśmiechać.
— Aleś przystojny — powiedziała, kiedy kołysaliśmy się na boki, i zmierzyła mnie wzrokiem. Przyciągnąłem ją do siebie jeszcze mocniej, aby zmniejszyć przestrzeń między nami. — Przyznam, że zdążyłam o tym zapomnieć.
Jej ton głosu dobitnie sugerował, że się ze mną droczyła. Musiałem to przyznać: strasznie mi brakowało tej jej sarkastycznej chrypki.
— Widzisz, a ja nie zapomniałem, jaka jesteś piękna — odgryzłem się i pochyliłem się nad jej pachnącą szyją, chcąc musnąć ją wargami.
Odchyliła głowę do tyłu i zaśmiała się cicho, jakbym ją łaskotał moim dotykiem. Gdy się od niej odsunąłem i mogliśmy spojrzeć sobie w oczy, wzięła głęboki oddech i powiedziała słowa, na które czekałem zdecydowanie za długo.
— Kocham cię, Sergio.
Ja ciebie też kocham, Carter.

— Nie, Pilar — powiedziałem i przełknąłem ślinę. Wątpiłem w to, że byłem dobrym kłamcą. — Jeśli Carter by wróciła, nie zostawiłbym cię. Nigdy cię nie zostawię.
Skłamałem. 

Jesień 2013