23 listopada 2014

10. Dałem ci moje serce na chwilę

Nie zdążyłam rozwiązać problemów, które wyniknęły z mojego powrotu do Madrytu, a obecnie dochodził mi kolejny do wpisania na listę. Jak ja, do cholery, miałam niby powiedzieć Ramosowi, że wczoraj, późnym wieczorem, kiedy ułożyliśmy Juniora do snu i rozeszliśmy się do swoich sypialni, zaklepałam bilet na samolot do Ameryki?
Nawet ja sama do końca nie wiedziałam, dlaczego to w ogóle zrobiłam. Może to przez ten antybiotyk nie potrafiłam racjonalnie myśleć i ubzdurałam sobie, że najłatwiej będzie dotrzymać danego sobie słowa w szpitalu i wyjechać, co przecież dla mnie było klasyczną ucieczką.
Szybko jednak pożałowałam swojej pochopnej decyzji. Właściwie to już rano, kiedy tylko się obudziłam i usłyszałam Ramosa krzątającego się po kuchni; domyślałam się, że przygotowywał śniadanie, a że nie za bardzo rozumiałam, co mówił, zgadywałam, że w międzyczasie musiał zabawiać Juniora dziwacznym językiem (czy dzieciaki naprawdę to lubiły?). Wtedy od razu wylałam na siebie kubeł zimnej wody — nie mogłam go znowu skrzywdzić. Zwłaszcza, że w ostatnich dniach to on trzymał mnie mocno za rękę i to dzięki niemu nie pozwoliłam sobie na załamanie nerwowe.
Zanim wyjechaliśmy z posiadłości Evelyn i na dobre pożegnaliśmy się z tym miejscem, Sergio zadał mi pytanie, na które nie znałam odpowiedzi. Ani takiej, która byłaby w stu procentach prawdziwa, ani tym bardziej takiej, która mogłaby go usatysfakcjonować. 
„I co teraz, Carter?”.
Gdybym wypaliła coś w rodzaju: „A teraz, Sergio, zrobię to, o co mnie poprosiłeś kilka dni temu, czyli wyjadę z Madrytu”, byłoby to bez sensu i w dodatku mógłby sobie pomyśleć, że bredziłam. Po pierwsze dlatego, że byłam praktycznie pewna, że to było nieaktualne, a po drugie: czy ja w ogóle chciałam odchodzić?
Czy czułam się przy nim tak strasznie źle, żeby od niego uciekać, kiedy pakował moje walizki do bagażnika, bo widział, że ledwo trzymałam się na nogach? Kiedy nie patrzył na mnie z politowaniem a ze zwykłą troską, gdy obiema rękami ściskałam złotą urnę? Kiedy sam poszedł do apteki, żeby kupić mi lekarstwa i kazał nie ruszać mi się z auta, żeby uchronić mnie przed wścibskimi spojrzeniami i dziennikarzami wtykającymi nos w nieswoje sprawy? Kiedy nie odpowiedziałam na jego pytanie, tylko odwróciłam wzrok, więc bez zbędnej dyskusji odpalił silnik i zawiózł mnie do siebie, gdzie przygotował mi pokój, w którym mogłam przenocować, a potem ciepłą kąpiel z pianką? Kiedy jedliśmy chińszczyznę przy łóżeczku Juniora, który bawił się swoimi małymi stópkami i przyglądał nam się z typową dziecięcą ciekawością?
Oczywiście, że nie. Odprawiłam Troy’a z kwitkiem, będąc przekonaną, że potrzebowałam samotności, ale jakoś nieszczególnie przeszkadzał mi Ramos, który nie odstępował mnie na krok, odkąd wyszłam ze szpitala. Nie umiałam tego racjonalnie wytłumaczyć — po prostu z nim wszystko było naturalne; rzeczy, które razem robiliśmy, wydawały się naszą rutyną, jakbyśmy żyli tak od lat. Troy ciągle chciał rozmawiać o mojej przeszłości i nie potrafiłam zdefiniować, kim dla mnie był, za to Sergio starał się być moją chwilową odskocznią od złowrogiego świata.
I może właśnie dlatego zamówiłam ten bilet. Bo pojawiło się we mnie pragnienie, żebyśmy zostali tak razem na zawsze, co mnie nieźle wystraszyło. Po wyjeździe z Madrytu uznałam uczucia do Ramosa za głupią wymówkę przed byciem z Xabim i cały ten czas myślałam, że to on był miłością mojego życia; poza tym złamałam Sergiowi serce i do tej pory nawet nie otrzymał ode mnie porządnych przeprosin. To nie on dał się ponieść emocjom, to nie on całował mnie zachłannie w ciemnej uliczce, ale to on próbował ochronić mnie przed skandalem, który z tego powodu wybuchł, kiedy Xabi martwił się jedynie o swoją rodzinę. A ja nie zapominałam o Juniorze — ilekroć na niego spojrzałam, automatycznie przypominałam sobie o istnieniu Pilar, której miejsca wcale nie zamierzałam zajmować. 
Jeszcze nie rozmawiałam z Ramosem o uczuciach, ponieważ żadne z nas nie zaczęło tego tematu. Nie znałam przyczyny, dlaczego on tego nie zrobił, ale ja bałam się od niego usłyszeć, że wciąż, po tym wszystkim, mnie kochał, i był gotowy poświęcić swój związek z Pilar, byleby tylko ze mną być. To dlatego, że nie zasługiwałam na to z jego strony.
I też trochę dlatego, że mógł powiedzieć, że już niczego do mnie nie czuł, ale zaopiekował się mną, bo uznał, że to była właściwa rzecz do zrobienia. A to by mnie chyba zabiło.
Ale właśnie takie życie chciałam mieć. Zawsze żałowałam, że straciłam szansę na stworzenie prawdziwej rodziny z Xabim, ale widok Sergia, który nie odrywał wzroku od swojego syna, sprawiał, że na nowo tliła się we mnie malutka nadzieja, że mogliśmy ją wspólnie zbudować. Owszem, to Xabi zaprzątał mi głowę, odkąd wróciłam do Hiszpanii, to o nim myślałam, że był dla mnie najważniejszy, ale ostatnie wydarzenia uświadomiły mi, że to nie miało żadnego sensu. A ja nie byłam już zagubioną dziewiętnastolatką, miotającą się między jednym facetem a drugim, i potrafiłam sobie odpuścić. Potrafiłam również zaoferować Ramosowi wszystko to, co najlepsze, żeby wynagrodzić mu każdą przykrą rzecz z mojej strony, i poprosić go, żebyśmy przynajmniej spróbowali.
Obawiałam się tylko odmowy. Obawiałam się, że źle interpretowałam jego zachowanie wobec mnie, i że on tak naprawdę ruszył naprzód, że zamierzał pogodzić się z Pilar, a mnie wyrzucić na zbity pysk. Może gdybym mu powiedziała, że planowałam wyjechać na wakacje do Ameryki, to wcale nie byłby zawiedziony i jeszcze życzyłby mi udanej podróży czy coś w ten deseń.
No nie umiałam zaryzykować i się o tym przekonać. Jasne, co mogłam stracić, oprócz własnej godności? Nic. Tyle że błoga nieświadomość była chyba łatwiejsza do przełknięcia niż jakakolwiek prawda. 
— Cześć, śpiochu. — Sergio powitał mnie szerokim uśmiechem znad patelni, na której smażył naleśniki, kiedy weszłam do kuchni w satynowym szlafroku i niedbale spiętymi włosami. Na jego widok poczułam dziwne ukłucie w brzuchu; z pewnością nie z głodu.
Wczoraj, gdy brałam kąpiel, Pilar przywiozła Juniora, żeby Ramos mógł spędzić z nim trochę czasu, zanim ona zadomowi się w swoim nowym domu i zabierze małego do siebie. Nie słyszałam żadnych krzyków, więc wyglądało na to, że ich rozstanie, czy tam przerwa, było bardzo kulturalne. Sergio nie za bardzo chciał ze mną o tym gadać, jakby coś przede mną ukrywał, ale nie wnikałam, stwierdzając, że to nie moja sprawa. Gdyby planował mi się zwierzać, to zapewne by to zrobił, a że nie zrobił, to ja na pewno nie zamierzałam na niego naciskać.
Musiałam jednak przyznać, że zauważyłam, że podczas mojej dwuletniej absencji w stolicy Hiszpanii, chyba wszyscy zdążyli się przeprowadzić. To, że Cristiano wyprowadził się z okolicy, w której kiedyś był sąsiadem Evelyn, już wiedziałam; Ramos też sprzedał willę, gdzie urządziłam te pamiętne urodziny Xabiego, a którego miejsca zamieszkania nie znałam i nie planowałam się tego w najbliższym czasie dowiadywać. Ale o ile poprzedni dom Sergia był nad wyraz kiczowaty — on umiał urządzić łazienkę w nowoczesnym stylu, a gabinet zasypać antykami — to jego następca poczuł obecność kobiecej ręki. Wszystko tutaj zostało utrzymane w umiarkowanym stopniu, było jasno i przestrzennie, a całość doskonale do siebie pasowała. 
Na parterze znalazło się miejsce dla takich pomieszczeń, jak przeogromny salon z wyjściem na taras, połączony z jadalnią, kuchnia czy siłownia i ubikacja. Na piętrze były same sypialnie, wszystkie z łazienką i garderobą; nie zwiedzałam jednak całego domu, więc nie za wiele miałam do powiedzenia na temat każdego z nich. Mój pokój posiadał duże, miękkie łóżko w komplecie z nocną szafką, na ścianie wisiał telewizor, a w kącie stał fotel; z niego jedne drzwi prowadziły prosto do garderoby, a drugie do łazienki z wanną i lustrem na całą ścianę. Zdecydowanie podobało mi się tam o wiele bardziej niż w szpitalnej sali, ale to oczywiste. 
Już wcześniej dostrzegłam w Ramosie znaczącą zmianę, ale to, jaki był w domu, pokazało mi ją dość dobitnie. Kiedyś strasznie dawał się ponieść emocjom; teraz widziałam, że stał się cierpliwy i rzadko pozwalał, żeby przejmowały nad nim kontrolę (pomijając brunch i to, że wydarł się na mnie w szpitalu). W przeszłości często opowiadał głupoty, że aż każdy pukał się w czoło; aktualnie porządnie się zastanowił, zanim coś powiedział, dzięki czemu zobaczyłam, jak mądry i zabawny był. Z niczym na mnie nie naciskał, a kiedy wieczorem szliśmy spać, życzył mi dobrej nocy i cicho zamknął za sobą białe drzwi swojej sypialni. 
To wszystko sprawiało, że jeszcze bardziej bałam się, że się spóźniłam.
Czy ja do końca życia miałam taka być, to znaczy niezdecydowana i samolubna? Bodajże dwa dni temu, przeglądając internet, wmawiałam sobie, że w żadnym wypadku nie żałowałam pocałowania Xabiego, mimo że przejmowałam się tą aferą ze zdjęciami i tym, co powiedział w oświadczeniu. A dzisiaj zaprzątałam sobie głowę tylko tym, czy Ramos przestał mnie kochać, czy może nadal coś do mnie czuł. 
Czy może naprawdę uznałam, że Xabi był przegraną sprawą, a ja miałam okazję spełnić jego ostatnią prośbę i spróbować zaznać choć trochę szczęścia? Co prawda, z jego najlepszym przyjacielem, ale to i tak było lepsze niż gdybym wybrała tak znaną wszystkim drogę, czyli ucieczkę. 
— Śpiochu? — powtórzyłam i uniosłam brwi. Zegar na ścianie w kuchni wskazywał parę minut po siódmej… rano. — Toż to świt.
Ramos parsknął i przerzucił naleśnika. Przypominał mi trochę kurę domową; ja ledwo co umyłam zęby, a on już był ubrany jak do wyjścia, na co zarzucił fartuch w jakieś kwiatowe wzory, żeby się nie pobrudzić. Na jego twarzy nie widać było żadnych oznak zmęczenia, oprócz uroczych zmarszczek w kącikach jego oczu, które pojawiały się, kiedy posyłał uśmiechy w stronę Juniora, który odwzajemniał je radosnymi okrzykami (nie za bardzo wiedziałam, jak nazwać dźwięki, które wydawał). Siedział w nosidełku na kontuarze, a gdy tylko mnie zobaczył, wyciągnął ku mnie swoje malutkie rączki. Chyba mnie polubił. 
— Obudziliśmy cię? — zapytał Sergio ze słyszalną troską w głosie i gdy tylko usiadłam na wysokim krześle, podając palca Juniorowi, podstawił mi talerz pod nos i rzucił na niego kilka naleśników. Obok stała szklanka soku, przeróżne sosy i owoce.
— Nie, nie — odpowiedziałam szybko i polałam sobie naleśnika sosem czekoladowym. — Po prostu dla mnie zawsze pierwsza noc w nowym miejscu nie jest zbyt dobra. 
Nie dodałam, że mało spałam, bo do późna siedziałam w internecie, żeby zamówić ten cholerny bilet, a potem jeszcze gapiłam się na złotą urnę z prochami babki. Byłam pewna, że gdyby żyła, nieźle by mnie za to wszystko skrzyczała. 
Sergio pokiwał głową i obrócił nosidełko tak, że Junior mógł się we mnie wpatrywać, ile zapragnął, ale nie przeszkadzało mi to. Skupiłam się na jedzeniu i na tym, jak bardzo byłam głodna, kiedy wsadziłam sobie spory kawałek naleśnika do ust. Były naprawdę pyszne i pomyślałam wtedy, jak wielkie szczęście miała Pilar, będąc w związku z takim facetem jak Ramos. 
Kiedy zajął się dalszym smażeniem naleśników, uprzednio wręczając maluchowi grzechotkę, żeby go czymś zająć, a ja wciąż jadłam, wykorzystałam tę okazję, żeby znowu rozejrzeć się po wielkiej kuchni. Wszędzie było pełno mebli, w które wbudowano taki sprzęt, jak lodówka, zmywarka albo piekarnik, i w których nie umiałam niczego znaleźć — wczoraj na przykład szukałam cukru, a trafiłam na sól. W samym jej środku zamontowano kontuar z płytą indukcyjną i z niezliczoną ilością szuflad, przy którym najwyraźniej często musieli jadać, bo Sergio nawet nie pofatygował się, żeby przygotować stół w jadalni.
— Za godzinę muszę wyjść na trening — odezwał się Ramos, tym samym przerywając ciszę, i rozwiązał fartuch, żeby go odwiesić. — Mogłabyś posiedzieć z młodym, czy mam dzwonić po nianię?
Za taką dobroć z jego strony, to nie powinien w ogóle o to prosić, ale nie powiedziałam tego na głos. 
— Pewnie. — Wzruszyłam ramionami i napiłam się soku. — I tak nie planowałam wychodzić z domu.
Skończył ze smażeniem naleśników, bo miałam już ich cały talerz do zjedzenia, i odszedł od kontuaru, żeby zawiesić fartuch na wieszaku przy wejściu do kuchni. Obejrzałam się za nim i aż się zdziwiłam, jak przystojnie wyglądał z samego rana w tym obcisłym podkoszulku i dżinsach. Nieraz zastanawiałam się, jak niektórzy ludzie to robili, że mając tak małe dziecko w domu (Sergio Junior obchodził niedawno trzy miesiące), którym trzeba było opiekować się calutką dobę, potrafili o siebie porządnie zadbać. Ramos w ogóle przechodził samego siebie — brakowało Pilar, ja też nie byłam zbyt pomocna, a mimo to ze wszystkim sobie radził.
Jakiej kobiecie taki facet by nie zaimponował? Poza tym, Xabiego nigdy nie widziałam w takiej typowo domowej sytuacji, więc nawet nie miałam porównania. Poniekąd sama byłam sobie winna, bo strasznie się broniłam przed poznaniem jego dzieci, ale to nieistotne.
— Zamierzasz ukrywać się u mnie do końca świata? — zażartował i podszedł, żeby wziąć Juniora na ręce. — Nie żebym miał coś przeciwko, bo powinnaś odpoczywać, ale też musisz być świadoma tego, że któregoś dnia będziesz musiała stawić czoła całej tej chorej sytuacji.
— Ten dzień nie nastąpi dzisiaj — mruknęłam i przełknęłam ostatni kęs naleśnika, odkładając widelec. — Po prostu potrzebuję pomyśleć, zastanowić się nad tym wszystkim. Uważasz, że te zdjęcia były zrobione przez przypadek? 
— Uważam, że to Nagore wysłała kogoś na przeszpiegi. — Ramos nie owijał w bawełnę i oparł się biodrem o blat, chwytając za butelkę z mlekiem, aby nakarmić małego. Kiedy poczuł, jak intensywnie się w niego wpatrywałam, zaskoczona jego słowami, spojrzał na mnie i zmarszczył czoło. — No co? Pytałaś mnie o szczerą opinię, to mówię, jak jest.
— Wczoraj mi powiedziałeś, że masz jakąś teorię, co do Nagore — przypomniałam sobie. — To miałeś na myśli?
— Ja po prostu nie wierzę w tę jej przemianę i tyle — skwitował. — Nie ześwirowała na wieść, że jesteś w Madrycie, bo Alonso wykazał się taką szczerością wobec niej? Dobre sobie. Przecież ją skręcało, jak komuś się przypadkiem wymsknęło twoje imię. 
Zaintrygowała mnie jego wypowiedź, jak diabli, ale nie dopytałam go o szczegóły, mimo że w środku umierałam z ciekawości, ponieważ przerwał nam dzwonek do drzwi. Spojrzeliśmy po sobie, aż w końcu Ramos ruszył się z miejsca, trzymając Juniora na rękach, żeby sprawdzić, kto nas nachodził. Zakładałam, że był to ktoś z drużyny, skoro za godzinę mieli się stawić na treningu, czy coś koło tego. 
Parsknęłam pod nosem, gdy dotarło do mnie, że w ogóle nie przejmowałam się tym, kto mógł stać za tymi drzwiami. Nie obchodziło mnie, czy to była Pilar, czy jakiś piłkarz lub wścibski paparazzi. Czułam się spokojna w tych czterech ścianach, że aż w ciemno ufałam, że ktokolwiek by to nie był, Sergio nie pozwoliłby, żeby coś złego mnie spotkało. 
To było naiwne z mojej strony; w końcu nadal nie wiedziałam, czy faktycznie mnie jeszcze kochał. Ale za to wiedziałam, że głupio zrobiłam, zamawiając ten bilet. Że w ogóle pomyślałam o ucieczce.
Obróciłam się na krześle, żeby pójść do łazienki i doprowadzić się do jakiegoś porządku, zanim Sergio zostawi mnie samą z Juniorem, którego miałam pilnować jak oka w głowie. Tyle że ledwo postawiłam stopy na zimnej posadzce, gdy usłyszałam, że ktoś się do kuchni zbliżał. Kiedy się wsłuchałam, Ramos rozmawiał z jakimś facetem; może z Cristiano albo z Marcelo? W końcu byłam spostrzegawcza i na brunchu zauważyłam, że ostatnio się polubili. 
Spuściłam wzrok na swoje stopy, żeby poprawić kapcie, które mi z nich spadały, a kiedy podniosłam głowę do góry, przede mną, jakby znikąd, wyłonił się Xabi. Zachłysnęłam się powietrzem, serce zabiło mi mocniej, a Ramos stał tuż za nim z kwaśną miną, jakby zastanawiał się, czy powinien nas zostawić samych. 
Xabi nie odrywał ode mnie wzroku, aż poczułam się tak, jakbyśmy nie widzieli się od lat, a przecież całowaliśmy się raptem trzy dni temu. Temu uczuciu towarzyszył niepokój, bo nie spodziewałam się, że jeszcze kiedykolwiek go zobaczę, przynajmniej nie tak prędko. W końcu nic nas nie łączyło. 
— Cześć, Carter — przywitał się ze mną z krzywą miną, jakby to nie było coś, co powinien w tamtej chwili zrobić.
Nie za bardzo wiedziałam, jak się wtedy zachować, więc po omacku wyciągnęłam rękę do tyłu, żeby odszukać krzesła, z którego zeszłam, żeby z powrotem na nie wejść. Nogi miałam jak z waty i czułam, że nie byłam w stanie na nich ustać, zwłaszcza, gdy się odzywał tym swoim niskim głosem. Tyle że to nie było uczucie sprzed kilku dni; to nie była tęsknota ani radość, że go widziałam. To było coś w rodzaju strachu, bo spędziłam dużo czasu na rozmyślaniu i nasze spotkanie mogło oznaczać tylko jedno.
Koniec.
A ja nie sądziłam, że miał nastąpić tak szybko. Liczyłam, że mogłam się do tego jakoś lepiej psychicznie przygotować. 
Nikt z nas się nie odezwał; wpatrywaliśmy się w siebie, jakby cały świat na moment się dla nas zatrzymał, a to spojrzenie musiało powiedzieć wszystko to, czego my nie potrafiliśmy. Przynajmniej tak to sobie tłumaczyłam, dopóki Junior głośno się nie rozpłakał i nie wyrwał nas z tego transu.
— Przebiorę go — powiedział Sergio i posłał mi pocieszający uśmiech. — Zostawię was, żebyście sobie porozmawiali, zanim pojedziemy na trening. 
Te ostatnie słowa skierował do Xabiego, który nawet nie zwrócił na niego najmniejszej uwagi, aż do chwili, kiedy Ramos poklepał go po ramieniu, chyba jemu też chcąc dodać otuchy przed tą trudną rozmową. Xabi skinął głową z krzywym uśmiechem, zapewne z wdzięczności, że nie robił niepotrzebnych problemów.
A ja umiałam zastanawiać się tylko nad tym, co sprawiło, że Ramos tak dojrzał.
— Cieszę się, że nic ci nie jest — odezwał się w końcu bez jakiejkolwiek emocji w głosie, tym samym wyrywając mnie z myśli o Sergio. — Wiem, że pewnie tego nie pamiętasz, ale byłem tam z tobą całą noc. Później nie mogłem wrócić, bo…
— Nagore jest twoją żoną — dokończyłam za niego. Tyle że jego mina wskazywała na to, że nie to zamierzał powiedzieć. — Xabi, rozumiem. Nie powinniśmy byli tego robić.
— O czym ty bredzisz? — wydawał się szczerze zaskoczony, więc chyba nie udawał i naprawdę nie wiedział, o co mi chodziło. Dlatego wyjaśniłam:
— Nie powinniśmy byli się całować.
Teraz to ja byłam tą zaskoczoną. Xabi zacisnął usta w cienką linię, zupełnie tak, jakby moje słowa go zdenerwowały. Wcale nie miał prawa się za to na mnie złościć, bo to on poszedł do prasy i powiedział, że nic nas nie łączyło, a jakoś ja się za to na niego nie wściekałam.
— Czy ty myślisz, że tego żałuję? — zapytał z pretensją.
— A nie? — uniosłam brwi do góry i chociaż głos mi się łamał, dodałam: — Cytuję: „Nic mnie nie łączy z domniemaną Carter Harvelle”.
— A co miałem powiedzieć? — zawołał takim dziwnym głosem. Jakby łapał się ostatniej deski ratunku. — Że zostawiam żonę, bo miłość mojego życia chce do mnie wrócić?
Naprawdę byłam przekonana, że Xabi podawał jedynie przykład tego, co mógł wtedy powiedzieć, ale to i tak sprawiło, że moje serce zabiło szybciej z niepokoju. Zdecydowanie za szybko, bo powoli przestawałam racjonalnie myśleć.
— Podejrzewam, że gdybym nią była, odejście od Nagore nie byłoby takie trudne — zauważyłam i pociągnęłam nosem. Strasznie chciało mi się płakać. — Okej, nie wiedziałeś, że kiedykolwiek wrócę, łapię. Ale wróciłam. 
— Za późno — wytknął mi, wpatrując się we mnie złowrogo. — O wiele za późno.
— Gdyby było za późno, to byś mnie nie całował tak, jak całowałeś — powiedziałam. — Nie całowałbyś mnie tak, gdybyś nie chciał odejść od Nagore, żeby ze mną być. To ten twój pieprzony honor ci na to nie pozwala. 
— Carter, pozwól, że ustalimy istotną rzecz. — Zabrzmiał trochę jak dyplomata. Albo jak mój ojciec, kiedy dawał mi reprymendę… O mój Boże, czy ja właśnie porównałam Xabiego do mojego martwego taty? — Nie jestem Ramosem. Nie zostawiam rodziny dla kogoś, kto złamał mi serce, dla kogoś, kto może znowu to zrobić.
Auć. To zabolało, ale przynajmniej już wiedziałam, co o mnie naprawdę myślał.
— Ramos nie zostawił swojej rodziny — zaprzeczyłam, zaciskając zęby. — Po prostu mi pomaga. 
— Och, Carter, daj spokój! — Xabi złapał się za głowę, jakby nie dowierzał mojej głupocie. — Jest tak, jakbyśmy znowu przeżywali to samo. Wszyscy widzą, że Ramos tak bardzo cię kocha, że poświęci dla ciebie swoją rodzinę, a ty zachowujesz się, jakbyś tego kompletnie nie widziała. 
— Może to dlatego, że wiem, że zawsze byłeś przewrażliwiony na jego punkcie — stwierdziłam, mimo że wiele mnie kosztowało, aby zachować spokój. Bo wszystko w środku błagało o to, żeby Xabi mówił prawdę. — I dopowiadasz sobie rzeczy, które nie istnieją. 
— A ty niby nie? — prychnął. 
Przeszedł się po kuchni, żeby ochłonąć i nie musieć na mnie patrzeć. Spuściłam głowę i cicho westchnęłam, myśląc o tym, gdzie ta rozmowa nas prowadziła. Zawsze mieliśmy ten sam problem — nie umieliśmy radzić sobie z trudnościami, tylko oboje ciągle obwinialiśmy siebie nawzajem. Ja zawsze czepiałam się o Nagore, a on o Ramosa. To miało być to szczęście, o którym marzyłam przez bite dwa lata?
Jeżeli tak, to pasowałam.
— Oboje podjęliśmy decyzję — odezwałam się po jakimś czasie. Nigdy nie miałam być stuprocentowo pewna, czy chciałam to na dobre skończyć, dlatego tym bardziej musiałam to wtedy zrobić. — Ty nigdy nie odejdziesz od Nagore, a ja nigdy nie przestanę być dziewczyną, która złamała ci serce. Powinniśmy to zakończyć raz a porządnie, żebyśmy mogli naprawdę zacząć bez siebie żyć.
Xabi opuścił ręce i popatrzył na mnie. Spodziewałam się zobaczyć łzy w jego oczach albo żal, ale na pewno nie tego, że on… zacznie się śmiać. Jakbym opowiadała mu dowcip, ale bardzo gorzki, z którego nikt inny się nie śmiał.
— Powiedziałaś mi kilka dni temu, że myślisz, że tylko ze mną możesz być szczęśliwa — przypominał mi, mimo że doskonale o tym pamiętałam. Przełknęłam ślinę.
— A ty na drugi dzień powiedziałeś, że nic cię ze mną nie łączy — westchnęłam i zamknęłam oczy. — Xabi, po prostu pozwól mi odejść.
Kiedy je otworzyłam, już się nie uśmiechał. Walczyłam z całych sił z samą sobą, żeby nie płakać, mimo że strasznie bolało mnie to, co się właśnie działo. Mimo że wiedziałam, że to ja byłam tą złą i nie powinnam była od niego niczego oczekiwać, to jednak chciałam, żeby zostawił mnie w spokoju. Bo jeżeli by tego nie zrobił, wciąż oboje byśmy cierpieli.
A ja miałam dość cierpienia.
— W porządku — mruknął i odchrząknął, bo te słowa ledwo przeszły mu przez gardło. — Jeżeli chcesz odejść, to odejdź. Ale musisz wiedzieć, że to oznacza, że nie chcę cię już znać. To koniec.
Pokiwałam głową.
— To koniec — powtórzyłam beznamiętnie.
Może oczekiwał innej odpowiedzi. Może oczekiwał, że nim manipulowałam i chciałam tym coś ugrać. Może oczekiwał, że go zatrzymam. Nie miałam pojęcia, bo nie patrzyłam na niego, tylko czekałam, aż wyjdzie z tej kuchni i zostawi mnie samą. Nie sądziłam, że to będzie aż takie trudne, ale nie zamierzałam przy nim płakać, bo ten koniec oznaczał, że już nigdy nie mógł widzieć mnie słabą. A wtedy byłam strasznie słaba.
Nie zorientowałam się, że Sergio wrócił do kuchni, dopóki nie przyciągnął mnie do siebie mocno, tak, że mój policzek przylegał do jego piersi. Czując ciepło jego ciała, rozpłakałam się na dobre, a on głaskał mnie po głowie i powtarzał, że wszystko będzie dobrze. Byłam taka głupia, że mu wierzyłam. Tak po prostu. 
A potem przypomniałam sobie o bilecie na samolot do Ameryki.
— Sergio, muszę odkryć, kto stoi za tymi zdjęciami. — Automatycznie przestałam płakać i odsunęłam się od niego, pociągając nosem. Ramos złapał mnie obiema rękami za głowę, żebym jej nie spuszczała. — Muszę mieć pewność, że to Nagore.
Gdybym już wtedy znała prawdę, wszystko zrobiłabym tak samo.